środa, 7 grudnia 2016

Rozdział piętnasty

Anabelle 

Kąpiel była przyjemna. 
Trudno było zresztą myśleć inaczej. Wreszcie pozbyła się całego brudu z ciała, który się do niej przylepił, zmyła krew i poczuła się odświeżona. Oczywiście to w jakim była stanie wciąż nie było nawet bliskie zadowalające, ale musiała się cieszyć z tego co miała. Zawsze mogło być gorzej. W tym domu lepiej było nie wypowiadać takich słów, bo jeszcze mogło faktycznie się zrobić gorzej. Betty porządnie się nią zajęła, traktowała ją jakby była kimś niezwykle ważnym. Tak bardzo się różniło od zachowania Alexandra, że trudno było uwierzyć, iż dzieje się to naprawdę. Nie mogła się przyzwyczajać do tego uczucia bycia traktowaną jak księżniczka, jednak tak łatwo było się do tego przyzwyczaić. To jak Betty delikatnie przesuwała po jej ciele miękką stroną gąbki zmywając wszystkie brudy, jak zebrała jej włosy w koka na czubku głowy. Jej ruchy były delikatne i przemyślane, odzywała się tylko wtedy, kiedy musiała o coś zapytać. Przykładem może być nawet to czy woda jest odpowiednio ciepła, a może chciałaby trochę więcej ciepłej. Anabelle zdecydowanie nie spodziewała się tego, że po tym co się tu wydarzyło będzie jeszcze kiedykolwiek traktowana jak człowiek. Teraz chciała się też skupić tylko na tym co się działo w tej małej, ale przytulnej łazience. Były tylko one dwie, a w zasadzie tylko Anabelle, bo po pewnym czasie pół-wampirzyca wyszła zostawiając ją na trochę samą. Ten czas, który spędziła sama wykorzystała do kolejnego umycia się. Tym razem robiła to sama, a więc też nieco pewniej. Poza tym blondynka omijała intymne okolice, a tamtych miejsc nie mogła przecież pominąć. Nie wiadomo, kiedy znowu będzie miała okazję do tego, aby po raz kolejny znaleźć się w ciepłej wodzie. 
Nie była pewna ile czasu spędziła w wannie. Musiało minąć go całkiem sporo, ale teraz to nie miało dla niej żadnego znaczenia. Pół-wampirzyca pomogła jej wyjść z wanny i niemal od razu podała jej jeden z ogromnych, ciemnych ręczników. Nagość jej teraz nie przeszkadzała. Była to zresztą ostatnia rzecz o jakiej teraz myślała. Zresztą czego miałaby się przed nią wstydzić skoro obie były kobietami, a Betty nie oceniała jej pod żadnym względem. Robiła po prostu to co musiała, a to co znajdowało się w jej umyśle nie interesowało już Anabelle. Widok świeżych ubrań zaskoczył ją chyba jeszcze bardziej niż kąpiel. Ubrać się mogła już sama, więc Betty zostawiła ją samą. W łazience znalazła jeszcze szczotkę, którą mogła rozczesać mokre, poplątane włosy. Jaka to ulga była móc zrobić to wszystko! Zanim się ubrała rozczesała włosy, co zajęło jej mnóstwo czasu i bólu. Ból jednak był na ostatnim miejscu, bo to co tu przeżyła i w lesie nie równało się z ciąganiem za włosy. Rana po ugryzieniu nie prezentowała się za dobrze, ale była już opatrzona, więc Ana nie spodziewała się tego, aby coś złego się z nią zaczęło dziać. Musiała po prostu się zagoić. Ubrania, które były przyszykowane dla niej składały się z jasnych jeansów, koszulki z odkrytymi plecami, to szczególnie ją zaskoczyło oraz z bielizny. Nie przejmowała się tym czy to wszystko wygląda na niej dobrze czy nie. Nie było tutaj nikogo kto podziwiałby jej widok, a już na pewno nie był to Alexander, który przejmował się jedynie sobą i nikim więcej. Bała się opuścić łazienkę, dlatego wszystko co robiła robiła powoli, aby zajęło jej to jak najwięcej czasu. Wiedziała, że w końcu będzie musiała się zmierzyć z wampirem i z nim porozmawiać czy... Cóż cokolwiek się miało dziać dobrze na pewno nie będzie. 
