sobota, 20 stycznia 2018

Rozdział dwudziesty szósty

Anabelle 

Oddychała powoli. 
Liczyła każdy wdech i wydech, oczami błądziła po suficie. W głowie wciąż miała natłok myśli, których nie potrafiła zebrać w kupę. Wciąż nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. To było… Intensywne i nagłe. Momentami wciąż drżała na samą myśl o tym co się wydarzyło, ale nie tak jak wcześniej. To był inny rodzaj. Nie czuła strachu i szczerze to ją przerażało. Po tym wszystkim co ją tutaj spotkało nie powinna chyba czuć się tu pewnie. Może to było zbyt mocne słowo, ale na pewno w tym momencie nie była przerażona. Od wczorajszego dnia to uczucie zniknęło. Albo tylko na moment zostało schowane pod masą innych. Nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek w swoim życiu doświadczyła tylu emocji naraz. Nawet jako dziecko, kiedy można powiedzieć, że była względnie szczęśliwa. W tamtym okresie była beztroskim dzieckiem, które nawet nie podejrzewało, że może skończyć w taki sposób. I przede wszystkim nie znała prawdziwej twarzy tamtych ludzi, którzy ją wychowywali. Nieświadomość była czasem wybawieniem, ale dowiadywanie się okrutnej prawdy bolało. I to mocno. 
Wdech i wydech, wdech i wydech… 
Leżała jeszcze tak przez kilka minut. Powoli podniosła się na łokciach, a następnie usiadła na łóżku. Wydarzenia z wczoraj wciąż jeszcze do niej nie docierały. Była obolała, jednak nie narzekała na ten konkretny rodzaj bólu. Dziwnie się czuła, nie potrafiła tego opisać. Nagle poczuła pragnienie, w ustach miała sucho. Od kolacji nie wypiła ani kropelki wody. I choć chciała jeszcze zostać w łóżku, czuła potrzebę, aby wyjść. 
I dziś nie ma się czego bać, prawda? 

– Dziękuję. Że mi to pokazałeś i że mogę tu przychodzić. To naprawdę bardzo wiele dla mnie znaczy i… nie wiem czy będę w stanie kiedykolwiek się za to odpłacić.
- Nie musisz – zapewnił – jeśli chcesz jeszcze się porozglądać to śmiało. A jeśli nie, to chciałbym ci jeszcze coś pokazać.
Zdecydowała się jeszcze tu zostać. 
Tylko kilka minut. Nie chciała nadużywać gościnności nieśmiertelnego i jego dobrego humoru, który mógł zmienić się w każdej chwili. Spokojnie przyjął to, że chciała posiedzieć tu jeszcze trochę. Krążyła wśród tych wszystkich książek, nawet nie orientując się, kiedy mężczyzna opuścił na moment bibliotekę. Dostrzegła brak jego nieobecności, kiedy spojrzała w stronę, gdzie stał przed chwilą. Na moment serce podeszło jej do gardła. W myślach wyobrażała sobie jak nagle na nią naskakuje, a choć nic takiego się nie stało, poczuła na szyi wampirze kły. Automatycznie dotknęła dłonią gardła, jakby chcąc poczuć dwa wgłębienia czy lepką, świeżą krew. Jednak na jej szyi nic nie było. Była przewrażliwiona. Wiedziała, że nie powinna się denerwować. Dziś miała się go nie obawiać, sam jej to mówił. Ale czy powinna mu wierzyć? Było tyle sytuacji, kiedy mówił jedno, a drugie robił. Zwyczajnie gubiła się w tym wszystkim. Trudno było przewidzieć jaki będzie jego następny krok. Nawet jak myślała, że przewidziała co zrobi, ten zaskakiwał ją swoim wyborem. 
- Jesteś zbyt spięta, Anabelle.
Podskoczyła w miejscu. 
Musiał sobie zdawać sprawę z tego, że ją wystraszył. Delikatny uśmiech na jego twarzy to potwierdzał. W jednej dłoni trzymał nową butelkę z winem, a przynajmniej na wino to wyglądało, a w drugiej dwa, lśniące kieliszki. Wiedziała, że wypiła tego wieczoru zbyt wiele. Nie była przyzwyczajona do alkoholu, a zwłaszcza takiej ilości. 
