środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział czwarty

Anabelle 

Chociaż bardzo chciałam nie potrafiłam oderwać wzroku od błękitnych oczy mężczyzny.
Alexander. On ma na imię Alexander, poprawiłam się w myślach. Musiałam przyznać, że był niesamowity, a raczej jego wygląd. Do tej pory nie spotkałam na swojej drodze żadnego mężczyzny, który w taki sposób by mi zawrócił w głowie. Przyłapałam się na tym, że patrzę się na niego zdecydowanie zbyt długo, a on też nie przestawał się na mnie patrzeć. Oblałam się rumieńcem, po chwili odwracając wzrok. Jeśli tylko bym mogła – cóż mogłam, ale wtedy nie wyszłabym na osobę, która jest wychowana – popatrzeć się na niego trochę dłużej z całą pewnością bym to wykorzystała i pogapiła się jeszcze trochę. 
Usiadłam przy stole, zajmując miejsce naprzeciwko Alexandra. Nie wiem co mnie podkusiło, aby właśnie tam siąść, ale już nie zamierzałam zmieniać swojego siedzenia. Zresztą byłam zbyt ciekawa mężczyzny i tego całego spotkania. Było w nim coś czego nie potrafiłam wyjaśnić, ani tym bardziej zrozumieć. Obserwowałam uważnie, kiedy mężczyzna zajął swoje wcześniejsze miejsce. Oprócz naszej dwójki nikogo więcej nie było, a rodzice gdzieś nagle zniknęli. Nie miałam zamiaru narzekać na ten stan rzeczy. Nawet mi to odpowiadało, że jestem z nim sama. Rzadko miałam okazję porozmawiać z kimś kto nie był moimi rodzicami, a skoro teraz mogłam miałam zamiar jak najlepiej wykorzystać tą sytuację. Zresztą mężczyzna wydawał się być całkiem przyjazny, a przynajmniej to sugerował mi jego uśmiech na twarzy i wesołe iskierki w oczach. 
– Uczysz się czegoś, Ano? – zapytał. Drgnęłam lekko słysząc ten skrót. Nikt tak do mnie nie mówił już od dawna, a ja na pewno nie wspominałam mu o tym, aby tak do mnie się zwracał. Przełknęłam ślinę.
– Nie, po tym jak zakończyłam obowiązkową naukę nie zdecydowałam się jej kontynuować – odparłam. Brakowało mi nauki, musiałam przyznać. Rodzice twierdzili, że nie będzie mi ona potrzebna. Jestem w końcu z nimi, a oni zapewnią mi dobrą przyszłość. Może i wierzyłam w to co mi mówili, ale z czasem mimo wszystko pragnęłam tego, aby taka jak wszyscy inni. Móc skosztować życia, które było dla mnie niczym zakazany owoc.
Alexander mi odpowiedział skinięciem głowy. Wydawał się nad czymś intensywnie myśleć, a ja próbowałam odgadnąć co takiego chodzi mu po głowie. Wydawał się być naprawdę czymś zaintrygowany. Nie odzywałam się przez następne kilka minut szukając jakiegoś odpowiedniego, neutralnego tematu. Wcale go nie znałam, a nie chciałam też zacząć się o wszystko wypytywać. 
– Czym się zajmujesz? – zapytałam w końcu nie mogąc się powstrzymać. Rodziców jeszcze nie było. W pewien sposób ich nieobecność zaczynała mnie martwić, ale jak tylko Devile znowu na mnie spojrzał zapomniałam o swoich wcześniejszych obawach całkiem skupiając się na brunecie.
– Można powiedzieć, że prowadzę swój własny biznes – odpowiedział, właściwie nie dając mi żadnej konkretnej odpowiedzi. Cóż najwyraźniej miał swoje powody dlaczego nie chciał powiedzieć. Byłam momentami wścibska, ale tym razem postanowiłam sobie darować jakiekolwiek dochodzenie. W końcu jakby chciał mi odpowiedzieć to by to zrobił.
Mogłam chcieć wymusić na nim odpowiedź, ale czułam, że będzie lepiej jeśli to zostawię. 
Chciałam wiedzieć o nim więcej. Nie potrafiłam tego sama wyjaśnić, ale czułam potrzebę wiedzieć o mężczyźnie więcej. Intrygował mnie, a ja czułam, że skrywa jakąś mroczną tajemnicę, którą powinnam rozwiązać. To było głupie. Niby to takiego mógł skrywać ten mężczyzna? Raczej to, że ciężko było od niego odwrócić wzrok nie wiązało się z tym, że ma jakąś tajemnicę. Był po prostu diabelnie przystojny. Heh, diabelnie przystojny pan Devile. 
Mimowolnie uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Przez cały czas obserwując mężczyznę. Nic nie poradzę na to, że dosłownie mnie ciągnęło do tego, aby raz na jakiś czas na niego spojrzeć. Sama zauważyłam, że Alexander raz po raz zerka w moją stronę, uśmiechając się przy tym w nieco wymuszony sposób, albo to tylko mi się wydawało. 
Momentami się czułam tak jakbym była jakąś zdobyczą. 
Ułożyłam dłonie czekając na to, aż do jadalni wróci moja matka. Pierwszy wszedł ojciec w rękach trzymając butelkę czerwonego wina. 
– Napije się pan? – zapytał ostrożnie. Jego ton głosu nieco mnie zdziwił.
– Z chęcią. Ano?
