poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Rozdział trzeci

Anabelle


To wszystko było bez sensu, pierwsze co przyszło mi na myśl, kiedy się obudziłam.
Całe moje życie było bez sensu. Wiedziałam, że nie powinnam tak myśleć, przecież wiele osób ma stanowczo gorzej niż ja i niektórzy woleliby się ze mną zamienić miejscami, ale ja też chciałabym się z kimś zamienić miejscem. Chociaż na kilka dni wyrwać się z tego domu, być z dala od rodziców i mieć od nich święty spokój. Miałam dziwne przeczucie, że za kilka dni moje marzenie może się faktycznie spełnić, ale to były tylko głupie przeczucia, które nic tak naprawdę nie znaczyły. Bo co się mogło stać? Pojawi się jakiś książę na białym koniu i postanowi mnie poślubić? Nie wierzyłam w bajki i głupia też nie byłam. Moje życie nie było zbyt kolorowe i interesujące, a już na pewno nie należało do bajek. 
Zeszłam z łóżka mając zamiar się ubrać. Dzisiaj miał być wyjątkowy dzień, tak twierdziła przynajmniej przez ostatnie kilka dni moja matka, która nie tyle chodziła zdenerwowana co podniecona. Starałam się wyciągnąć z niej informacje na temat tego o co dokładnie chodzi, ale zbywała mnie słowami, że wszystkiego się dowiem dzisiaj. 
Stanęłam przed lustrem, chociaż doskonale wiedziałam co, a raczej kogo zobaczę w odbiciu. Nie liczyłam na żadne zmiany. Rozpuszczone włosy, nieco pofalowane sięgały mi delikatnie za piersi, ciemne brązowe oczy uważnie jak zawsze śledziły każdy mój nawet najmniejszy ruch w lustrze, a ciało samo w sobie nie było takie złe jak mogłabym tego oczekiwać. Prychnęłam w myślach, odwracając się od lustra. Zastanawiałam się przez kilka sekund co mogłabym w sobie zmienić, ale po chwili dotarło do mnie, że jakiekolwiek zmiany nie miały sensu. Nikt by tego nie zauważył, a poza tym nie miałam też dla kogo się zmieniać. 
Nie zmieniając piżamy na ubrania zeszłam na dół. 
Widok mamy w kuchni i to na dodatek w naprawdę dobrym humorze uśmiechnęłam się blado. Zwykle miała na sobie szary strój, który tylko dodawał jej lat. Krzątała się po pomieszczeniu z kubkiem kawy w ręku,a tym razem było zupełnie inaczej. Nie poznawałam kobiety z którą spędziłam całe życie. 
Usiadłam na wysokim stołku przy kuchennej wysepce uważnie się jej przyglądając. 
Włosy miała związane w wysoki kok, a kilka kosmyków opadło jej na twarz, przez co wyglądała o wiele ładniej. 
– Świętujemy dziś coś? – zapytałam w końcu, chcąc też zwrócić na siebie uwagę kobiety. Spodziewałam się wszystkiego, od tego, że powinnam być ubrana po chłodny ton oznajmiający mi, że powinnam wrócić na górę i zejść z powrotem, kiedy będę gotowa. Jednak z całą pewnością nie spodziewałam się tego, że kobieta do mnie podejdzie i ucałuje mnie w obydwa policzki.
– Dowiesz się słońce wieczorem, dowiesz się wieczorem – odpowiedziała jedynie i delikatnie, wręcz czule pogłaskała mnie po policzku – masz się dzisiaj ładnie ubrać. Będziemy mieli bardzo wyjątkowego gościa, a nie chcę, żeby sobie o nas pomyślał źle. Poza tym będziesz gwiazdą wieczoru. Musisz być piękna.
