sobota, 25 listopada 2017

Rozdział dwudziesty piąty

Anabelle 

Ze wszystkich miejsc na świecie, sypialnia nieśmiertelnego była ostatnim w którym powinna się znaleźć. Od samego początku wiedziała, że wchodzenie tutaj będzie błędem, a teraz słono za to zapłaci. W milczeniu, z zamkniętymi oczami przygotowywała się do tego, aby mężczyzna wymierzył jej odpowiednią karę. Sekundy zmieniały się w minuty, a te wlokły się w nieskończoność. Próbowała w pewien sposób wymyślić co może zechcieć jej zrobić za wchodzenie tu bez jego pozwolenia, za dotykanie rzeczy, które nie są jej. Miała w głowie pustkę, której nie potrafiła w żaden sposób zapełnić. Nie odważyła się podnieść na niego wzroku, jeszcze nie. Cała pewność siebie, która się pojawiła po jej zmianie zniknęła. Znowu była zniszczoną przez życie młodą kobietą, zapomnianą przez najbliższych i poniżaną na każdym kroku. Kątem oka widziała jak mężczyzna odkłada ramkę z powrotem na miejsce. Położył ją jednak zdjęciem do dołu i więcej nie mogła już spoglądać na parę ze zdjęcia.
- Dlaczego?
To pytanie odbijało się echem w jej głowie. Dlaczego? Dlaczego jesteś taka głupia Anabelle? Choć bardzo chciała, nie potrafiła znaleźć na to odpowiedzi. A może zwyczajnie nie chciała? Nie miała tak naprawdę pojęcia co mogłaby mężczyźnie odpowiedzieć. Ciekawość? Chęć znalezienia czegoś, co mogłoby sprawić, że ją wypuści bezpiecznie? Nie, to nawet nie była poprawna odpowiedź. Czego tam szukałaś, Ano? Chciała mu jakoś sensownie odpowiedzieć, tylko nie potrafiła. Za każdym razem, gdy była gotowa na to, aby udzielić mu odpowiedzi w gardle pojawiała się gula, której nie potrafiła pominąć. Wiedziała, że czekał na odpowiedzieć. Z każdą chwilą jak zwlekała, zapewne robił się coraz bardziej niecierpliwy. Może wcale tak nie było, a jej tylko się wydawało? Pojęcia nie miała. 
- Przepraszam – wyszeptała ledwo poruszając przy tym wargami. Na więcej nie była w stanie się teraz zdać. Chciała jak najszybciej stąd uciec. Nawet gdyby spróbowała nie miałaby przy nim szans. Mogła spróbować wybiec z pokoju, ale i tak by ją dogonił. Nie musiałby przecież nawet zbytnio się starać, żeby ją złapać. Usłyszała jak mężczyzna cicho wypuszcza powietrze. Odwrócił się do niej plecami, dłonie ułożył na karku i spoglądał na coś, czego ona dostrzec nie mogła. Czy próbował się w ten sposób uspokoić? Nigdy wcześniej się przy niej nie wstrzymywał z niczym, więc dlaczego teraz miałby nagle to robić? Czy nie po to tutaj była? Aby sprawić mu przyjemność, kiedy on będzie ją tłukł? Drgnęła kiedy mężczyzna nagle opuścił ręce i znalazł się tuż przed nią. W dłonie ujął jej twarz, w nadzwyczaj delikatny sposób, i uniósł do góry. To co zobaczyła w jego oczach, nie było tym co widywała przez niemal ostatni rok. Ciężko było jej określić co takiego w nich widzi. Nie było tam złości, chęci zrobienia drugiej osobie krzywdy. Wyglądał… Trudno było w to uwierzyć, ale przez moment sądziła, że wygląda jakby sam doświadczył jakiejś krzywdy. To było przecież niedorzeczne, prawda? Alexander nie był typem, który pozwalał sobie na to, aby ktoś mu zrobił krzywdę. Zanim zdążyłoby się go skrzywdzić, on przewidziałby ten ruch i swojego przyszłego niedoszłego napastnika zostawił martwego. Całość nie zajęłaby mu nawet kilku minut, a po wszystkim odszedłby jak gdyby nigdy nic. Nie widziała go, na całe szczęście, kiedy naprawdę na kimś się wyżywał. Patrzeć na to nie musiała, żeby wiedzieć, iż nie należało to do przyjemnych wydarzeń.