Drgnęłam na dźwięk jego głosu.
– Też poproszę – odparłam ciszej i podałam ojcu swój kieliszek. Czułam, że tego wieczoru przyda mi się o wiele więcej niż tylko jeden kieliszek. Westchnęłam bezgłośnie, wzrokiem błądząc po stole. Spojrzałam na zapaloną świeczkę, starając się już nie zwracać uwagi na mężczyznę, ale to było o wiele trudniejsze niż sądziłam. Nie dało się kogoś takiego zignorować, zwłaszcza, kiedy siedzi naprzeciwko ciebie i uśmiecha się w taki sposób, że aż mięknął kolana.
Podskoczyłam na krześle, kiedy poczułam na ramionach czyjeś zaciskające się dłonie. Delikatnie odwróciłam głowę i moim oczom ukazała się Martha. Kobieta uśmiechała się nieznacznie również spoglądając na Alexandra. 
– Przeproszę was na chwilę – odezwała się – Anabelle, proszę chodź ze mną.
O wiele bardziej wolałam zostać na swoim miejscu i patrzeć się na bruneta, ale mus to mus. Wszyscy musieli zauważyć, że niezbyt chętnie odchodzę ze stołu. Przeprosiłam obu panów, po czym udałam się do kuchni za matką. Jak tylko drzwi od niej się za nami zamknęły rozanielona twarz kobiety zmieniła się nie do poznania. Jeszcze kilka sekund temu była radosna, uśmiechnięta, a teraz przed sobą miałam poważną i ponurą kobietą, którą była na co dzień. 
– Czy... coś się stało?
– Owszem – zaczęła ciszej. Przecież naszej rozmowy nikt nie usłyszy, więc czemu zaczęła szeptać? Miałam się już o to pytać, kiedy nagle jej dłoń zacisnęła się na moim ramieniu. Syknęłam cicho, kiedy dłuższe niż zwykle paznokcie wbiły się w moją skórę. Spojrzałam najpierw na jej rękę, a dopiero potem na nią.
– Puszczaj!
– Uspokój się – warknęła, a jej ręka mocniej się zacisnęła. Nigdy, nigdy żadne z rodziców nie używało wobec mnie przemocy, a takie zagranie tylko wywołało u mnie panikę. Nie zrobiłam przecież niczego złego! Starałam się wyszarpnąć rękę z jej uścisku, ale trzymała mnie zbyt mocno. – Pamiętasz co ci kazałam, prawda? Masz mnie i ojca dzisiaj nie zawieść. Jeden mały błąd, jedno słowo, a pożałujesz.
– Ale ja nic...
– Pamiętaj – wycedziła. Puściła zaraz moją rękę i uśmiechnęła się delikatnie ją rozmasowując – to bardzo ważny wieczór dla mnie i dla ojca. Chcę, aby wszystko było dobrze, skarbie. Dlatego proszę, żebyś się postarała, dobrze? Wracaj tam teraz. Niedługo się wszystkiego dowiesz... Och, może zabierz go do ogrodu? Porozmawiacie sobie tam na spokojnie, a Alexander na pewno się ucieszy, że może spędzić z tobą trochę czasu bez nas.
– Oczywiście – odparłam krótko czym prędzej wychodząc z kuchni.
Nie chciałam się podporządkować kobiecie, ale wiedziałam, że powinnam. Przecież obiecałam jej, że zrobię wszystko, aby tego wieczoru każdy był zadowolony. Jak z powrotem się znalazłam w jadalni uśmiechnęłam się sztucznie. Stanęłam za swoim krzesłem i położyłam na nim dłonie. Spojrzałam na bruneta. 
– Zechcesz się ze mną przejść? Mamy całkiem spory ogród, mogę go panu pokazać – zapytałam. Tak, kazał mi do siebie mówić po imieniu, ale jakoś nie potrafiłam się przełamać. Zwłaszcza po rozmowie z matką wolałam udawać, że mężczyzna jest dla mnie tylko panem.
– Z chęcią – odparł.
W duchu się cieszyłam, że nie zadawał więcej żadnych pytań. Podszedł do mnie i ujął mnie pod ramię, dokładnie to samo za które złapała mnie matka. Uśmiech, który do tej pory był sztuczny teraz był nieco bardziej szczery. Ruszyliśmy, ale to ja byłam przewodnikiem. Musiałam przyznać, że czułam się nieco dziwnie, kiedy mnie dotykał. To było dla mnie coś zupełnie nowego, kolejne doświadczenie, które wcześniej było dla mnie zakazane. 
Na dworze było przyjemnie ciepło, a jak tylko wyszliśmy na dwór Alexander mnie puścił delikatnie się ode mnie odsuwając. Spojrzałam tylko na niego krótko, ale w żaden sposób nie skomentowałam tego. Dlaczego miałam wrażenie, że ta kolacja okaże się być klęską? Po tym co się wydarzyło nie miałam ochoty wcale tam siedzieć. Wolałam wrócić do swojego pokoju, do nudnego życia i tej samej, szarej codzienności. 
Cisza między nami mi nie przeszkadzała. Momentami owszem czułam, że ta cisza jest krępująca, ale sama nie postanowiłam zrobić z tym niczego, więc po prostu dalej milczałam trzymając się nadziei, że może mężczyzna się odezwie pierwszy. 
Może się odezwie. 