Nie rozumiałam nic z tego co powiedziała, ale nie miałam zamiaru się kłócić. Tym bardziej po jej słowach nie miałam pojęcia kto mógłby nas odwiedzić. W końcu znajomi, którzy mnie czasem odwiedzali nie robili takiego wrażenia na mojej matce, więc to na pewno nie był nikt kogo znałam. Cóż pozostało mi tylko domyślanie się kim jest tajemniczy gość. Jednak byłam szczerze przekonana, że dopóki się nie pojawi nie będę wiedziała kim on lub ona jest. 
– Kupiłam ci nową sukienkę – oznajmiła mi po chwili – wisi u mnie w szafie, w czarnym pokrowcu. Jestem pewna, że ci przypadnie do gustu.
– Naprawdę?
I zaskoczyła mnie jeszcze bardziej. Zwykle zakupy odzieżowe nie interesowały mojej matki, a ona w sklepach pojawiała się tylko wtedy, kiedy naprawdę miała potrzebę, więc to, że cokolwiek mi kupiła znaczyło naprawdę wiele. Zsunęłam się ze stołka od razu pędząc do sypialni rodziców. Wpadłam do środka bez pukania doskonale wiedząc, że taty nie ma, a więc nie zaskoczyłabym go swoim pojawieniem się. Otworzyłam rozsuwane drzwi od szafy. Przez chwilę szukałam wzrokiem interesującego mnie pokrowca, było ich tu wiele, a większość była właśnie w ciemnych kolorach, jednak ten całkiem czarny przykuł moją uwagę. I to wystarczyło, żebym wiedziała, że właśnie w nim znajduje się sukienka dla mnie. 
Wyjęłam go i położyłam na starannie zaścielonym łóżku. Przez jakiś czas wpatrywałam się w zamek, zastanawiając czy abym na pewno powinna teraz ją oglądać czy może dopiero chwilę przed założeniem zobaczyć sukienkę. Jednak pokusa była zbyt wielka. Powoli rozsunęłam pokrowiec, a moim oczom ukazał się czarny materiał. 
Przygryzłam delikatnie wargę.
Wyciągnęłam w końcu sukienkę. Dłonią zsunęłam pokrowiec z łóżka, aby zrobić miejsce na sukienkę. Ułożyłam ją na łóżku, aby uważnie się jej przyjrzeć. Cała była wykonana z czarnego materiału. Rękaw sięgał mniej więcej do łokci, a całość kończyła się przed kolanem. Dekolt nie był duży, a właściwie prawie wcale go nie było. Odwróciłam ją na drugą stronę, a moim oczom ukazał się zupełny brak pleców. Jęknęłam cicho, teraz wcale nie byłam pewna tego czy ta sukienka będzie mi pasowała. Oczywiście była śliczna i naprawdę mi się podobała, ale nie miałam pojęcia jak będzie się ona prezentować na mnie i czy taki krój będzie odpowiedni. 
– Podoba ci się?
Drgnęłam. 
Nie mogłam przecież zawieźć mamy. Widziałam jak bardzo była dziś zadowolona, a teraz po jej twarzy widziałam jak oczekuje mojej reakcji na sukienkę. 
– Jest prześliczna, już się nie mogę doczekać, aby ją założyć – odpowiedziałam biorąc materiał do ręki. Miękki i przyjemny w dotyku. – Kupiłaś ją specjalnie na dzisiejszy wieczór?
– Owszem – odpowiedziała – musisz dziś wyglądać wyjątkowo, kochanie. A teraz idź ją przymierzyć, a ja pomyślę nad tym jaką zrobić ci do niej fryzurę.
W tej chwili poczułam się znowu jak mała dziewczynka, która zaczyna być traktowana jak księżniczka. Na mojej twarzy pojawił się szeroki, pełen zadowolenia uśmiech. Coraz bardziej zaczynałam wierzyć, że ten wieczór faktycznie może coś zmienić. Nie brałam pod uwagę żadnych konkretnych scenariuszy, bo wszystko mogło się przecież zdarzyć, ale po minie matki wiedziałam, po prostu wiedziałam, że będzie dobrze. 