Wyszła sama z łazienki. Nikt po nią nie przyszedł, nikt nie poganiał. Ale w końcu Alexander sam powiedział, że później pół-wampirzyca ma ją do niego przyprowadzić, a tymczasem nigdzie jej nie było. Nawet nie słyszała, żeby ktokolwiek znajdował się w pobliżu.
Może powinna uznać to za dobrą wróżbę? Stawiała kolejne kroki niepewnie i kompletnie nie miała pojęcia gdzie powinna się udać. Stać w miejscu i czekać, aż ktoś przyjdzie? Powinna tak zrobić, ale ciekawość była silniejsza. Kto normalny chciałby się przejść po domu swojego oprawcy? Oczywiście, że nikt, ale Ana chyba do końca normalna nie była. Dom był duży, a poprawnym określeniem byłoby ogromny. Był jakby żywcem wyjęty sprzed kilku wieków, a jedyne co się tu zmieniło to wnętrze. Wszystko było nowoczesne i niesamowicie drogie. Wampir z całą pewnością lubił luksus, to w zasadzie było widoczne gołym okiem. Aby to odgadnąć nie trzeba było być geniuszem, zapewne nawet ktoś o bardzo niskiej inteligencji zdążyłby się zorientować, że ten przystojny, acz niebezpieczny mężczyzna lubuje się we wszystkim co ekskluzywne i drogie. Ona sama również to lubiła. Chyba tak jak większość ludzi, którzy kiedyś zasmakowali w luksusie. Jej dawny dom, a raczej miejsce, które uważała za dom, nie mógł się w żadnym stopniu równać z rezydencją należącą do wampira. Nawet w jednej czwartej nie był tak niesamowity i elegancki. Może i Martha miała styl i wiedziała co do siebie pasuje, ale to miejsce przebijało na głowę wszystko. 
Nogi poniosły ją do miejsca, które najwyraźniej musiało być kuchnią. Była zaskoczona widokiem zwyczajnej kuchni. Była lodówka, piekarnik. Wszystko czego można się spodziewać w ludzkiej kuchni. I jak na zawołanie w jej brzuchu rozległo się głośne burczenie. Zupełnie odruchowo objęła brzuch rękami, jakby ten gest miał go uciszyć. Była głodna, i to jeszcze jak głodna. Ostatni posiłek jadła jeszcze w mieście. Usta zacisnęła w cienką linijkę, wpatrując się wygłodniałymi oczami w lodówkę. Była przekonana, że ta będzie pusta. Wampiry w końcu nie jadły, chociaż mogły. Nie powinna się spodziewać tego, że znajdzie tam coś co mogłoby zaspokoić jej głód. Próbowała nie dopuszczać do siebie tej myśli, że może jednak znajdzie się tam... Cokolwiek. Chociażby jakiś owoc czy warzywo, które będzie można zjeść na surowo bez gotowania, parzenia czy smażenia. Powoli ruszyła do srebrnej, dwudrzwiowej lodówki. Czuła jak żołądek skręca się jej z głodu. Wcześniej o tym nawet nie pomyślała skupiona na zupełnie innych rzeczach, ale teraz, kiedy miała przed sobą lodówkę nie potrafiła się przed tym powstrzymać. Zatrzymała się przed lodówką walcząc sama ze sobą. Obawiała się tego, że jeśli ją otworzy to nagle pojawi się tu mężczyzna i ją odciągnie, albo będzie dręczył wyciągając ze środka jedzenie. 
- Nie krępuj się.
Krzyknęła przestraszona, kiedy usłyszała za sobą jego głos. Od razu się odwróciła i wbiła wzrok w wampira. Doprowadził się już do porządku. Miał na sobie czarną, zapinaną na guziki koszulę, dopasowane do niej spodnie oraz buty. Włosy miał w nieładzie, ale to jedynie sprawiało, że wyglądał jeszcze lepiej niż zazwyczaj. O ta, jego wygląd potrafił doprowadzić do zawrotów głowy. Był niesamowicie przystojny, ale za tą ładną buźką krył się prawdziwy potwór. Potwór, który zapewne na swój uśmieszek łapał ofiary, a te chętnie mu się oddawały. Tego Anabelle była wręcz pewna. 
- Ja... przepraszam ja... - wydukała. Schowała ręce za plecy. Odsunęła się też od lodówki jakby ta za chwilę miała ją oparzyć czy zjeść.