- Nie wiem co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła – mówił miękkim głosem, który pewnie niejedną by oczarował – wiem, że jestem porywczy i że się mnie boisz, słusznie. Powinnaś. Bo nie jesteś tutaj dla swojej przyjemności, to nigdy nie był cel. Czasami musisz mi po prostu zaufać. Nie wiem co siedzi w twojej głowie, wierz mi nie mam ochoty przebywać w niej cały czas i wysłuchiwać twoich żali, wystarczy mi jak zrobię to raz na jakiś czas, ale jeśli coś mówię, to dotrzymuję tego słowa. O ile się z tobą wtedy nie bawię. Jestem dziś śmiertelnie poważny, to ma być miły czas spędzony we dwoje. Doceń to, dobrze? Jeśli ty będziesz miła, ja będę miły. Prosta matematyka, skarbie.
Nie była pewna co ma mu odpowiedzieć. Że mu wierzy, choć tak naprawdę nie jest do tego przekonana? Albo że tylko czeka, aż zrobi coś złego i postanowi w końcu wbić w nią swoje kły, albo ponownie będzie miał ochotę ją zgwałcić? Pogrążona w tych myślach nie dostrzegła, że się zbliża. Dopiero kiedy był niebezpiecznie blisko, ocknęła się z tego dziwnego letargu. Ta cała lekkość, którą czuła nagle zniknęła. Nie czuła już się dobrze, ani pewnie. Zadziwiające, jak jedna osoba potrafi przynieść komuś tyle emocji naraz. Jeszcze chwilę temu była niezwykle szczęśliwa, a teraz… Bała się wypowiedzieć cokolwiek na głos. 
- Muszę usłyszeć odpowiedź – ponaglił – chcę wiedzieć jak zakończymy dziś ten wieczór. Ano.
- Miła. Będę miła.
- Cieszy mnie to. Nie pożałujesz swojej decyzji – obiecał – skończ oglądanie, przyda ci się jeszcze lampka wina. Obawiam się, że jakikolwiek mocniejszy drink mógłby cię już zabić.
Zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc co takiego mężczyzna w zasadzie miał na myśli. 
- Boże, jesteś czasami taka niewinna. To chyba właśnie w tobie uwielbiam najbardziej – powiedział ze śmiechem i jak gdyby nigdy nic, niczego jej nie wyjaśniając odszedł, aby rozlać wino do kieliszków.
Straciła jakąkolwiek ochotę na to, żeby oglądać resztę biblioteki. Czuła się teraz naprawdę dziwnie. Po jego słowach, cała energia, którą w sobie miała nagle wyparowała. Chciałaby wiedzieć na czym stoi. Ale obiecała, że będzie miła, prawda? Więc taka musi być. Pokazać się ze swojej najlepszej, nieistniejącej już strony. Na moment odwróciła się do niego plecami, niezbyt mądre posunięcie, ale musiała zebrać się w sobie. Była pewna, że wampir doskonale wie, co takiego robi. Oddychała szybciej, jakby zaraz miała się popłakać i była tego doprawdy bliska. Wzięła kilka głębszych wdechów, aby się uspokoić i kiery odwracała się w jego stronę, robiła to z uśmiechem na twarzy. Skoro chciał, żeby była miła miała zamiar taką grać. 
Wypili w bibliotece jeszcze dwa kieliszki. Czuła, że to zdecydowanie zbyt wiele jak na nią, jednak nie chciała odmawiać. Odmowa nie zaliczała się do miłych zachowań, a coś mu obiecała. Dobrze było dotrzymać tych obietnic, oboje chcieli coś w zamian. Anabelle miała być dla niego miła, a on w zamian dać jej spokój. Brzmiało sprawiedliwie. Przynajmniej dla kobiety. 
- Chciałeś mi coś pokazać – przypomniała. Z drugiej strony nie była, aż tak ciekawa tego co mężczyzna ma jej do pokazania. Może wcale nie było to nic dobrego.
- Ach, tak. Dziękuję za przypomnienie.