- W innej sytuacji już dawno musiałbym cię ukarać – powiedział miękko. Przesunął wierzchem dłoni po policzku brunetki – ale dziś mamy wyjątkowy dzień, prawda? Florence się dobrze tobą zajmowała?
Nagła zmiana tematu ją zaskoczyła. Dlaczego nie ciągnął dalej faktu, że grzebała mu po sypialni? I, jaki wyjątkowy dzień? Dla niej ta cała dobroć oznaczała tylko tyle, że w ciągu najbliższych dni znajdzie się w piekle, którego wcześniej nie doświadczyła, a ona sama będzie błagać o śmierć. Nie potrafiłaby zliczyć ile razy chciała już umrzeć. Ale dziś, dziś było niemal tak jak w dniu, kiedy oficjalnie poznali się po raz pierwszy i kiedy została bestialsko sprzedana. 
- Była miła.
- Miła? - mruknął z uniesioną brwią. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Oczekiwał konkretów, choć mogłoby się odbyć bez opisywania jak długo stała w przebieralni czy jakie kolory lakieru miała do wyboru. Pewne rzeczy zwyczajnie go nie interesowały, a wiedza o nich była zupełnie zbędna. Niestety, minusem posiadania niezwykłej pamięci było to, że nie dało się wyrzucić z pamięci tego, co się usłyszało czy doświadczeń. I czy by chciał czy nie, ten przeklęty kolor lakieru zostałby z nim już na zawsze.
- Zabrała mnie do najlepszych sklepów i zajęła się mną naprawdę dobrze. Była niemal jak… przyjaciółka.
To słowo z trudem przeszło jej przez gardło. 
Już nie miała kogo nazywać przyjacielem, a już na pewno nie blondwłosą wampirzycę, która tylko wykonywała rozkaz Alexandra. 
- Twoje rzeczy zostały zaniesione do pokoju – poinformował – chcę, żebyś się przyszykowała. Zostaw makijaż, podoba mi. Mamy dziś kolację.
Nawet nie zdążyła zareagować. Po prostu wyprowadził ją z pokoju, zatrzaskując za nią drzwi. Podskoczyła lekko, kiedy huknęły. Miała się ubrać na kolację z wampirem. Randka z własnym katem, tak? 

W kupionych rzeczach znajdowała się również sukienka. Elegancka, a jednocześnie z pazurem. To Florence ją dla niej wybrała. Uważała, że kiedy te wszystkie siniaki jej zniknął, a ona sama przybierze trochę na wadze będzie w niej nawet, podkreśliła to słowo przynajmniej trzy razy, wyglądać seksownie. Zaryzykowała i ją włożyła. Materiał był śliski, pobłyskiwał przy odpowiednim świetle i miał krwistoczerwony kolor. Sama sukienka trochę na niej wisiała, niestety na to nie mogła już nic poradzić. W magiczny sposób nie doda sobie kilku kilogramów. Nigdy nie przypuszczała, że sama z siebie chciałby je sobie dodać. Niezmiennie od wielu lat kobiety chciały gubić, a nie sobie dodawać. Poza tymi przypadkami, które z powodu różnych chorób czy genów nie mogły przybrać na wadze. Do kompletu założyła czarne, wysokie szpilki. Po miesiącach nie noszenia praktycznie żadnych butów czuła się w nich dziwnie i trochę chwiała. Dla pewności, że się nie wywróci chodziła po pokoju. Nawet się uśmiechnęła, kiedy do niej dotarło, że pewnych rzeczy się nie zapomina. To jak z jazdą na rowerze, po prostu wiedziała co ma robić. Potrzebowała tylko chwilkę, aby odświeżyć pamięć i gotowe. Co prawda, wciąż nie był to chód modelki, ale przynajmniej nie kiwała się na boki jak kaczka lub dziewczyna, która ma na sobie szpilki po raz pierwszy. 