Wampir stał w miejscu wpatrując się w nią. W tej chwili trudno było stwierdzić czy Devile sobie z niej żartuje czy mówi na serio z tym, aby tam zajrzała do środka. Na pewno sobie żartował, w końcu na tym to wszystko polegało, aby zadać jej jak najwięcej bólu, a teraz będzie mógł jeszcze ją dobić tym, że jest głodna. Bo dlaczego by nie, prawda? Zapewne po tym jak zobaczy w lodówce jedynie światło w jej oczach się pojawią łzy, które zaczną go bawić. Anabelle nakręcała się coraz bardziej na taką możliwość. Dlaczego niby miałaby się spodziewać czegoś innego? Nie musiał niczego dla niej dobrego robić, ani tym bardziej karmić. Ale coś dobrego już w końcu zrobił, prawda? Uratował ją przed tym wilkiem. Tylko dlatego, że mu uciekłaś, przypomniała sobie. Jakby nie ta ucieczka nawet nie musiałby za nią nigdzie biec. Zaprowadziłby tylko z powrotem do tamtego pokoju. 
- Jesteś głodna – zauważył, a może raczej usłyszał. To zresztą nie miało znaczenia. - A lodówka jest pełna, więc śmiało.
Miała wrażenie, że wampir przez ten cały czas tylko z nią pogrywa. A to było cholernie prawdopodobne. Może nie była tu długo, ale już parę rzeczy zdążyła zauważyć. Przełknęła ślinę, a w jej brzuchu jak na zawołanie zaczęło się robić jeszcze głośniej. Alexander uniósł brew do góry spoglądał na nią znacząco. Coś w jego spojrzeniu było, co sprawiło, że Anabelle niemal od razu odwróciła się plecami, aby dostać się do lodówki. I faktycznie, kiedy ją otworzyła okazało się, że jest pełna. Jedynie górna półka była wypełniona woreczkami z krwią. Na sam ich widok zrobiło się dziewczynie niedobrze. Odwróciła szybko od nich wzrok, szukając czegoś co mogłaby zjeść na tych pólkach niżej. Nie wierzyła, że to się dzieje. Przecież ktoś taki jak on... Boże, nie wierzyła. Niepewnie sięgnęła po miskę, gdzie ułożone były różne rodzaje wędlin i serów. Na sam ich widok ciekła ślinka, a kiedy wiedziała, że zaraz będzie mogła ich skosztować poczuła pewnego rodzaju euforię. Wyciągnęła jeszcze warzywa, które mogła ułożyć na kanapkę. Ale brakowało jej jednego. Miała się już pytać, gdzie znajdzie, kiedy brunet ubiegł ją mówiąc, że znajdzie je w szafce na dole przy lodówce. Skinęła na to jedynie głową, zajrzała tam, gdzie jej polecił. I faktycznie znalazła pokrojony, miękki bochenek chleba. Zapakowany w folię. Nietknięty. Zupełnie jakby czekał na to, aż ona go otworzy. Odłożyła go na blat do innych produktów. Każdy jej ruch był niepewny, spodziewała się tego, że zostanie w którymś momencie zaatakowana, ale nic takiego nie miało się stać. W milczeniu przygotowywała sobie kanapki, starając się unikać spoglądania w stronę nieśmiertelnego, który śledził każdy jej ruch. To było naprawdę krępujące. Próbowała to ignorować, jednak silniejsze od niej było spoglądanie. Wampir był spokojny, może nawet za spokojny. Powinna się obawiać? Odezwał się jedynie trzy razy od przyjścia tutaj, nie skomentował w żaden sposób jej ucieczki, ani tego co stało się później. Może postanowił to zignorować? Na pewno nie była pierwszą, która mu uciekła. 
Ta myśl ją przeraziła.
Nie była pierwszą... Ba, na pewno nie była. Miał za sobą wiele wieków, a przez tyle lat z całą pewnością przewinęło się w jego życiu wiele kobiet, która traktował jak ją. Niczym niewolnicę. Chociaż w tym wypadku to słowo nie określało dobrze jej roli w tym miejscu. O ile w ogóle istniało jakieś słowo, które mogło określić to co tu robiła.
Miała na talerzu przynajmniej pięć kanapek. Czuła się dziwnie z tym, że tyle ich narobiła, dawniej nie jadła dużo. Teraz wszystko się pozmieniało i cholera, była naprawdę głodna. Czuła, że mogłaby zjeść dosłownie wszystko, aby tylko zaspokoić jakoś głód. Teraz nie była pewna, gdzie powinna usiąść. Stanąć przy blacie czy zająć miejsce przy wysepce, gdzie stał wampir. Stała z talerzem w rękach między wysepką, a blatem i się wahała.