Odebrał od niej kieliszek, stawiając go na stoliku z resztą naczyń i butelką. Najwyraźniej nie przejmował się tym, że zostaną one zapomniane. Była przekonana, że Betty doskonale zadba o to, aby pomieszczenie lśniło czystością, choć i tak było już takie. Bez słowa chwycił jej dłoń i wyprowadził z biblioteki. Pojęcia nie miała, gdzie chciał ją zaprowadzić, ani co takiego pokazać. Modliła się tylko, aby ten cały wieczór nie skończył się tak, jak tego mogła oczekiwać. Nie zrobiła chyba też niczego dobrego, aby zasłużyć sobie na jakiekolwiek łagodne traktowanie. Może ta kolacja, biblioteka były po to, aby odciągnąć ją od nieprzyjemnych myśli związanych z nim i tym miejscem, a potem sprowadzenie na ziemię, żeby jej pokazać, że jednak się nie liczy w tym domu? Nie miała pojęcia. Serce z każdym krokiem biło jej mocniej. Jakby miała otwartą klatkę piersiową z pewnością teraz już byłaby bez serca. Przez całą drogę usłyszała tylko zirytowane westchnięcie, pewnie tym razem jednak słyszał jej myśli. 
Dopiero kiedy poprowadził ją na górę i kierował się w stronę pokoju, zrozumiała. 
Stanęła w miejscu, zapierając się nogami i odmawiając dalszego pójścia. 
- Nie!
Zaskoczyła samą siebie tą odmową. Trudno było stwierdzić które z nich było bardziej zaskoczone. Anabelle czy może Alexander. To jej nie zatrzymało. Wyrwała dłoń z jego uścisku, zadziwiająco lekkiego i bez większego namysłu uderzyła go otwartą dłonią w policzek. 
Po chwili tego żałowała, chciała jak najszybciej cofnąć swoje słowo i czyn, a samą siebie zaprowadzić do pokoju, ukarać, aby on tego nie musiał robić. Wszystko było lepsze, niż osobiście poczuć na sobie jego złość.
A on po prostu stał. 
Nie poczuł bólu, trzeba było czegoś więcej, niż lekkiego uderzenia drobnej, ludzkiej dziewczyny. Był nieśmiertelnym, z dużą ilością lat na karku takie proste rzeczy nie robiły na nim żadnego wrażenia. W innej sytuacji zareagowałby od razu, pokazałby dziewczynie, gdzie jest jej miejsce, ale teraz nie chciał reagować jak zazwyczaj. Rozumiał skąd brały się jej obawy, dlaczego tak zareagowała. Może gdyby był na jej miejscu, bardzo wątpliwe, to postąpiłby w pewnym momencie takiej egzystencji podobnie. Wszystko było możliwe. Ale nie chciał się teraz o tym rozwodzić. Nie patrzył na nią, wzrok miał utkwiony w ścianie. Chciał dać jej czas do namysłu. Może zrozumie, że popełniła błąd. Naprawdę w tym dniu nie chciał jej krzywdzić. Zwłaszcza, że zbliżała się okazja na której miał zamiar się z nią pokazać. A do tego kobieta musiała wyglądać dobrze, a gdyby złość wzięła nad nim górę, obawiał się, że mogłaby nigdzie już nie wstać.
- To nie było miłe.
- Przepraszam, ja nie wiem… nie chciałam, naprawdę. Przepraszam.
Dukała jeszcze chwilę. Sam Alex miał trudności ze zrozumieniem tych słów. Pozwolił jej chwilę jeszcze mówić, martwić się tym jak może ten wieczór się zakończyć. Potem bez słowa położył dłoń na dole jej pleców i poprowadził do miejsca docelowego. W sypialni posadził ją na fotelu i wlał do szklanki zwykłą wodę.
- Otrząśnij się. Nic takiego się nie stało – powiedział. Nie chciał niepotrzebnie przeciągać tej chwili, a miał wrażenie, że dziewczyna zaraz mu się tutaj rozpłacze. Ten naprawdę udany wieczór mógł się skończyć jeszcze lepiej, a teraz sądził, że będzie musiał pracować od początku na to, aby zakończyło się tak jak planował. Nie nadawała się już do niczego, a plan był tak dobry. - Nie zrobiłaś niczego, o co mógłbym być zły. Stało się, a jak widać nawet nie ma śladu.