Spędziłam pod prysznicem prawie godzinę.
Woda była nieco za gorąca, ale ja nie chciałam jej nawet trochę przykręcać. Pozwoliłam na to, aby ogrzała całe moje ciało. Po jakimś czasie w końcu przyzwyczaiłam się do gorącej temperatury. Do przyjścia tajemniczego gościa zostało coraz mniej czasu, a ja szczerze mówiąc byłam w proszku. Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni się czymś tak ekscytowałam. W końcu zdecydowałam się wyjść spod prysznica. W myślach wciąż miałam sukienkę, która czekała na mnie w pokoju. Miałam już ją na sobie wcześniej, ale tylko przez krótką chwilę, więc nie mogłam stwierdzić czy faktycznie się dobrze w niej czuję. Sięgnęłam po duży ręcznik, którym się owinęłam. Podeszłam do lusterka nad umywalką i przesunęłam po nim dłonią, aby zetrzeć parę. Sięgnęłam po drugi ręcznik, żeby wytrzeć nim chociaż trochę włosy. Owinęłam je nim, robiąc na głowie turban. Po chwili go zdjęłam, żeby rozczesać i wysuszyć włosy. Chciałam wyjść z łazienki prawie gotowa do ubrania, a poza tym nie miałam czasu na to, aby się ociągać. 
Jak w końcu uporałam się z wysuszeniem włosów zadowolona wróciłam do pokoju. 
Wszystko było na swoim miejscu tak jak zostawiłam je wychodząc z niego. Opuściłam ręcznik na podłogę. Założyłam jedynie dół od bielizny, gdyż odkryte plecy sukienki nie pozwalały mi na to, abym założyła stanik. Oczywiście mogłam to zrobić, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że nie wyglądałoby to estetycznie, więc wolałam to zostawić. Ubrana w sukienkę podeszłam do lustra, żeby się przyjrzeć samej sobie. Czarne szpilki wolały o to, abym w końcu je ubrała. 
Nie przepadałam za ocenianiem samej siebie, właściwie nigdy tego nie robiłam, ale tym razem było inaczej. Widziałam w odbiciu lustra młodą, piękną kobietę, która spoglądała na mnie wręcz w figlarny sposób. Dawno nie widziałam u siebie takiego uśmiechu. Wieczór też był wyjątkowy, więc miałam się też z czego cieszyć. Co prawda najbardziej mnie cieszyło to, że ktoś przyjdzie. Będę mogła z kimś innym porozmawiać niż moi rodzice. To było tego wieczoru najważniejsze. 
Przeczesałam parę razy włosy palcami starając się jakoś doprowadzić je do porządku. Delikatnie się pofalowały, czego szczerze nienawidziłam i jak tylko miałam okazję prostowałam włosy. Nie wyglądałam może w nich źle, ale tak się czułam. Westchnęłam zirytowana i usiadłam przed toaletką, aby je wyprostować i nałożyć później delikatny makijaż. 