- Siadaj.
Podjął decyzję za nią. Łatwiej chyba było nawet spełnić jego rozkaz niż samej podjąć decyzję. Czuła, że teraz każda podjęta przez nią decyzja będzie miała koszmarne konsekwencje. I tego właśnie się obawiała, że tak będzie. Zrobiła tak jak jej kazał. Spuściła wzrok na swój talerz. W czasie, kiedy jadła, ani na moment go nie podniosła. Była też za bardzo skupiona na przeżuwaniu. To wszystko co wcześniej miało zwykły smak teraz smakował niczym najlepsze danie na świecie. Po skończonym posiłku z pewnym smutkiem wpatrywała się w talerz z okruszkami. Odnosiła wrażenie, że minie dużo czasu zanim ponownie ujrzy kuchnię. No, może nie tyle samo pomieszczenie co poczuje w żołądku jedzenie. 
- Smakowało? - usłyszała i jak na zawołanie spojrzała na wampira. Nadal był spokojny, a w jego głosie nie wyczuła ani nutki kpiny czy czegoś co sugerowałoby, że sobie z niej żartuje.
- Owszem, dziękuję.
To, że jej smakowało było zapewne widać po tym jak jadła. Jak to się mówiło... aż się uszy trzęsą? Coś w tym stylu. Tak musiała wyglądać Ana, kiedy miała przed sobą talerz pełen kanapek. 
- Cieszę się – powiedział – skoro jesteś najedzona chciałbym, żebyś poszła teraz ze mną. Chyba, że masz ochotę się czegoś napić. Na górze w szafce masz kawę, herbatę czy cokolwiek.
Teraz ją zaskoczył. Zachowywał się tak normalnie... Mogłaby przyzwyczaić się do takiego traktowania. Cholera, pewnie, że mogłaby. Walczyła z chęcią, aby faktycznie się na to skusić. Chętnie poczułaby w ustach smak gorzkiej kawy czy przesłodzonej herbaty, jak miała w zwyczaju pić. Ale... po prostu się bała. Jednak co jej szkodziło? Skoro sam to zaproponował dlaczego miałaby nie skorzystać? Podniosła się z krzesełka, aby faktycznie sobie zrobić herbatę. 
Korzystała dopóki mogła. 

Florence 

- Nieźle cię urządził.
Tym oto stwierdzeniem powitała w drzwiach Anthony'ego. Nie musiała zgadywać, aby wiedzieć u kogo był, żeby wyglądać tak żałośnie. Sama niegdyś, gdy jeszcze nie wiedziała o nim tego i owego w takim stanie wracała do domu czy kuliła się pod ścianą. Z tego co wiedziała Anthony nie dałby się tak załatwić nikomu. Potrafił naprawdę dobrze walczyć, ale kiedy przychodziło do Alexandra – z nim nie chciał walczyć nikt. Był świetnym łowcą, a walczyć uczył się przez całe życie. Był w tym wręcz mistrzem. 
Blondynka wpuściła do środka poturbowanego wampira. Miała coś powiedzieć o tym, aby nie pobrudził krwią jasnych ścian, ale na to było już za późno. Jasnoróżowa ściana była teraz pokryta odciskiem palców, które zabrudzone były krwią. Świetnie, znowu będę musiała malować, westchnęła w myślach, ale powstrzymała się od dalszych komentarzy. Będą z tego kłopoty, doskonale wiedziała, że z tej wizyty będą kłopoty. Cholerne kłopoty. 
- Czego chcesz? - spytała. Przyjaźnili się, o ile w ogóle nieśmiertelni mogli mieć przyjaciół. Prawda była taka, że każdy patrzył na siebie i dbał o własny tyłek. Florence również, nawet jeśli od czasu do czasu podporządkowywała się Alexandrowi. Robiła to co jej rozkazał, bo chciała zachować życie, a poza tymczasem udawało się jej zakraść do sypialni mężczyzny. I pewnie z jego perspektywy wyglądało na to, że to on wykorzystuje ją, a z jej na odwrót. I tego się trzymała. Nie pozwalała kłaść na sobie byle komu łap, a ona i Alex mieli długą wspólną historię. Poza tym w jakiś pokręcony sposób ufała temu mężczyźnie. O wiele bardziej niż krwawiącemu w jej mieszkaniu Tony'emu, chociaż logika podpowiada, że to jemu będzie lepiej ufać niż tamtemu potworowi.