Jego wypowiedź była chyba bardziej zaskakująca, niż to, iż odważyła się go uderzyć. To zdarzyło się tak nagle, nawet nie myślała o tym, żeby to zrobić. Po prostu nie chciała znaleźć się w pokoju, a teraz siedziała w nim, ze szklanką wody w dłoni. Wiedziała doskonale czego potrzebuje, wypiła niemal wszystko. Zostało w szklance wody może na łyk, ewentualnie dwa. Nie więcej. Odstawiła ją tam skąd Alexander ją wziął i po raz pierwszy od sytuacji na korytarzu odważyła się na niego spojrzeć. A tymczasem w jego oczach nie było widać ani grama złości. Zupełnie jakby ta sytuacja naprawdę nie wywarła na nim żadnego wrażenia. 
- Przepraszam cię za to.
- Już to robiłaś. Jak się uspokoisz to porozmawiamy – oznajmił.
Anabelle obserwowała jak kieruje się w stronę okna. Odsłonił ciemne zasłony, dzięki temu w sypialni zrobiło się trochę jaśniej i wyglądał na ogród. Okna były tu ścianami, tyle ile odsłonił tyle widziała. Pogrążony w ciemnościach ogród nieco ją uspokajał i dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że nigdy tak naprawdę tam nie była. Oglądała go tylko z okna, ale nie była fizycznie tam. 
- Już ci lepiej? - zapytał wciąż stojąc do niej plecami.
- Tak, dziękuję.
- To dobrze.
Nie brzmiał na złego, choć mogło to być tylko jej złudzenie. Ile było już sytuacji, gdzie mężczyzna był w porządku, a potem nagle wszystko po prostu rozpadało się w mgnieniu oka? Jeżeli mogła - to chciała tego uniknąć. Nie wierzyła w to, że dałaby radę przeżyć kolejny taki atak z jego strony. Kręciło się jej w głowie od alkoholu i nadmiaru emocji. Była bliska płaczu, dziwiła się, że jeszcze nie wybuchła po tym wszystkim. Siedziała tak i powoli się uspokoiła. Trudno było stwierdzić czy to jej zasługa czy może nieśmiertelnego, nie wnikała. Najważniejsze było to, że w końcu poczuła się lepiej. Może nie była w szczytowej formie, ale jak na takie warunki czuła się naprawdę w porządku. Brzmiało to niedorzecznie, ale tak faktycznie było. Z każdą kolejną chwilą była coraz bardziej zrelaksowana, jakby sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca. I to było dobre uczucie, już dawno nie czuła się tak jak teraz. Bywały chwile spokoju, jednak żadna z nich nie mogła się równać z tą. Po dość sporej dawce alkoholu miała ochotę położyć się spać, a stojące pod ścianą łóżko sporych rozmiarów naprawdę ją kusiło. Pościel musiała być pewnie przyjemnie chłodna, a materac odpowiednio twardy. A może dostosowywał się do położenia ciała? Ciężko było stwierdzić. Chciałaby spróbować. Nawet na chwilę, chociaż usiąść. Czy to było tak wiele?
- Podejdź, proszę – wypowiedział cicho.
Nie poruszył się nawet na milimetr. Momentami przypominał posąg, czy wampiry mogą być jak posągi? Nie ruszać się przez określony czas? W tej chwili nie była wcale tego taka pewna. Spełniła posłusznie jego prośbę i dopiero, kiedy znalazła się blisko, mężczyzna się poruszył. Odsunął się od okna w ten sposób, aby mogła stanąć przed nim. Brunetka czuł chłód bijący od nieśmiertelnego, przylegali do siebie niemal ciałami. Jego oddech muskał jej kark, a mimo to nie czuła przerażenia. Trudno było jej stwierdzić co takiego odczuwała, ale z całą pewnością nie był to strach. Do tego było jej bardzo daleko. 
W milczeniu obserwowali ogród pogrążony w ciemności. Wyglądał jak labirynt z którego nie było ucieczki i możliwe, że miała rację. To słowo idealnie odnosiło się do jej sytuacji – labirynt. Cały czas trafiała na zaułki bez wyjścia, musiała się cofać i szukać na nowo drogi. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nigdy nie opuści tego miejsca. Rezydencja, ogród i miejsca dookoła były niczym jedna wielka pułapka. Nie ważne w którą stronę chciałaby biec, w końcu i tak zostanie złapana. Przez chwilę mogłoby się jej wydawać, że jest inaczej, że faktycznie wreszcie jest wolna, a wtedy pojawi się znikąd on i ponownie znajdzie się na początku trasy. 