Nie została poinformowana o tym, kiedy kolacja ma mieć miejsce. Dopiero ciche pukanie od drzwi jej uświadomiło, że robi się coraz później. Była zdenerwowana, bo tak naprawdę nie miała pojęcia czego ma od tej kolacji oczekiwać. Choć zdenerwowana to zbyt delikatne określenie. Przerażenie tak naprawdę nie opuszczało jej nawet na krok. Niepewnym krokiem podeszła do drzwi, aby je otworzyć. Chyba nawet wolała zobaczyć Betty, która po nią przyszła, ale nie. 
Tylko raz spojrzała na niego jak na mężczyznę. Mężczyznę, który mógłby ją zainteresować fizycznie. Stał teraz w czarnym garniturze, na pierwszy rzut oka było wiadomo, że jest on z wyższej półki i szyty na miarę, a drugiego takiego się nie znajdzie, choćby nie wiadomo jak bardzo by się tego chciało. Anabelle przygryzła lekko dolną wargę. Przy nim, z siniakami i swoją chudziną, musiała wyglądać żałośnie. 
- Można?
Wyciągnął w jej stronę dłoń. Najpierw spojrzała na nią, a potem na twarz bruneta. Z niepewnością ją ujęła. Musiała przemyśleć każdy swój ruch. 
- Nie musisz się mnie bać – uświadomił – nie tego wieczoru.
Te słowa w żaden sposób jej nie pocieszyły. Skinęła jedynie głową, pozwalając się poprowadzić na dół. Schodząc po schodach u jego boku czuła się naprawdę dziwnie. Nie doświadczyła czegoś takiego nigdy wcześniej. To wszystko było takie dziwne, trudne do wytłumaczenia. Zachowanie mężczyzny było zmienne. W jednej chwili się uśmiechał, a w następnej miał zatopione kły w twojej szyi i nigdy nie można było zgadnąć, co następni później. Zaprowadził ją do jadalni, była przygotowana na kolację dla dwóch osób. Dla niej i dla niego. Od zapachów, zakręciło się jej w głowie. Żołądek głośno dał o sobie znać, ostatni raz jadła popołudniu, a potem nie miała już okazji. Zarumieniła się i spuściła głowę, marząc o tym, aby wreszcie się uciszył. Spodziewała się tego, że mężczyzna ją za to uderzy, albo skarci w jakiś sposób. Jednak zamiast tego usłyszała jedynie melodyjny uśmiech. Niemal od razu poprowadził ją do miejsca, które miała zająć i odsunął dla niej krzesełko. Sam po chwili zajął miejsce naprzeciwko niej. Stół był spory, choć nie na tyle, że będą musieli do siebie krzyczeć, aby coś usłyszeć. A raczej to Alexander musiałby to robić, gdyby Anabelle cicho mruczała pod nosem, to wampir i tak wychwyciłby każde słowo bez najmniejszego problemu.
- Mogę zapytać czemu tu jestem? - spytała decydując się podnieść na niego wzrok. Bardzo chciała pokazać mu, że wcale się nie boi, jednak lekkie drżenie, splecione razem dłonie i warga, którą raz po raz przygryzała, aż za bardzo pokazywała mu jak jest zdenerwowana.
- Żeby zjeść kolację w moim towarzystwie. Nie odpowiada ci?
- Odpowiada – zapewniła – byłam tylko zaskoczona, ponieważ wcześniej… To znaczy…
- Wiem. Nasze stosunki od początku nie były zbyt dobre, a ja po prostu staram się je naprawić. Widzisz, jesteś moją własnością, a kiedy coś kupuje, to o to dbam. Czasem jestem… zbyt impulsywny i dzieją się rzeczy, których nikt nie chce. Dlatego nie zadawaj pytań, jedz i ciesz się wieczorem. Wina?