- Pomocy – odparł krótko.
Mogła się tego spodziewać. 
- Zależy jakiej. Dobrze wiesz, że nie stanę po twojej stronie, Tony. Ani po jego. Wasze... wygłupy mnie nie obejmują, pamiętasz? - wycedziła. Nie ważne jak bardzo jeden drugiego skrzywdzi, jej nigdy nie było wtedy, kiedy się tłukli, więc dlaczego miałaby wybierać strony? Dobra, jeśli zostałaby przyciśnięta przez Alexa oczywiście, że wybrałaby jego. Anthony nie miał w sobie na tyle odwagi, aby ją przycisnąć. Poza tym to był dżentelmen, który szanuje zdanie płci pięknej. Tu miała nad nim przewagę. Przeszła do przestronnego salonu, wystrój był jasny, a ten jasny zaraz się zmieni w krwawy. Nie lubiła po nich sprzątać, a jak zawsze się okazywało, że to musiała robić. Cholera, czy ona miała przypiętą na czole tabliczkę z napisem „Sprzątaczka”?! Nie sądziła.
- Chryste, po prostu mi z tym pomóż Florence – warknął odsłaniając brzuch, który wciąż krwawił. Dziura była w nim spora, po dłoni i wciąż krwawiła. A jeśli się dobrze przyjrzeć to może będzie można zobaczyć to co miał w środku. Tego Florence zdecydowanie robić nie zamierzała. - Krew... cokolwiek.
- Nie mogłeś zapolować po drodze? - zapytała. Kręciło się tu wiele ludzi, którzy nie oddawali krwi. Wystarczyło zajrzeć im do umysłu, aby sprawdzić czy ostatnio byli grzeczni i przeszli się do banku krwi.
- Nie bądź większą blondynką niż jesteś – poprosił opadając na kanapę.
I żegnaj biały kolorze.
Wymamrotała coś pod nosem o niewdzięcznych mężczyznach, ale mimo wszystko udała się do kuchni. Chciała, aby ten cały cyrk zakończył się jak najszybciej. Przeczuwała, że wizyta Alexandra to była kwestia dni. O ile nie godzin, a nie chciała, żeby zaglądając tutaj wyczuł zapach swojego przyjaciela. Minie trochę czasu zanim całkiem się go pozbędzie z mieszkania. Zresztą zostawił wszędzie swoje ślady z krwi, a tego jeszcze trudniej będzie się pozbyć. Boże, żeby on tylko tutaj nie przyszedł. Wróciła po niecałych trzydziestu sekundach. Nawet nie wyobrażał sobie jak bardzo jego obecność teraz nie była jej na rękę. Ile by dała, żeby wampira tu nie było. Dlaczego nie mógł pójść w inne miejsce? Z całą pewnością miał tu wianuszek dziewcząt, które byłyby chętne do pomocy przystojnemu facetowi z raną otwartą. 
Podała mu otwarty woreczek z krwią. Chwycił go łapczywie niemal od razu pociągając kilka sporych łyków. Ten jeden i tak nie miał mu za bardzo pomóc, ale może chociaż przestanie krwawić. Kanapa na wymianę, jak nic. Stwierdziła, kiedy przyglądała się jak krew spływa po jego ciele, a potem brudzi jasne siedzenie. Wszystko było dobrze, tak bardzo dobrze, a potem pojawił się on i wszystko się zaczęło psuć. 
- Wiedziałaś, że ma nową zabawkę? - zapytał, kiedy skończył pić krew. Położył pusty woreczek na swoim kolanie i odchylił głowę do tyłu. Był cały przemoczony, zresztą nic dziwnego skoro na dworze lało. - Ludzka dziewczyna. Wygląda jakby dopiero co skończyła liceum, albo jeszcze w nim była.