Minuty strasznie mi się dłużyły, a nas nikt nie wołał, żebyśmy zawrócili i zajęli się kolacją. Prawdę mówiąc ja dłużej głodna nie byłam. Nawet nie wiedziałam czy będę w stanie cokolwiek przełknąć. 
– Ano – zaczął delikatnie. Przystanął, czym też zmusił i mnie do tego. Odwróciłam się w jego stronę podnosząc wzrok na mężczyznę. Jak tylko znowu spojrzałam w te błękitne tęczówki poczułam, że zaraz się rozpłynę. Nie powinien na nikogo w ten sposób patrzeć. Nawet nie zdałam sobie sprawy z tego, że cicho jęknęłam pod wpływem jego spojrzenia. Alexander uśmiechnął się lekko, po czym bez problemu przyciągnął mnie do siebie.
– Jakbyś tylko była moja – wymruczał, odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy – zresztą...
– Co takiego? – spytałam. Nic nie mogłam poradzić na to, że byłam ciekawska. – Gdybym była twoja to co?
Zaśmiał się krótko i ode mnie odsunął. 
– To byś tego żałowała.
Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęłam. Jak to żałowałabym? Próbowałam zrozumieć jego ostatnie słowa, ale nie potrafiłam. Wpatrywałam się uparcie w bruneta doszukując się jakichkolwiek odpowiedzi, jednak wątpiłam, że byłabym w stanie ją uzyskać. Przygryzłam ze zdenerwowania wargę. Zdecydowanie nie w ten sposób wyobrażałam nasze wyjście do ogrodu, które z każdą chwilę przestawało mieć dla mnie jakikolwiek sens. 
Szliśmy obok siebie. Ramię w ramię. Straciłam poczucie czasu i szczerze mówiąc nie miałam ochoty już wracać do środka, ani tym bardziej spędzać czasu w towarzystwie rodziców. Było mu dobrze razem z nim. Potrzeba rozmowy wcale nie okazała się być tak duża jak oczekiwałam, a właściwie wcale mi nie przeszkadzało to, że nie rozmawialiśmy. Czułam się całkiem dobrze, a skoro nie było potrzeby, aby na siłę rozmawiać to nie zamierzałam tego robić. Po kilku minutach spaceru – cóż mieliśmy dość spory ogród, więc spokojnie mogliśmy chodzić bez obaw, że nagle wpadniemy na ogrodzenie – zatrzymał się przy krzaku róż. Co prawda teraz już nie był on tak urodziwy jak w porze, kiedy kwitnie, ale mimo to wciąż zachwycał. Spojrzałam na krzak, a potem na mężczyznę. 
Nie nie mówił, a jedynie uparcie mi się przyglądał. Przełknęłam ślinę po czym w końcu odważyłam się spojrzeć mężczyźnie w oczy. Onieśmielał mnie, a ja nie byłam pewna czy to dobrze czy wręcz przeciwnie. Przełknęłam ślinę czekając na to co nastanie później. Oczekiwałam wszystkiego, a jednocześnie niczego. Bądźmy szczerzy co ktoś taki jak on mógłby chcieć od kogoś takiego jak ja? Od szarej, zagubionej w sobie myszki, która nie radziła sobie z życiem i całą resztą. Ciągle byłam na utrzymaniu rodziców i najwyraźniej miało być tak, aż do końca ich życia. 
Drgnęłam niespokojnie, kiedy brunet ujął mój podbródek. Trzymał mnie pewnie, ale też delikatnie, jakby nie chciał mi zrobić krzywdy. Mimowolnie zaczęłam szybciej oddychać, niepewna tego do czego będzie gotów się posunąć dalej. Chyba coś powiedział, ale nie potrafiłam określić jakie to dokładnie były słowa. Uśmiechnął się, w ten sam niebezpieczny sposób, który już widziałam jakiś czas temu. Patrzenie na niego przyprawiło mnie o dreszcze. Odruchowo przysunęłam się bliżej, niepewna tego co zaraz się wydarzy. Przygryzłam wargę, łudząc się, że dzięki temu nie będę musiała się odezwać, aby zacząć rozmowę. 
Cholera, wypuściłam wargę spomiędzy zębów, kiedy poczułam niezbyt przyjemny smak w buzi. Mężczyzna uniósł moją głowę wyżej, a jego wzrok spoczął na ustach. 
Nie miałam nigdy żadnej relacji z osobnikiem płci męskiej. Owszem spotykałam w szkole chłopców, ale nigdy żaden mnie nie interesował. Do tej pory. 
Czułam jak krew spływa mi do kącika ust. Alexander po chwili wpatrywania się w szkarłatny płyn nachylił się nade mną i przytknął usta do moich. W pierwszej chwili miałam ochotę go od siebie odtrącić, kazać mu się odsunąć, ale nie potrafiłam. Moją rozciętą wargę wsunął do ust, delikatnie ją zassał, a mnie zamurowało. Kto normalny się tak zachowywał!? 
W momencie, kiedy chciałam się w końcu od niego odsunąć ta dziwna, ale na swój sposób przyjemna pieszczota przerodziła się w pocałunek. Naprawdę nie miałam doświadczenia w tych sprawach, ani tym bardziej nie miałam pojęcia co powinnam robić. Skrzywiłam się lekko, kiedy wsunął swój język do moich ust. 