Całe jej ciało drżało. Długie, blade palce mężczyzny muskały niezakrytą materiałem skórę. Nie miała wyboru, musiała poddać się temu co się działo. Choć wszystko w niej krzyczało, aby się otrząsnęła, zaprotestowała to nie potrafiła otworzyć ust. Mogła tylko czekać na rozwój wydarzeń, który dla kobiety był, aż zbyt oczywisty. Mimo to, wciąż nie potrafiła się poczuć tak jak za pierwszym razem, kiedy to się działo. Była nadzwyczaj spokojna, a mimo to wraz nie chciała, aby doszło do jakiegokolwiek zbliżenia. Mogła się domyślić, jak skończy się ten wieczór. Był jednak tak spokojny, że nie podejrzewała takiego zakończenia. Ślepo uwierzyła. Odwróciła się w jego stronę, a raczej to on to zrobił. Ujął jej podbródek w dwa palce, a następnie uniósł jej głowę do góry. Przez kilka sekund spoglądali sobie w oczy. Z perspektywy trzeciej osoby mogło się to wydawać romantyczne, dwoje zakochanych stało w świetle księżyca i patrzyli sobie w oczy. To co działo się naprawdę było o wiele bardziej szokujące i nikt normalny nie mógłby znaleźć tu ani krzty romantyzmy. Niedługo później poczuła jego usta na swoich. 
Zimne i miękkie. Pewne siebie.
Jedna, dwie, trzy. Tyle sekund minęło zanim zrobiła jakikolwiek ruch i przestała stać jak kłoda. Odwzajemniła pocałunek, a w tym samym momencie gorzkie łzy napłynęły jej do oczu. Nie pozwoliła im jednak spłynąć po policzkach. Uznałby to za oznakę słabości, a dzisiejszego wieczoru nie była słaba. Nie chciała być. Nie chciała dać się złamać po raz kolejny. Nie miała pojęcia co robi, ani dlaczego. Tak bardzo chciała przestać, ale nie potrafiła. Musiała mu się poddać. Słowem się nie odezwała, kiedy rozsuwał jej sukienkę. Materiał cicho opadł na podłogę, obnażając brunetkę. Została w samej bieliźnie i butach na wysokim obcasie. Walczyła sama ze sobą, aby się nie zakryć. Teraz nie miała prawa być atrakcyjna. Pokryta siniakami, ranami, które nie zdążyły się zagoić i bliznami nigdy nie będzie już nawet zadowalająca w małym ułamku. Pozwoliła mu na to, aby robił z nią co chciał. Słusznie wykonywała nieme polecenia. Po podniesieniu jej ręki do swojej koszuli zaczęła rozpinać guziki. Przy pierwszych trzech ręce strasznie się jej trzęsły, dalej już nie myślała nad tym co robi. Po prostu je wszystkie odpięła, a koszulę zsunęła z jego ramion. Do koszuli i sukienki dołączyła reszta ich garderoby. Poza swoim oddechem i biciem serca nie słyszała niczego więcej. Dopiero teraz tak naprawdę chyba poczuła przerażenie, kiedy leżała na plecach na łóżku. Drżała, zaciskała uda, a palce na pościeli. Chciała się przekonać jak leży się na łóżku to tego dostała, choć nie w taki sposób w jaki chciała. A gorzej zrobiło się kiedy nieśmiertelny znalazł się nad nią, kiedy zobaczyła ten sam błysk w jego oczach, który widziała wcześniej. Widziała w nich jednak jakąś zmianę, nie potrafiła stwierdzić co to było, ale była. Niemal niewidoczna. A może równie dobrze tylko się jej wydawało i tak naprawdę nie dostrzegła niczego? Może widziała tylko to co chciała zobaczyć? Ciężko było stwierdzić. 
Nie mogła tego porównać do pierwszej nocy, ani do każdej innej. Nie ważne pod jakim kątem na nią patrzyła, była inna, a jednocześnie też taka sama. Brzmiało to absurdalnie i takie właśnie było. Tym razem nie szukała najbliższej drogi ucieczki, nawet jeśli powinna. Po prostu mu się poddała. Po czasie jego dotyk jej nie odrzucał, sunące po nagim ciele palce nie przyprawiały jej o dodatkowe dreszcze. Powiedzenie, że czerpała z tej nocy przyjemność byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Na pewno nie zwijała się z bólu, nie była bliska stracenia przytomności czy wyrzucenia z siebie kolacji. Było zadziwiająco w porządku. Dał jej czas na to, aby się przyzwyczaiła do jego obecności i ruchów, które z każdą następną chwilą robiły się coraz szybsze i gwałtowniejsze.