- Nie interesują mnie dziwki Alexa – warknęła. W jego domu było takich mnóstwo i każda po kolei kończyła śmiercią. Sama nawet zabiła jedną, kiedy tamta zaczęła się za bardzo zapędzać. I nie było to wcale tak dawno. Cóż, liczyła na to, że będzie w stanie zmienić tego wampira w potulnego baranka. Bardzo się przeliczyła, a potem w Florence coś po prostu pękło i ją zabiła. Przemawiała przez nią zazdrość, tak jak i w tej chwili. Owszem, on nie był słodki i do kochania, miał w zasadzie same wady, a jego jedyną zaletą był chyba tylko wygląd. - Pobawi się nią i zabije. Tak jak każde inne, wiesz o tym. Ile ich już było? Setka, jak nie więcej. Alex ma swój świat, gdzie panują jego zasady.
Ten wampir nie przestrzegał żadnych zasad, ale je wyznaczał. Spróbuj złamać jedną z ustalonych, a gorzko tego pożałujesz. Florence tego żałowała wiele razy, ale uczyła się na swoich błędach i teraz robiła wszystko, aby jak najmniej podpadać wampirowi. Dlatego teraz też trzymała się na dystans od Tony'ego. Najlepiej będzie jak wywali go zza drzwi, ale pewna część jej nie pozwalała na to. Był dla niej zawsze miły, kiedyś stawał w jej obronie, kiedy jeszcze nie mogła sama się obronić. Można by rzecz, że traktował ją jak córkę, a potem jej miejsce zostało zastąpione przez jakąś pół-wampirzycę. 
Wybryk natury. Coś co według niektórych było na niższym poziomie niż ludzie. 
- To człowiek, Florence...
- Ja też byłam człowiekiem! - krzyknęła. Łatwo było wyprowadzić ją z równowagi. Zwłaszcza teraz, kiedy cholernie się bała tego co może się stać. - Ja też nim byłam, Tony. I nikt wtedy mnie nie próbował bronić, każdy miał gdzieś, więc daruj sobie, dobrze? Dobrze wiesz, że ona wcześniej lub później zginie, albo stanie się jedną z nas.
- I właśnie tego, że też nim byłaś powinnaś się za nią wstawić.
Chyba sobie z niej kpił. Zacisnęła dłonie w pięści, podeszła powoli do wampira. Rozluźniła dłonie, nachyliła się nad mężczyzną kładąc ręce na oparciu kanapy i spojrzała mu prosto w oczu.
- Wynoś się stąd, Tony. Nie chcę brać w tym szaleństwie udziału, rozumiesz? Nie obchodzi mnie los tej dziewczyny. Muszę zadbać o siebie, bo jak wiesz, ja nie mam nikogo kto powiedziałby „To tylko dziewczyna”, jestem sama. Tak jak i ty. Więc jeśli chcesz przeżyć kolejną dekadę zabieraj się z powrotem do Nowego Jorku, nie myśl o tym więcej i po prostu zajmuj swoimi sprawami.
Ona chciała w spokoju żyć. Nawet jeśli to życie było cholernie pokręcone i często obrywała po dupie to wolała to niż umrzeć. I nadeszła pora, aby Anthony również to zrozumiał.
Dobry! Sama jestem w szoku, że tak szybko pojawił się kolejny rozdział. Wena mnie rozpiera, więc korzystam i mam nadzieję, że mój zapał nie zniknie. W planach mam jeszcze wstawić do końca roku rozdział i kolejny już w nadchodzącym zdecydowanie za szybko 2017. Ten rozdział to tak naprawdę jeden wielki spontan, bo tych scen w ogóle tutaj nie miało być. Zanim zaczęłam pisać uznałam, że dobrze będzie dać trochę normalności u Any i Alexa, a raczej tylko u Any, bo wszystko się tam zmienia naprawdę szybko. I teraz także tak będzie, ale nie uprzedzajmy faktów, sami się dowiecie co i jak. =) 
Dziękuję ślicznie za wszystkie komentarze i waszą obecność, dodajecie mi mnóóóstwo siły do pisania! 
Do następnej. ^^

7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Bry :*
      Przeczytałam w drodze z zajęć ze dwa dni temu, więc najwyższa pora w końcu zabrać się za komentarz. Ale Ty dobrze wiesz, że mnie się podoba i wciąż czekam na obiecaną na dniach szesnastkę, prawda?