To było rozbrajające, jak w jednej sekundzie pokazywał wrogość i to, że to on tutaj rządzi, a moment później pytał się o wino jak stary znajomy. W odpowiedzi tylko pokiwała głową. Wolała nie pić dużo. Nie miała alkoholu w ustach przez długi czas i czuła, że wystarczy kilka lampek, żeby zrobić z siebie pośmiewisko, albo i narobić sobie problemów, których normalnie by uniknęła. Przez większą część kolacji to Alexander mówił, zadawał pytania oczekując natychmiastowej odpowiedzi. Pod koniec, kiedy była już po piątej lampce, a wino się kończyło, zrobiła się nieco bardziej rozmowna. Rzucała też żartami, które nie do końca były zabawne, ale najwyraźniej Devile’owi one pasowały. Uśmiechał się, a czasem nawet faktycznie zaśmiał. Po pewnym czasie temat zszedł na podróże. I tu znów mówił tylko Alexander, o innych krajach, fantastycznych miejscach, cofał się w czasie. Oczami wyobraźni Ana była na tych wszystkich niesamowitych wycieczkach razem z nim. Sama nie została zabierana nigdzie, a jej najdalsza podróż odbyła się kilka razy do Londynu i to wszystko. Była zaskoczona tym, jak dobrze spędziła czas w jego obecności. Nie spodziewała się tego, że mogłaby się dobrze przy nim bawić. Była najedzona, delikatnie podpita i w wyśmienitym humorze. Możliwe nawet, że wyleciało jej z głowy to wszystko co jej zrobił. Ta część mózgu kobiety, która jeszcze w miarę rozumiała co się dzieje, krzyczała ze wszystkich sił, aby się opamiętała i przestała zgrywać niezwykle wyluzowaną. Brunetka skutecznie ją jednak ignorowała. Na jeden wieczór, przynajmniej na jeden wieczór, chciała zapomnieć o całym źle, które ją tu spotkało. O wszystkich przykrych rzeczach. Nawet jeśli miało się za moment okazać, że znów zrobi z nią coś, o czym wolała nawet nie myśleć. Potrzebowała tej przerwy. Chwili zapomnienia. Na to nie mogła sobie pozwolić zamknięta w zimnej celi, w której nie miała się nawet czym przykryć. Ten wieczór, był jej potrzebny bardziej, niż sobie można było to wyobrazić.
Prowadzili rozmowę na neutralnym gruncie. 
Przygotowane dania, były niezwykłe. Anabelle zastanawiała się kto to wszystko przygotował. Zajęło jej dłuższy moment, aby przypomnieć sobie, że przecież mieszkała tutaj też Betty, która była służącą Alexandra. Mimo, iż trudno było nazwać ją służąca. Obowiązki drobnej blondynki były o wiele bardziej wymagające, niż zwyczajnej służącej, która pracowała, dostawała za to pieniądze, a o określonej porze mogła opuścić mieszkanie swojego pracodawcy. Betty, podobnie jak ona, była tu uziemiona na zawsze, a jej zapłatą za dobrze wykonaną pracą był brak przemocy. 
- Wszystko było bardzo dobre – pochwaliła, wycierając kącik ust szkarłatną serwetką. Odłożyła ją po chwili na stół i uśmiechnęła się blado do wampira. Mimo, iż naprawdę miło spędziła czas to trudno było zapomnieć. Bardzo się starała, a jednak, w tyle głowy wciąż miała wszystkie przykre chwile.
- Cieszę się, że ci smakowało. To dla mnie bardzo ważne – odparł. Był czarujący, trudno było oderwać wzrok od tych błękitnych oczu, które kryły w sobie tyle tajemnic. Och, gdyby tylko potrafiła go w jakiś sposób przejrzeć, albo gdyby udało się jej do niego dotrzeć… To było głupie wierzyć w to, że mogłaby go w jakikolwiek sposób zmienić. Nikt nie potrafił tworzyć cudów. - A jak wino?