Cześć! Od dziś Beauty and The Beast można znaleźć też na Wattpadzie. Serdecznie zapraszam. :) 

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Bry!
      Wspominałam już może, że dalej mam nadmiar energii? Jeśli piszę po nocach, a potem zrywam się rano wypoczęta, to zdecydowanie coś jest na rzeczy. A że wszyscy olali mnie na rzecz snu, pozostało mi zrobić tylko jedno: usiąść i czytać. Rany, jak ja się cieszę, że po takim czasie odzyskałam pełnię przyjemności z tego płynącą. Tak czy inaczej, zaległości pochłonęłam ot tak, więc teraz lecę już z komentarzami, póki jeszcze pamiętam, co chcę napisać.
      Po pierwsze, ta piosenka. Wielbię całą sobą, bo jest tak hipnotyzująca i na swój sposób creepy… A tutaj pasuje idealnie. Od samego początku dało się to wyczuć, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co sobie zaplanowałaś.
      Nie dziwi mnie mentlik w głowie Any. Byłaby głupia, gdyby ot tak poddała się temu wszystkiemu, nawet jeśli taka ilość wina sprzyja ignorowaniu zdrowego rozsądku. Zbyt długo miała okazję oglądać prawdziwe oblicze Alexandra, by uwierzyć, że jego nastawienie nagle się zmieniło. Na moje ona doskonale wie, że to kolejna gra – z tym, że nie ma pojęcia dokąd to zmierza. Ten wampir jest zbyt nieprzewidywalny i na swój sposób szalony, by ot tak przewidzieć jego zamiary. Ja sama jestem przerażona i zafascynowana zarazem, bo chociaż troszkę mnie wtajemniczyłaś, dobrze wiem, że i tak mnie zaskoczysz.
      To przerażające, jak bardzo on potrafi być czarujący. Doskonały aktor, który z powodzeniem potrafi wzbudzić zaufanie nawet w kimś, kogo tak bardzo skrzywdził. Pewnie do pewnego stopnia sam jest odpowiedzialny za wszystkie emocje, które odczuwa Anabelle, ale…
      Ach, czytałam jak zahipnotyzowana. I bałam się razem z nią, co jedynie dowodzi, że odwaliłaś w tym rozdziale kawał dobrej roboty. Ta scena, w której wymierzyła mu policzek, jej strach, kiedy… doszło do pewnych rzeczy. Dobrze, dobrze. Nie żebym podejrzewała, że akurat u Ciebie bohaterka nagle zapomni o wszystkich złych rzeczach i traumie, i zamieni się w boginie seksu, ale z doświadczenia wiem jakie to trudne, by poprowadzić takie akcje naturalnie i sensownie z racji psychiki. Jak na moje, Tobie wyszło to doskonale. Ta mieszanka sprzecznych emocji i świadomości, że musi „być miła”, po prostu mnie ma i tyle.
      Dobra, bo mogłabym się tutaj rozpisywać, ale to chyba bez sensu, bo zaczynam pisać od rzeczy. Lecę pod dwa pozostałe posty, bo w końcu czemu nie :D
      Nessa.

      Usuń
  2. Rety! Rety tyle czekania i rozdział.
    Zdecydowanie warto było, oj warto.
    Nie wiem co teraz myśleć.
    Ten rozdział jest taki trochę... inny? Bo ja wiem.
    Sama przemiana Nieśmiertelnego mocno niepokoi i wzbudza instynkty bezpieczeństwa.
    Sama nie wiem jak to dokładnie opisać.
    Nic więc dziwnego że Ana nie do końca mu ufa.
    Z pewnością ma trochę racji, tylko dokąd ją to zaprowadzi??
    Czy nie będzie znowu cierpiała?
    Rety mam nadzieję, że nie każesz zbyt długo na siebie czekać.
    Pozostaje mi pozdrowić serdecznie i czkeać na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeden z twoich lepszych rozdziałów wg. mnie. Nie mówię że tamte są złe absolutnie, ale ten wyjątkowo mi się spodobał ;)

    OdpowiedzUsuń