Pozwoliłam mu przejąć kontrolę, a właściwie nawet nie musiałam, bo cały czas to właśnie on wszystko kontrolował. Całował mnie pewnie, zachęcał do dalszej współpracy, a ja nie byłam w stanie mu się oprzeć. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie powinnam. Nie powinno się całować z osobami, których się nie zda. Z jednej strony chciałam, aby wreszcie przestał, a z drugiej miałam nadzieję, że ta chwila będzie trwała jeszcze przez jakiś czas. Jego dłonie na moim ciele, jego usta na moich, nasze języki, które trwały w dziwnym tańcu... Nigdy nie przeżyłam czegoś takiego. 
Jęknęłam niezadowolona, kiedy się ode mnie odsunął. Moja magiczna bańka szczęścia prysła. Odważyłam się otworzyć oczy, a kiedy to zrobiłam wreszcie zrozumiałam.
Zrozumiałam kim jest. 

Alexander

To się miało nie wydarzyć. 
Przynajmniej tak to sobie tłumaczył przez ten cały czas. Mógł niby przeprosić za swoje zachowanie, ale jaki był w tym sens skoro tak naprawdę nie żałował tego, że ją pocałował? Och, to wszystko wina tej przeklętej wargi. Od momentu jak poczuł jej krew tamtego dnia miał ochotę jej spróbować! To mu nie wystarczyło, pragnął więcej, ale wiedział, że jeśli teraz się nie powstrzyma to wszystko może pójść nie tak, a na to nie mógł sobie pozwolić. Krew brunetki była słodka, mógłby przysiąc, że najsłodsza jaką kiedykolwiek pił. Miała w sobie coś wyjątkowego, a on nie by w stanie stwierdzić co to tak naprawdę było. Najważniejsze w końcu w tym, że była dobra, a Alex więcej nie potrzebował. 
Odsunął się od dziewczyny posyłając jej jeden ze swoich najbardziej rozbrajających uśmiechów. Skłonił się przed nią lekko, a jak znowu się wyprostował wyciągnął rękę przed siebie i przesunął kciukiem po spuchniętych wargach dziewczyny. To było doprawdy zadziwiające, że była taka niedoświadczona, niewinna. Spodziewał się tego, że będzie z nią trochę zabawy, ale teraz, kiedy wiedział jaka jest zdawał sobie sprawę z tego, ze będzie jej o wiele więcej niż przypuszczał do tej pory. 
Zdawał sobie też sprawę z tego jak musi wyglądać. Przerażenie w oczach dziewczyny tłumaczyło mu wszystko. Odruchowo już dotknął wypukłych żyłek przy oczach, które pojawiały się zawsze, kiedy kosztował chociaż kropli krwi. Ot, wada, której się nie mógł za cholerę pozbyć, chociaż próbował już nie raz i nie dwa. Spojrzał na nią i wzruszył ramionami, jakby to było coś zwykłego. Zaśmiał się widząc, że dziewczyna się cofa do tyłu. Złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie gwałtownie. 
– Przed chwilą jeszcze było ci dobrze – stwierdził, znał się na tym i gdyby coś było nie tak to by to wyczuł, a ona sama mu się przecież pchała. Gdyby nie rozcięła sobie tej cholernej wargi nic by się nie wydarzyło. A przynajmniej na razie nic by się nie wydarzyło. – Chyba się mnie nie boisz, Ano.
– Ja... ja nie... – jęknęła.
Bała się. 
Chodziło mu dokładnie o taką reakcję, ale nie sądził, że po dość przyjemnym pocałunku dziewczyna będzie się cała trzęsła i chciała jak najszybciej od niego odsunąć. Zaśmiał się krótko, mocniej zaciskając dłoń na jej chudym ramieniu. 
– Nie masz czego – odparł z wesołym uśmiechem – a przynajmniej na chwilę obecną nie musisz się mnie obawiać.
– Jak to? – jej niewiedza już go nie bawiła, a jednak zaczynała drażnić. Może jednak powinien sam jej powiedzieć, że od tego wieczoru stanie się jego własnością, a on będzie mógł z nią robić co tylko mu się spodoba. Była naprawdę głupiutka pod tym względem.
– Wszystkiego się dowiesz później. Wracamy – rozkazał.
Nie chciała z nim iść, a przynajmniej nie tak jak wcześniej, kiedy się dotykali ramionami i byli przy sobie naprawdę blisko. Alexander wciąż ją trzymał za ramię, kiedy wracali z powrotem do byłego już domu dziewczyny. Jeszcze nie wiedziała co takiego ją czeka, ale jeszcze chwila i miała się wszystkiego dowiedzieć, a on z przyjemnością będzie słuchał tego jak jej ojciec przy każdym słowie się jąka i jest niepewny tego jak ma to wszystko wytłumaczyć swojej jedynej córce. Dużo go kosztowała i miał nadzieję, że te pieniądze nie okażą się całkowitą stratą. Cóż w razie czego zawsze będzie mógł żądać zwrotu pieniędzy za niezbyt interesujący towar, prawda? 
Martha oraz Peter wydawali się być nieco zaskoczeni ich dość szybkim powrotem, a może to było to, że dziewczyna tak nagle skoczyła w stronę rodziców, którzy niby mieli ją obronić przed złym wampirem? Alexander pokręcił głową na boki, śmiejąc się z własnych myśli. Gdyby tylko wiedziała jacy oni są sama z siebie by mu się oddała. 
– Zapraszam – powiedział wskazując na stół – zacznijmy interesy, Peterze.