      Gdybym Cię nie znała, po fragmencie oczami Any miałabym naprawdę mieszane uczucia. Z drugiej strony, mam wrażenie, że pokazałaś charakter Alexandra wystarczająco dobrze, by każdy wyczuł, że to cisza przed burzą. Kąpiel, jedzenie, ta normalność… Alec to sadysta, więc i to jest idealną częścią gry. Podoba mi się to, jak miesza jej w głowie, oferując coś, czego tak bardzo pragnęła. To przerażające, ale prawdziwe, że bardzo łatwo coś, co niegdyś uważaliśmy za normalne, może stać się prawdziwym luksusem. Ta kąpiel, pomoc Betty – Anabelle poczuła się jak księżniczka, co sama napisałaś. Po tym wszystkim ciepła woda i odrobina życzliwości musiały być prawdziwym wybawieniem. No i faktem jest, że bardzo łatwo się przyzwyczaić, wręcz stracić czujność, a to niebezpieczne…
      Pewien fragment wzbudził we mnie podekscytowanie i niepokój zarazem, bo wiem, czemu służył. Wspomniałam Ci o tym na GG. Wiem, co się stanie i już się nie mogę doczekać. Ach, tak nic nieznaczący szczegół, a jednak ;>
      Nie dziwię się, że tak rzuciła się na jedzenie, a wcześniej tyle zwlekała z otwarciem lodówki. To byłoby w stylu Alexa – zaoferować coś, by po chwili to zabrać, żeby bardziej dziewczynę podręczyć. Czemu nie, prawda? Ma nad nią pełną kontrolę i Ana to wie, poza tym podświadomie czuje, że nie odpuści jej tej ucieczki. No i to naturalne, że korzysta, póki może. Podejrzewam, że każdy na jej miejscu zachowałby się w ten sam sposób, zwłaszcza mieszkając z potworem.
      Tak więc napisałabym, że pozytywne zaskoczenie, ale… No ;>
      Dalej – perspektywa Florenca. I, cholera, już tę kobietę lubię. Rozbrajały mnie wzmianki o bieli – czy to malowaniu, czy konieczności wyrzucenia kanapy. Żegnaj biały kolorze. Genialne i ładnie wpasowało się w sytuację, bo i zabawne, i pokazuje charakter Florence. Swoją drogą, tej kobiecie też zaczynam współczuć, bo widać, że przeszła przez piekło. To ją zmieniło i to bardzo, ale takie rzeczy zawsze odciskają ślad. Rozumiem jej obawy, dystans do Tony'ego i reakcję na sugestię, żeby się wtrąciła. Boi się, poza tym widać, że ma żal, że kiedy sama była człowiekiem, nie pojawił się nikt, kto by to zatrzymał. No i… Jest zazdrosna, tak? Widać po wzmiance o Alexie –o tym, że nie jest do kochania, ale jednak… – i jednej z niewolnic, którą zabiła. Dobrze, że zadbałaś o przeszłość, choć ta jest przerażająca. To, że przed Aną były setki innych, tym bardziej.
      Na tę chwilę czekam na więcej. Oby jak najszybciej, bo będzie ciekawie. Zawsze jest ;>
      Weny!

      Ness.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ten rozdział jest hm...normalny.Tak a propo znalazłam twojego bloga kilka dni temu,bardzo szybko przeczytałam wszystkie rozdziały i czekałam na następny a tu BAM!Jest <33
      Co do tego rozdziału kiedy Ana(to zdrobnienie ciągle mi się kojarzy z Anastazją z 50 twarzy Greya,ale nie wnikajmy xD) się ogarbęła i podeszła do strony lodówki poczułam jej strach.Bałam się że Alex może nagle się pojawić,zaciągnąć za włosy do sypialni czy coś w tym stylu...A tu nagle był...miły? W każdym razie po tym co jej zrobił to to co robił w tym odcinku mogę nazwać miłym. To było aż nienaturalne i wstrzymałam dech bojąc się że w końcu Alex się na nią rzuci...
      Nic takiego się nie stało i odetchnęłam z ulgą choć wiem że taki stan rzeczy nie potrwa długo.Pewnie w następnym rozdziale znowu Ana przejdzie przez piekło.Biedna..
      W każdym razie kocham to i kocham ten rozdział nie mogę się doczekać następnego! Niech wena ci dopisuje!
      Pozdrawiam Marcelina ;)

      Usuń
  3. Jestem mega zaskoczona!
    Dodajesz rozdziały szybcije niż ja u siebie i dobrze po takim oczekiwaniu.
    Alex mnie zaskoczył chociaż mam wrażenie że to cisza przed burzą.
    Annabelle nie ma łatwego życia, rodzice, alex, piekło jakie musi znosić.