Nie zauważyłam w którym momencie do pokoju weszła Martha. Dopiero, kiedy kobieta stanęła za mną zdałam sobie sprawę z jej obecności. Niby powinnam wiedzieć, że mama do mnie jeszcze zajrzy, ale nie myślałam, że to stanie się teraz. Zerknęłam szybko na telefon, aby sprawdzić godzinę. Było chwilę po piątej, a do pory kolacyjnej było jeszcze całkiem sporo czasu, więc nie musiałam się przejmować tym, że gość pojawi się nagle, a ja będę w rozsypce. 
Poczułam zaciskające się na moich ramionach długie palce kobiety. Nie powiedziałam nic, kiedy wbiła w ciało swoje paznokcie. Dostrzegłam, że wpatruje się we mnie w odbiciu lustra. W spojrzeniu mojej rodzicielki było coś co mnie zaniepokoiło. Jęknęłam cicho, kiedy zaciskające się palce zaczęły mi przeszkadzać, ale mimo wszystko nie puściła mojego ramienia. 
– Będziesz dziś lśnić – powiedziała, rozluźniając uścisk. Poczułam ulgę, kiedy jej paznokcie nie drażniły już mojej skóry. – Zejdę na dół, a ty się szykuj. Niedługo już będą, musisz być gotowa.
Nie wiem ile razy dziś już słyszałam to zdanie, ale wiedziałam, że nie mogę jej zawieźć. Odprowadziłam ją wzrokiem do drzwi, a kiedy zniknęła jeszcze przez kilka sekund się w nie wpatrywałam, jakby za chwilę miała się tutaj wrócić i oznajmić mi coś niezwykle ważnego. 
Minęło kilka długich minut zanim zdecydowałam się wstać ze swojego miejsca, aby ubrać w końcu te nieszczęsne szpilki. Nigdy nie przepadałam za tym, aby w nich chodzić, ale dzisiejszego wieczoru miałam zrobić wyjątek. Wsunęłam je na stopy, od razu robiąc się o kilkanaście centymetrów wyższa. 
Słysząc samochód za oknem przez moje ciało przebiegł dreszcz. To nie było możliwe, aby już przyjechał. Było przecież stanowczo zbyt wcześnie! Podeszłam do okna, aby dyskretnie się przyjrzeć kto przyjechał. Przygryzłam wargę, obserwując uważnie nieznane mi auto. Zaraz obok niego stało zaparkowane auto mojego ojca. Byłam coraz bardziej podekscytowana. Odsunęłam dyskretnie zasłonkę, a kiedy moim oczom ukazał się nieznajomy z Banku Krwi zaczerpnęłam głośno powietrza. 
I wtedy podniósł głowę, a ja już wiedziałam, że mnie zauważył. 