Mężczyzna skinął głową, całkowicie ignorując córkę, która próbowała się do mężczyzny przytulić, wyraźnie szukając w jego ramionach schronienia przed wampirem. Wszyscy zasiedli, tylko Ana była niespokojna. Devile miał wrażenie, że matka dziewczyny, aż za bardzo tryska energią i wręcz nie może się doczekać tego, aby w końcu dostać w swoje łapki zawartość walizki. Zastanawiał się przez chwilę czy nie powinien jej powierzyć tego zadania i wszystkiego wyjaśnić, ale uznał, że lepszą zabawę będzie miał, kiedy to ten niezbyt poradny człowiek zrobi. Alexander wiedział, że chciałby zatrzymać przy sobie córkę, ale to było niestety niemożliwe i ciężko było mu się przyznać nawet przed nim, że po prostu ją sprzedaje za całkiem ładną sumkę. Wampir sięgnął po butelkę z winem, a jej zawartość wlał do swojego kieliszka. Bez słowa sięgnął też po kieliszek Anabelle wypełniając go prawie po brzegi. Jej się na pewno przyda. Nie odezwała się ani słowem, unikając jego wzroku. Czyżby naprawdę, aż tak bardzo się przejęła tym pocałunkiem, że teraz nie chciała nawet na niego patrzeć? A nie! – to nie był pocałunek. To był fakt, że Alexander jest wampirem, a nie powiedział jej o tym. Niektóre ludzkie dziewczyny były naprawdę zabawne. 
– Proszę mów, Anabelle powinna usłyszeć prawdę – powiedział, rozsiadając się wygodnie na krześle. W ręku trzymał kieliszek z winem i upił łyk alkoholu – nie zmuszajcie mnie do tego, żebym sam jej wszystko opowiedział. To wasze zadanie.
– To może ja – podjęła Martha, ale Alexander uciszył ją wzrokiem. Kobieta zamilkła, nie mając zamiaru drugi raz się zgłaszać. Dziewczyna, która była tematem ich rozmów spoglądała niepewnie na każdego z osobna, najwyraźniej czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia, które jak na razie nie pojawiały się, co zaczynało Alexa z lekka irytować.
Zmrużył oczy, a wzrok wbił w ojca Anabelle. 
– Widzisz, skarbie – zaczął niezbyt pewnie. Przełknął ślinę i zerknął na wampira, jakby oczekując od niego tego, że postanowi opowiedzieć jej to za niego – mamy teraz trudny okres, bardzo trudny... ja... nasz bank...
– Nie ma już banku – wyszeptała cicho.
Devile wiedział, że jest mądra dziewczyną i złoży wszystko w całość zanim on jej to powie wprost. Popijał wino uważnie obserwując ich rozmowę. Świetnie się bawił. Peter, zdenerwowany, najchętniej uciekłby od mówienia prawdy. Martha nie mogąca się doczekać tego, aż dostanie kasę, a Anabelle niczego nie świadoma dziewczynka, która dziś zostanie sprzedana. 
Pamiętał jak jeszcze jakiś czas temu takie interesy były na porządku dziennym i nikt się nie przejmował tym co się stanie z tymi ludźmi, a teraz wszyscy chcieli żyć w zgodzie. Nie pojmował tego i jeśli miał być szczery wolał, kiedy ludzie robili im za żywe, chodzące torebki z krwią. To co musiał pić z Banku Krwi nie równało się z gorącą krwią prosto z żył i właśnie dlatego trzymał w swoim domu Betty, która mu za taki worek robiła. Oczywiście jej krew znacznie się różniła od krwi ludzi, ale też miała w sobie to coś. 
– Tak masz rację. Banku już nie ma – odparł – musieliśmy z matką zrobić coś... coś strasznego, ale tylko to nam pomoże.
– Mi też?
Ich rozmowa coraz bardziej go wciągała, a gdyby mógł z chęcią przyspieszyłby akcję, żeby w końcu zaczęło się coś dziać. 
Peter spuścił głowę. 
– Spójrz jej w oczy – powiedział spokojnie – i wreszcie to z siebie wyduś.
Mężczyzna skinął głową po czym tak jak powiedział mu Alexander podniósł głowę do góry, aby spojrzeć swojej córce w oczy. W jego własnych, niebieskich tęczówkach można było dostrzec pełno bólu, który się tam pojawił wraz z każdym następnym słowem mężczyzny. 
– Potrzebowaliśmy pieniędzy, nie mamy teraz nic, a kiedy bank padł... Sama wiesz, że było nam ciężko, a nawet bardzo – mówił cicho, ale spokojnie, a to najbardziej dziwiło wampira – Alexander nam zaoferował dużo pieniędzy, które nam pozwolą stworzyć coś nowego i nie będziemy musieli się zastanawiać nad tym co będzie jutro.
Ty i twoja żona nie będziecie się musieli zastanawiać, prychnął w myślach. Miał zamiar powiedzieć to na głos, ale po chwili zrezygnował. Nie będzie sobie przerywał takiej wspaniałej zabawy. 
Anabelle pokiwała głową. W tej chwili wampir nie był pewny czy się z nim zgadza czy po prostu 
analizuje wszystkie fakty. Chciałby wiedzieć co się dzieje w tej małej główce, ale nie teraz nie chciał sobie psuć rozrywki. Jakby się dowiedział jak się czuje dziewczyna, co myśli nie bawiłoby go to tak jak teraz, a oglądanie jej takiej bezradnej było interesujące. 