- Również dobre. Ale chyba wypiłam go za dużo – stwierdziła i zaśmiała się króciutko. Wina było zdecydowanie za dużo i powinna już sobie darować, a tymczasem jej kieliszek ponownie się zapełnił. I jak miała odmówić? Nie chciała go niepotrzebnie denerwować.
- Wznieśmy jeszcze jeden toast za ten wieczór.
Nie tyle poprosił, a oznajmił. Oboje podnieśli kieliszki z winem i delikatnie stuknęli się szkłem. Kręciło się jej coraz bardziej w głowie, ale nie była pijana. Była pewna, że gdyby przestała teraz pić i więcej nie tknęła alkoholu, to po jakimś czasie wróciłaby do normy. Napój bardzo pasował do kolacji, trudno było do tych potraw dobrać coś bardziej pasującego, niż wino. Odstawiła pusty kieliszek i westchnęła cicho. Z wielką chęcią położyłaby się teraz do łóżka, wolała jednak teraz tego nie proponować. Czuła też, że to nie jest koniec wieczoru i atrakcji. Po części obawiała się tego, że mogłoby się wydarzyć dalej. Oczami wyobraźni nawet nie chciała widzieć zakończenia tego wieczoru. Czy to było dziwne, iż niemal na każdym kroku drżała o własne życie? 
- Czym się interesowałaś?
Użycie czasu przeszłego ją zaskoczyło, a wcale przecież nie powinno. Wraz z przyjazdem tutaj jej życie przestało mieć jakiekolwiek znaczenia, więc dlaczego miałby się zachowywać tak, jakby cokolwiek lubiła robić, było ważne teraz. 
- Lubiłam czytać. W domu miałam własną bibliotekę, trochę też piekłam, ale niezbyt często.
Jej zainteresowania nie były zbyt wielkie. Raczej proste i nieskomplikowane. W sam raz dla osoby, która nie może zbyt wiele w życiu zrobić, prawda? 
- Coś chciałbym ci pokazać.
Zmarszczyła lekko brwi. Jej? Nim zdążyła mrugnąć Alexander znalazł się obok jej krzesła, odsuwając je lekko i podając dłoń. Chwyciła ją z lekkim uśmiechem, była ciekawa co takiego chciałby jej pokazać. Została poprowadzona przez zamknięte drzwi, a następne schodami w górę, których wcześniej nie widziała. Rezydencja była o wiele większa, niż z początku się jej wydawało. Musiała kryć wiele tajemnic i mieć naprawdę sporo lat. Może nawet była tu od samego początku istnienia Alexandra? Była odnowiona, a jednak mimo nowoczesności, dało się też tu zachować trochę klimatu sprzed wielu, wielu lat. Po dość krótkim spacerze po posiadłości, znaleźli się przed dwuskrzydłowymi drzwiami. Wyglądały bardziej na małe wrota. Ich powierzchnia była pokryta wypukłymi obrazami, których w tej chwili nie potrafiła zidentyfikować. 
Alexander pchnął drzwi. 
Wewnątrz było ciemno i ciężko było stwierdzić w jakim pomieszczeniu się znajdują. Równie dobrze mógł to być pokój przeznaczony do tortur, tak samo jak i…
- Och.
Już nawet się nie kryła z rozglądaniem po sali. Była ogromna, nigdy chyba nie widziała większej. Nawet w Londynie, a miała okazję zaglądać tam do różnych miejsc. Przez moment poczuła się prawie jak w raju. Były tu umieszczone cztery fotele oraz dwa stoliki. Na jednym wciąż stała zastawa, dzbanek, dwie filiżanki ze spodkiem oraz cukiernica. Wszystko zapewne było tylko rodzajem dodatku, a po zajrzeniu do środka, okazałoby się, że nic tam nie ma. Alexandra można było posądzić o wiele rzeczy, ale zdecydowanie nie o brak czystości. Nawet jeśli to nie on był tym, który robił porządki, w żadnym miejscu nie znalazłoby się chociaż grama kurzu. 