Alexander

– No wreszcie.
Słysząc po raz kolejny tego ranka ten upierdliwy głos dziewczyny zamknął oczy, ledwo powstrzymując się przed warknięciem na wampirzycę. Naprawdę nie rozumiał dlaczego jeszcze pozwalał jej przebywać w swoim towarzystwie. Irytowała go od ponad dwustu lat, a mimo to nigdy nie zrobił jej krzywdy. To chyba się nazywał sentyment do starych rzeczy, które czasem jeszcze można było wykorzystać. Podniósł się z łóżka ignorując dziewczynę.
Podszedł do fotela, a z jego oparcia podniósł czarną koszulę, którą na siebie założył.
Zauważył, że blondynka nie spuszcza z niego wzroku.
– Mógłbyś być milszy, albo chociaż udawać, że się cieszysz z mojego pobytu tutaj – odparła, położyła się na brzuchu, jednocześnie odsłaniając swoje ciało. Alexander przewrócił oczami. Tym razem widok jasnowłosej nie zrobił na nim żadnego wrażenia, a raczej nie takiej reakcji po nim oczekiwała. Mówiła coś jeszcze, tak jak zwykle, kiedy zaczynał ją ignorować.
Zirytowany podszedł do niej i oparł dłonie na materacu nachylając się nad nią.
– Florence – zaczął, a jej imię wymówił wyjątkowo czule – zamknij się wreszcie.
Znowu był w sytuacji, kiedy zastanawiał się dlaczego pozwalał jej wciąż oddychać. Wiedział jednak, że gdyby zrobił krzywdę dziewczynie dostałby długi i niezwykle męczący wykład od swojego przyjaciela na temat tego, że powinien być bardziej... ludzki. Wszyscy, którzy Alexa chociaż trochę znali doskonale wiedzieli, że chociażby udawanie, że jest się człowiekiem nigdy nie było dla niego. Nie chciał się dostosowywać do tych wszystkich zasad nadanych przez ludzi. Teraz światem rządziły wampiry, wreszcie istoty ciemności mogły robić to co przez ostatnie stulecia było im całkiem zakazane.
Devile należał do tej części wampirów, która tylko z niecierpliwością czekała, aż będzie mogła tak naprawdę pokazać na co go stać.
– Stanie ci się krzywda jak będziesz miły? – mruknęła, wcale nie zastanawiając się nad tym w jaki sposób się zwraca do wampira. Była przyzwyczajona do tego, że miała u niego taryfę ulgową ze względu na to co ich łączyło.
– Z chęcią bym się tobą zajął, ale nie mam teraz czasu na to, aby oddać się przyjemności – odpowiedział spokojnie i wzruszył ramionami kończąc ubieranie – lepiej, żeby cię tutaj nie było, kiedy wrócę, bo zajmiesz miejsce Betty.
Blondynka przełknęła ślinę wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami. Najwyraźniej i jej czas się skończył. Ryzykować nie miała najmniejszego zamiaru, wolała jeszcze przeżyć kilka stuleci, a nie zginąć z ręki... cóż przyjaciela.
Relacje z tym mężczyzną zawsze były skomplikowane. Lepiej było trzymać się na dystans i nie podpadać mężczyźnie, który bądź co bądź był gotowy posunąć się do wszystkiego, a Florence przez te wszystkie lata zdążyła się przekonać, że Devile nie cofnie się przed niczym.
Dopinając koszulę zszedł na dół.
Jak zwykle każdego ranka w salonie czekała na niego ta drobna dziewczyna z woreczkiem krwi w ręku. Z początku był źle nastawiony do tego, aby mieć w domu kogokolwiek poza samym sobą, ale dopiero po czasie odkrył, że dziewczyna może mu służyć na wiele sposobów i jej pobyt tutaj dla niej okazał się całkiem zgubny, a dla Alexandra była to po prostu kolejna rozrywka.
Skinął głową na dziewczynę, aby udała się za nim. Usiadł na kanapie, czekając na to, aż dziewczyna wszystko mu przygotuje. Nie mógł się już doczekać wieczoru, kiedy wreszcie w pełnym tego słowa znaczeniu stanie się właścicielem Anabelle. Jeszcze nie wiedział co takiego w sobie miała ta dziewczyna, ale nie potrafił przestać o niej myśleć. Zadowolona na pewno nie będzie, kiedy dowie się w jakiej sprawie tak naprawdę się spotykają. To było zadziwiające do czego mogą się posunąć osoby, które podobno cię kochają, jeśli w grę wchodzi duża suma pieniędzy.
– Proszę – odezwała się nieśmiało dziewczyna podając mu szklankę wypełnioną krwią. Zabrał ją od niej, nie obdarzając jej nawet krótkim spojrzeniem. Dziewczyna drgnęła lekko.
– Możesz odejść – machnął ręką. Teraz naprawdę nie miał czasu na to, aby się zastanawiać nad nią czy nad Florence, która wciąż zalegała w jego sypialni najpewniej myśląc, że jeszcze do niej wróci.