– Za co wam zaoferował te pieniądze? – spytała, mocno zaciskając palce na krawędziach stołu.
Milczenie się przeciągało. Słychać było jedynie przyspieszone bicie serca dziewczyny oraz spokojny oddech jej rodziców. Alex co jakiś czas pił swoje wino, a kiedy i ono się skończyło odstawił pusty kieliszek na stół. Podniósł się ze swojego miejsca, po czym podszedł do brunetki. Ujął po raz kolejny tego wieczoru jej podbródek i spojrzał jej w oczy.
– Za ciebie.

Cześć. Nie mogłam się już doczekać, żeby dodać ten rozdział, a pisanie mi go szło strasznie opornie. Zawsze tak mam, kiedy do opisania mam ważne momenty dla historii. Narzekać nie będę, bo z rozdziału jestem zadowolona, chociaż jak każdy autor mam pewne obawy co do tego czy tamtego, ale to w tej chwili nie jest ważne. Mam nadzieję, że rozdział się podobał i milo się czytało. c: Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednimi rozdziałami, niezwykle mnie motywują do pisania, a kiedy czytam to się nie mogę powstrzymać od uśmiechu. 
Do następnego, mam nadzieję, że nastąpi to niedługo! :) 

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dobry wieczór c:
      Miałam komentować już wczoraj, ale nie byłam w stanie sklecić nic sensownego. No ale Ty dobrze wiesz, jak długo ja czekałam i jak się cieszyłam, kiedy w końcu czwóreczka się pojawiła, prawda? No, tak więc czuję się usprawiedliwiona :D
      Rozdział długi, poza tym wyszedł cudnie, nawet jeśli początkowo pisało Ci się opornie. Znam to doskonale i z autopsji wiem, że wcale nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Potem zwykle coś „zaskoczy” – prędzej czy później – i wtedy kolejne linijki już właśnie piszą się same, ale początki… Nie żebym twierdziła, że cokolwiek jest nie tak, bo moim zdaniem jest świetnie C:
      Biedna Ana, tak bardzo czuła się zafascynowana Alexem, zwłaszcza na początku. Zachowanie matki, cała ta atmosfera… Mogę tylko zgadywać, jak wielkie rozczarowanie ją czeka i jak ona przyjmie to, czego ma się dowiedzieć. Martha coraz bardziej mnie denerwuje, a ja wciąż czekam aż ktoś pokusi się o skręcenie jej karku, najlepiej poprzedzone ciężkimi torturami. Nie rozumiem i nie chcę rozumieć tej kobiety, jej zamiłowania do pieniędzy i tego, że na domiar złego mogłaby jeszcze tak traktować córkę, byleby tylko wymóc na niej idealne zachowanie. Takie szarpanie… Niby mogłam się tego po tej kobiecie spodziewać, ale to i tak mnie wkurza, najdelikatniej rzecz ujmując.
      Ech, co tu się dziwić, że Ana siedzi i gapi się na Alexadra? Która by się na niego nie patrzyła? Nie miałam pojęcia, czego tak naprawdę spodziewać się po całej tej kolacji, a tym bardziej spacerze, ale jestem zachwycona. Ten ich pocałunek… Nie, tu nie było czym się przejmować! Nie jest ani za szybko, ani nienaturalnie – nic z tych rzeczy, zwłaszcza jeśli poznało się punkt widzenia Alexa. To do niego pasuje, tak wykorzystać niedoświadczoną, naiwną dziewczynę, która nigdy nie miała tak bliskiego kontaktu z mężczyzną – i to przystojnym, w pełni świadomym swojej fizyczności. Anabelle nie miała szans i praktycznie nic do powiedzenia ani w tej, ani w wielu innych kwestiach. Ta ich rozmowa, zwłaszcza pytanie o to, co byłoby, gdyby stała się jego… Och, gdyby ona tylko wiedziała…
      Perspektywa Alexandra to po prostu cudo, więc cieszę się, że jest. Dobrze oddałaś to, co on czuje, bo czuć, że to wampir, na dodatek wyzuty z ludzkich uczuć. Pocałował ją, bo taki miał kaprys i pragnął krwi. To nie tak, że zawróciła mu w głowie i całe szczęście, bo w przypadku takich charakterów zmiany nie przychodzą ot tak (o ile w ogóle przychodzą). To sadysta, ale i tak się nim zachwycam, chociaż na dłuższą metę nie dziwię się, że Ana była przerażona, kiedy dotarło do niej, że ma przed sobą wampira. Bez wątpienia szok, nawet jeśli ich istnienie i obecność wydają się już czymś całkowicie absolutnym.
      Wspominałam Ci o tym już na GG, ale powtórzę: początkowo, kiedy wspominałaś mi o koncepcji opowiadania, myślałam, że sprawy będą miały się trochę inaczej – przynajmniej jeśli chodzi o rodziców. Rozegrałaś to dużo lepiej od standardowego już chyba polowania, zabójstwa rodziny i kaprysu posiadania dziewczyny przez wampira tylko dlatego, że sobie ją wybrał. Jej rodzice są bezduszni, o ile tak można to nazwać, a ta kwestia na swój sposób nie daje mi spokoju. To, jak Ana szukała pocieszenia u boku ojca… Jest w tym coś, co do mnie nie dociera, nawet jeśli na swój sposób mi się podoba.