- Możesz tu przychodzić kiedy chcesz – poinformował ją – korzystać z czego tylko masz ochotę. Tak dalej, masz komputer połączony z internetem. Sam z tego nie korzystam, bo nie potrzebuje, ale może ty…
- Jest cudownie – przerwała mu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy – ile ich tu jest?
Brunet zaśmiał się cicho. 
- Po tysięcznej przestałem liczyć. Są w różnych językach, jednak większość z nich jest po angielsku. Z pewnością znajdziesz coś dla siebie.
- Ponad tysiąc – szepnęła do siebie. To było niezwykłe, te wszystkie książki w jednym miejscu. Trochę wyglądało to jak muzeum. Widać było po niektórych z nich, że są naprawdę stare, a jednak wciąż w dobrym stanie i gotowe do użytkowania. Nigdy wcześniej nie widziała takiej ilości. Nawet biblioteki publiczne tyle ich nie miały! A co dopiero mówić o dziełach, które miały setki lat. - I naprawdę mogę tu przebywać? Tak po prostu?
- Tak po prostu.
Pozwolił jej rozejrzeć się po bibliotece. Chodziła od półki do półki, dotykała delikatnie palcami grzbiety książek, niektóre z nich wyciągała i przewracała delikatnie kartki, aby żadnej z nich nie podrzeć. Była niczym dziecko, które zostało wpuszczone do basenu z piłeczkami. Uśmiech na jej twarzy bardzo dużo mówił, a kiedy zerkał jej do umysłu mógł wychwycić tylko zachwyt nad książkami, które miała do dyspozycji. Zatrzymała się przy jednej z ksiąg na dłużej, coś długo czytała. Nieśmiertelny stał wciąż przy drzwiach, nie widział jej okładki, ani grzbietu, więc nie wiedział co takiego brunetka czyta. Ale nie wyglądała, jakby miała zamiar zaraz przerwać. Pamiętał wszystkie księgi, tylko nie ich dokładną ilość. 
- Coś ciekawego?
Kobieta lekko drgnęła, zamykając książkę. 
- Wasza… historia – odpowiedziała w końcu. Odłożyła książkę na miejsce. Co jeśli jednak nie mogła czytać każdej dostępnej tu książki? Może wolał, aby nie grzebała we wszystkim? Trudno byłoby wszystkie przeczytać tak naprawdę, ale niektóre z nich, mogły przecież zawierać niebezpieczne informacje, których nie powinna wiedzieć.
- Niektórych rzeczy nie warto czytać, a to co miałaś w ręku to stek bzdur – uświadomił ją – nie zadręczaj się tym. I nie musi ci być przykro. Mamy się świetnie.
– Dziękuję. Że mi to pokazałeś i że mogę tu przychodzić. To naprawdę bardzo wiele dla mnie znaczy i… nie wiem czy będę w stanie kiedykolwiek się za to odpłacić.
- Nie musisz – zapewnił – jeśli chcesz jeszcze się porozglądać to śmiało. A jeśli nie, to chciałbym ci jeszcze coś pokazać. 
Cześć!
Doskonale zdaję sobie sprawę z tych długich przerw między rozdziałami i mam nadzieję, że będziecie mi to w stanie wybaczyć. Nie raz i nie dwa wspominałam, iż wolę później dodać rozdział, niż napisać go byle jak i wstawić. Obiecuję jednak, że następny pojawi się już niedługo, a przez niedługo mam na myśli czas krótszy, niż miesiąc. Pomysł mam, chęci na wykonanie również, zostaje mi tylko go napisać. 
Ocenę rozdziału zostawiam wam, jak zawsze. I dziękuję za wszystkie komentarze. ♥