Nie spieszył się z przygotowaniem do wyjścia. Wiedział, że ma czas, a poza tym zarówno ojciec dziewczyny jak i jej matką będą na niego czekać. Wszystko zależało od niego, a Alexander nie miał dziś zamiaru się z niczym spieszyć. Szykował się na spokojnie, zupełnie nie zwracając uwagi na czas. W końcu gotowy, w czarnym, dopasowanym garniturze zdecydował się pojechać. Równie dobrze mógł wyjść jeszcze później, ale nie widział sensu w tym, aby opóźniać swoje przybycie.
Upewnił się jeszcze, że w srebrnej walizce znajduje się odpowiednia ilość pieniędzy, którą miał przeznaczyć za Anabelle. Wsiadając do samochodu ułożył walizkę na siedzeniu pasażera i ruszył.
Droga nie zajęła mu zbyt wiele czasu, czego też nie oczekiwał. Był nieco zdziwiony, kiedy chwilę przed nim przyjechał Peter. Sądził, że dzisiejszy wieczór, ostatni, spędzi w towarzystwie córki, a ten najwyraźniej jej unikał. Cóż Alex nie miał najmniejszego zamiaru wnikać w to co mężczyzna robił. Wysiadł z auta.
– A więc to dziś – odezwał się Casella, skinął głową też na przywitanie – zapraszam, moja żona już czeka.
– Tylko pańska żona? – zapytał, marszcząc brwi – myślałem, że zarówno pan się chce pozbyć swojej córki dla pieniędzy, a nie tylko Martha.
– Ma pan rację, przepraszam – poprawił się szybko. Po minie głowy rodziny wiedział, że to będzie jeden z cięższych wieczorów w jego życiu. Devile wręcz nie mógł się doczekać tego, aby go obserwować podczas jedno z małżonków uświadomi tą niewinną dziewczynę, że właśnie stała się obiektem, który został sprzedany za dość sporą kwotę. – Zapraszam do środka, przy kolacji będziemy mogli omówić wszystkie szczegóły.
Alexander miał już zamiar iść za nim, kiedy usłyszał przyspieszone bicie serca. Rozejrzał się dookoła, w pierwszej chwili myśląc, że to Peter jednak się pomylił. Podniósł głowę, jego oczom ukazała się w połowie schowana za firanką brunetka. Już niedługo i będziesz tylko moja, pomyślał. Cieszył się jak dziecko, chociaż tego nie okazywał.
Zaśmiał się krótko, kiedy dziewczyna speszona schowała się całkiem.
Wszedł do środka domu za mężczyzną. Słyszał kroki zbliżające się do nich, a po chwili w przedpokoju pojawiła się Martha Casella. Mógł się spodziewać tego, że ta kobieta będzie pierwsza do tego, aby wyciągnąć łapska w stronę zawartości walizki, którą Alexander miał ze sobą.
– Cieszę się, że jednak pan się zdecydował pojawić – powiedziała szczerze. Wyciągnęła dłoń w jego stronę. – Dobrze znowu pana widzieć, zaraz na dół zejdzie nasza córka. Jeszcze się zapewne szykuje.
– Niech się nie spieszy – odparł – mamy sporo czasu i będziemy mogli na spokojnie porozmawiać, a państwo się będą mogli zastanowić jak przekazać córce wspaniałą nowinę.
Przeszli do jadalni, gdzie wszystko było już przygotowane. Może gdyby był człowiekiem zapachy spowodowane potrawami wywarłby na nim jakiekolwiek wrażenie, jednak teraz wcale tak nie było. Owszem, może i zjadanie ludzkich posiłków mu nie szkodziło, ale za to nie smakowało tak jak dawniej. Teraz jego kubki smakowe były przyzwyczajone jedynie do krwi. Zawsze mógł o nią poprosić gospodarzy, ale nie sądził, aby którekolwiek paliło się do tego, aby otwierać sobie specjalnie dla niego żyły. Chociaż, gdyby może trochę się wysilił i ładnie poprosił to sami chcieliby go poczęstować?
Dyskretnie rozglądał się dookoła.
Dom nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Cóż widać było po nim, że mają, a raczej mieli pieniądze, ale nic poza tym. Był przyzwyczajony do wszelkiego rodzaju luksusu, a ten dom wiele mu zaoferować nie mógł. Wyprostował się na krześle słysząc kroki w stronę jadalni. Kiedy do środka weszła ciemnowłosa, na jego twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. Teraz wyglądała zdecydowanie lepiej niż wtedy w Banku Krwi, chociaż wciąż w pewien sposób jej uroda go zachwycała.
– Dobry wieczór – przywitała się, siląc się na lekki uśmiech – jestem Anabelle, chociaż pan mnie już zna.
– Faktycznie – odparł, podnosząc się ze swojego miejsca – wybacz mi tamten dzień. Powinienem się przedstawić. Alexander Devile.
Podszedł do niej, ani na moment nie odrywając wzroku od dziewczyny. Wyciągnął dłoń w jej stronę, a kiedy ją ujęła, nieco niepewnie schylił się i musnął wargami wierzch dłoni brunetki.
– Proszę, mów mi Alexander.
Spojrzał jej prosto w oczy i już wiedział, że jest jego.