      Cóż, doszłaś do punktu kulminacyjnego. Nie mogę nawet ponarzekać sobie na urwanie w takim momencie, bo sama robię to nagminnie, ech… =P I w tym miejscu pewnie zrobiłabym dokładnie to samo. Kolejna cecha pasująca do Alexa: to jak bawi się uczuciami innych, chociażby Petera, który jeszcze okazuje jako takie uczucia względem córki, wzbraniając się przed sprzedaniem jej. Z drugiej strony, ostatecznie wyjawia wszystko dość spokojnie, chociaż…
      I reakcja Alexa, te jego ostatnie słowa… Ja chcę piąteczkę, więc pisz szybko! C:
      Weny, czasu i pomysłów, zwłaszcza teraz, kiedy pakowanie i przeprowadzka wzywają. Dobrze znam ten ból, ale będzie dobrze!
      Nessa.

      Usuń
  2. Diabelnie przystojny pan Devile sponsorem mojego dzisiejszego komentarza! :D Sorki, ale uwielbiam ten zwrot <33
    Zanim zacznę się rozczulać... Pod koniec rozdziału jedna z linijek tekstu przeskoczyła ci do nowego akapitu c:
    Okay, a teraz coś na temat treści... (Przemilczę wzmiankę o gifie, żeby znów nie stracić nad sobą panowania). Tyle że zaraz na pierwszy plan wysuwa się akcja w ogrodzie a mój puls przyspiesza!
    To pewnie jest ta scena, którą się tak przejmowałaś, co? A wiesz co ci powiem? ŻE NIE MIAŁAŚ TAKICH PODSTAW! Wyszło wspaniale! Od początku wiedziałam, że z tym gifem (wdech, wydech) wiąże się jakaś cudna historia, ale coś takiego... Nope, na to bym nie wpadła! Także wielkie brawka za to, ze udało ci się mnie zaskoczyć c:
    Nie wiem, co mogłabym pisać, serio. Rozdział pochłonęłam jednym tchem - ty doskonale wiesz, jak "przegłodzić" czytelników :D Znów perspektywa Alexa sprawiła, że zapomniałam, jak się oddycha. Uwielbiam gościa! A to jego: "Wcześniej ci się podobało..." rozwaliło mnie na łopatki! :D Ale to wiesz, bo na bieżąco wszystko komentuję ;-; Dlatego też ciężko napisać mi coś sensownego, o czym byś już nie wiedziała.
    No bo fakt, że nienawidzę Marthy to żadna nowość. Peter jakoś jeszcze się broni tym, że czuje się za to wszystko winny. A ona... ŁOPATĄ JĄ!
    Ostatnia scena... Znowu ciary! Nie wiem, czy to przeziębienie mnie łapie, czy to jednak Alex ma na mnie taki wpływ... Yep, to ta druga opcja *_*
    No aj czekam na next! Czekam, czekam, czekam! Szczególnie, że pragnę, aby "polowanie" w końcu się zaczęło!
    Trzymaj się! Miłego pakowania XDD
    Buziaki! :**

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem już!
    Widzę, że Alex się nie ochrzania, hah. Cóż, interes to interes. Fajnie oddałaś charaktery postaci. Matki, ojca, dziewczyny i wampirka. Każdy coś dorzucił i można by było pomyśleć, że ogląda się dobry film z dobrze obsadzonymi aktorami.
    Jakoś ich wszystkich powoli zaczynam rozumieć.
    Papaap

    OdpowiedzUsuń
  4. O ja..
    Nie ma co , ciekawi rodzice . Mama nadzeje ,ze takich naprawde nie ma...
    Rozdzial swietny ! :D
    Nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu i co za tym idzie reakcji Anabell ! :D
    Buziaki :-* Duzo weny :D :) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Handel dziećmi to mocny temat i nawet w fantastyce on mnie jakoś tak... boli. Chciałem tylko dać znać, że przeczytałem, a moje dłuższe komentarze zobaczysz pod każdym rozdziałem z osobna, ale to jutro, bo dziś czytałem z tel. Jednak sobie zanotowałem co najważniejsze i najprawdopodobniej niczego nie pominę, tyle tylko, że będę musiał rozwinąć moje skróty myślowe.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i w tym momencie dopiero zaczyna się akcja. Tego "dopiero" nie bierz jako czegoś złego, bo oczywiście cieszę się, że było odpowiednio długie wprowadzenie, a nie od razu pod koniec pierwszego rozdziału szybki seksik w windzie :)
      Jedno co nieszczególnie mi się podoba, to fakt iż Akex się podoba dziewczynie, a chyba wolałbym by nie miała go za jakiegoś szczególnego, np dostrzegała jego muskulatur, czy ładne oczy, ale też widziała jakąś wadę, podobnie on u niej, bo nie przepadam jak ktoś tworzy w opowiadaniu ideały, choćby miały one być idealne, tylko pod kątem wyglądu.
      Zastanawiałem się też, dlaczego matka zabrała dziewczynę do kuchni i tak okazała wobec niej brutalność. Czyżby chodziło o to, że mała napiła się alkoholu? Nie ma w tym chyba niczego złego, prawda?
      Ona wcześniej naprawdę nie domyślała się, że Alexander jest wampirem? Dziwne, od niego od początku biło takim mrokiem i posmakiem grozy, więc ja na jej miejscu nie miałbym wątpliwości.