    Dla młodej dziewczyny to prawdziwy dramat a jednak daje rade.
    Naprawdę ją podziwiam i nie do końca rozumiem Tonyego.
    Owszem ma motywacje i chccę pomóc ale może jednak stworzyć tylko kłopoty.
    Niestety tak jest w większości przypadków. Jednak jak będzie tym razem?
    Obaczymy mam jednak nadzieję iż sytuacja jakoś rozwinie.
    Mimo wszystko mam nadzieję, że mrok nie opuści tej historii,
    Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. „ Zawsze mogło być gorzej. W tym domu lepiej było nie wypowiadać takich słów, bo jeszcze mogło faktycznie się zrobić gorzej.” Prawdziwe, jednak dzięki Bogu nie w tym rozdziale. Nadal jednak nie mogę wyzbyć się przeświadczenia, że on coś planuje. Coś złego, bez dwóch zdań. Czegoś, co nas, cholera, wbije w siedzenia. Mam wrażenie, że gwałt przy tym czymś to będzie pikuś…
    Ubrania, kąpiel i wspólna kolacyjka – obojętnie w jakiej kolejności, nie kojarzy w mi się z Alexem. Absolutnie. I tak jak kiedyś mogłabym przypuszczać, że może jest w nim jakaś iskierka dobra i miłosierdzia, tak teraz nawet się nie łudzę. Potwór zawsze pozostanie potworem. I nic tego nie zmieni.
    To, jak on na nią patrzy… a właściwie to w p a t r u j e się… Sama czuję autentyczne przerażenie. Ana myśl, że już go przejrzała, w każdym jego geście czy czynie dopatruje się prześmiewczości i złych intencji. I wcale jej się nie dziwie. Alex podarował jej dopiero namiastkę obiecanego jej piekła, z czego Ana doskonale zdaje sobie sprawę. Jej ostrożność jest więc jak najbardziej na miejscu. Ale co jej po tym, skoro Alex zrobi i tak to, co w danym momencie mu się zamarzy?
    Florence jako była zabawka Alexa? A może raczej jego panienka na telefon, bo o ile dobrze kojarzę, w którymś rozdziale była między nimi „chemia”. Widać, że i ona nie miała łatwego życia z wampirem. Teraz była do niego dodatkowo przywiązana, bo z tego co wnioskuję, on ją przemienił. Kobiety, które zaufały Alexowi nigdy jednak nie kończyły dobrze, więc sytuacja Florence już nawet mnie nie szokuje… Mimo to szkoda mi jej. Współczuję jej, bo w sumie tylko tyle mogę.

    Znów ściskam,
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  5. Znowu są powtórzenia typu "Została sama" i po chwili "Umyła się tym razem samodzielnie". Wiadomo, że umyła się samodzielnie, bo raczej magiczna, ruszająca się gąbka i szczoteczka do zębów jej w tym nie pomogły, prawda? Odnoszę wrażenie, że te powtórzenia wynikają albo z tego, że chcesz sztucznie wydłużyć rozdział, albo z tego, że twoi czytelnicy są zwykle młodzi i czytają na szybcika i odnosisz wrażenie, że im trzeba tłumaczyć jak chłop krowie na rowie. Pamiętaj jednak, że człowiek niektórych rzeczy naprawdę sam jest się w stanie domyślić, zwłaszcza, gdy są to oczywistości, a u ciebie to zwykle powtarzane są takie oczywistości.
    W pierwszej chwili pomyślałem, że on ją tak karmi, bo chce ją nakarmić przed zakończeniem jej egzystencji.
    Ja też nie stawałbym w obronie kogoś obcego, gdyby to miało mi zaszkodzić. Ludzie to egoiści, poza tym jesteśmy strachliwi. Gdybym miał się wtrącić np w jakiś napad czy napaść, zginąć, a moja żona i dzieci miałyby zostać z jej marną pensją, kredytami, itd... wolę pozostać dla rodziny, niż zgrywać bohatera. Dlatego nie mam zamiaru potępiać panny F. Bardziej altruizm pana A wydaje mi się taki... sztuczny, bez powodu, po prostu będący, a ludzie nie narażają się bez przyczyny. No chyba, że chciał by ta niby broniła człowieczka, a on by sobie tę Półwampirzycę wtedy ogarnął dla siebie i tylko dla siebie.

    OdpowiedzUsuń