      W tekście było trochę literówek, nie pamiętam już dokładnie gdzie, ale było "podobał się mu" zamiast mi, i jeszcze był moment ze "zda" ale nie pamiętam już czy był to wyraz zamiast "zdań" czy czegoś podobnego, bo czytałem tekst jednak wczoraj, a nie dziś i tego akurat sobie nie zapisałem.

      Pozdrawiam i w wolnych chwilach, jakbyś miała ochotę, to zapraszam do siebie:
      http://dariusz-tychon.blogspot.com

      Usuń
  6. Dzień dobry <3
    W końcu zebrałam się w sobie i biorę się za nadrabianie. A właściwie wszystko dzięki siostrze, która dała mi laptopa, bo jestem takim leniem, że komputera nie chce mi się włączać :D A na telefonie komentowanie zbyt wygodne to nie będzie, a tablet chwilowo nie u mnie - mam zbyt miękkie serce.
    Jednak biadolić tu nie będę, bo przecież nie po to tu jestem i zabieram się za komentowanie <3
    "Jestem w końcu z nimi, a oni zapewnią mi dobrą przyszłość." No jasne, że Ci ją zapewnią, złotko. Właście Cię sprzedali wampirowi. Naprawdę, Twoje dobro jest dla nich na pierwszym miejscu. Naprawdę mi jej żal. Jest taka naiwna i prawda spadnie na nią jak kubeł zimnej wody. Naprawdę nie chciałbym znaleźć się na miejscu tej biednej dziewczyny.
    Nadal mój mózg nie potrafi pojąć, jak można być takim rodzicem. A nawet nie rodzicem, a człowiekiem. Przecież to się w głowie nie mieści. Ale w głębi duszy liczę, że tym ludziom coś złego się stanie. Zginą poprzez tortury czy coś takiego. Bo tylko taki ich los potrafię sobie wyobrazić.
    No, jeszcze się zdziwi, że diabelnie przystojny pan Devile, jednak skrywa przed nią tajemnicę i to nie małą. I tak, jesteś jego zdobyczą :D Ale kolejny facet, który powala każdą jednym spojrzeniem. Muszę mówić, że lubię Alexa i jego perspektywę, czy to jest aż nazbyt jasne? Nawet jeśli jest złym (nie)człowiekiem :D Ale piątka za to, że jest taki szybki :D Drugie spotkanie i już ją pocałował XD Jednak najbardziej podoba mi się to, jak sobie pogrywa z rodzicami Any :D Widać, że nad wszystkim kontrolę. I dobrze. Na koniec powinien im skręcić karki.
    "To bardzo ważny wieczór dla mnie i dla ojca. Pozbędziemy się Ciebie i dostaniemy mnóstwo pieniędzy. Będę mogła pławić się w luksusach, a Ty... Ty mnie nie obchodzisz". Boże, krew się we mnie gotuje na tę kobietę. Na miejscu Any wzięłabym krzesło i roztrzaskała je o jej głowę. A ten entuzjazm jej matki mnie strasznie wkurza - delikatnie mówiąc.
    Rozdział, jak każdy poprzedni, może być powodem do zadowolenia, wierz mi. Na tym polu bym nie kłamała. Więc życzę dużo weny, czasu i pomysłów <3 Ja już czekam na piąteczkę ^^

    Pozdrawiam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie genialna końcówka.
    Osobiście cały rozdział czytałam z wypiekami na twarzy.
    Naprawdę coś wspaniałego.
    Najpierw relacje Any i Aleksa.
    Wyglądają na dość zawiłe.
    Widzę również jak rozwijasz swój styl z każdym rozdziałem. To mi bardzo imponuje.
    Dojrzewasz i nie da się tego nie zauważyć.
    I jeszcze wrócę do końcówki.
    To wyznanie rodziców Any...
    Wciąż tego nie ogarniam.
    Kim są ludzie, którzy sprzedają własnych rodziców.
    Niby ją kochają ale czy na pewno?
    W końcu oddają ją wampirowi w zamian za pieniądze.
    Jak będą wyglądały dalsze ich relacje?
    Czy wampir okaże się aż takim potworem?
    Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny tekst, bardzo miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Opowiadanie świetne. Chciało się czytać i czytać. Opisy powalające, nie za długie, nie za krótkie. Historia zaczyna się rozwijać. Bardzo szkoda mi Any, która musiała dowiedzieć się prawdy od tego potwora. No, ale kto inny miał ją poinformować? Wystraszony ojciec, nieudacznik, który nie potrafi nawet zapewnić bytu swojej rodzinie? Jestem ciekawa kal potoczy się historia. Moment, w którym Alex pocałował Anę bezcenny. Cały rozdział udany dzięki tej jednej scenie. Wiem, że to może wydawać się dziwne, ale Alex to mój ulubiony bohater. Lecę do piątki, a Tobie mogę życzyć weny!!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No teraz będzie u niego! :D Nie mogę się doczekać tych rozdziałów :D A tak nawiasem mówiąc, lubię te sprzedaże kobiet XD To zawsze jakoś intryguje :D
    Też się zastanawiam, co aż tak podkusiło Anę, żeby tak oddać się Alexowi, skoro prawie go nie znała O.O Jej rodzice natomiast są strasznymi tchórzami... Zgodzili się ją sprzedać, a ojciec nawet nie miał odwagi by to jej powiedzieć. Poza tym... jaki z niego facet, skoro tak żony tylko słucha? Co za pantofel xD
    Lecę dalej :D

    OdpowiedzUsuń