Cześć! Pierwotna wersja rozdziału, a właściwie perspektywa Alexa była o wiele lepsza. Jednak złośliwość rzeczy martwych sprawiła, że jej nie mam. Nie będę narzekała, bo czuję, że znajdzie się kilka osób, które będą gotowe rzucać się na mnie z łopatami za to, że tak gadam. Ślicznie dziękuję Nessie za podesłanie piosenki do rozdziału. Mam nadzieję, że rozdział się wam podobał i nie zepsułam niczego. 
A jeszcze tak dodam od siebie - przecinki lubią się u mnie pojawiać w niechcianych miejscach, powtórzeń staram się unikać, ale wiadomo, że wyłapanie błędów w swoim tekście jest trudne i za wszelkie uwagi co mogę poprawić serdecznie wam dziękuję! Ach, akapity... Tu sprawa trochę skomplikowana, ale coś się wymyśli! 
W takim razie do następnego rozdziału! =) 
Edit: Akapity są, ale niestety brzydko pominęły perspektywę Alexa, ale już nie wnikajmy. c: I znowu wieeeelkie podziękowania lecą do Nessy! Już potrójne. c: :* <3

14 komentarzy:

  1. O Boże najukochańszy! Ten gif *_______*
    Jeszcze dziś pojawi się komentarz! Tyle czekałam, tyle poganiałam... Teraz nie ma to czy tamto :D

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowe buziaki za to, że piszę komentarz z takim poślizgiem! Nie wiem czemu, ale zawsze, kiedy dodajesz rozdział, mnie pieprzy się internet...
      GIF *____* Tak, nadal się nim jaram. A, no i jeszcze Alexem w garniturze, ale to pewnie przez te wszystkie obrazki, które w weekend tak namiętnie mi podsyłałaś ;_: (Ale za to jakie sny miałam piękne! :p)
      Ani mi się waż mówić, że ten rozdział jest gorszy od tego, który niefortunnie utraciłaś! Miałaś ich nie porównywać, tak? Przestań się zadręczać, serio. Ten nie wyszedł tak źle, jak to zapowiadałaś ;)
      Lubię twoje opisy. Są napisane prostym, lekkim jeżykiem, który czyta się z przyjemnością. Jako zagorzały pol-biol będę marudzić na brak przecinków, ale i mnie się to zdarza, także spokojnie c: A i bez akapitów nie czytało mi się jakoś szczególnie tragicznie, także mnie to bez różnicy czy one są, czy ich nie ma, czy może pominęły perspektywę Alexa c: (Chociaż nie rozumiem, jak KTOKOLWIEK CZY COKOLWIEK mogło go pominąć!)
      Mamuśka taka wesolutka, bo pozbywa się brzemienia. Urodziła dziecko, odchowała, a teraz za to wszystko jej zapłacą. Takie 500+ w wampirycznej wersji :'D
      Ostatnio na osiemnastkę chciałam nabyć sukienkę podobną do tej, co miała Ana, ale że z przodu u mnie nie za wiele, taka opcja odpadała XD Ale Ana musiała w niej cudnie wyglądać :>
      No i perspektywa Alexandra... Uwielbiłabym je nawet gdyby zawierałyby się w kilku, żołnierskich słowach. Nie wiem co, ale ten facet ma coś w sobie. I tu nawet nie chodzi o wizerunek Iana. Po prostu... No nie wiem, lubię bad assów, to pewnie to :D
      Ostatnie zdanie... No ja mam dreszcze! Tak marudziłaś, tak szlochałaś... A tu tak naprawdę wystarczyłoby to jedno zdanie. Jedno jest pewne - łowy już się zaczęły.
      Cierpliwie czekam na ciąg dalszy! Bez względu na to, ile miałoby mi to zająć. Ta historia jest tego całkowicie warta c:
      Nessa... Eh, co my byśmy bez niej zrobiły, nie? :D Wielka łopata dla naszego doradcy (Już pamiętam, jak się nazywa ta nieostra część noża! XDD) i prywatnej wyszukiwarki coraz to piękniejszych perełek w czeluściach yt :*
      Nie mogę się doczekać tego rozdziału, w którym Alex zabierze Anę do siebie *-* (Ale ze mnie niewyżyta sadystka, co?)
      Ściskam mocno i weny życzę! :**

      Klaudia99

      Usuń
  2. Moje <3 Za piosenkę liczy się podwójnie (plus Frozen z orkiestrą ^^)! xDD

    Nessa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :3
      No i po co tyle razy powtarzałaś mój nick? Już dziękowałaś, wystarczy. A tu taka niespodzianka na koniec C: Nie sądziłam, że piosenka aż do tego stopnia się spodoba, a tu jednak… A może jednak Money, money, money? ^^
      Matka Any niezmiennie podnosi mi ciśnienie. Naprawdę, nigdy nie zrozumiem tej pogodni za pieniądzem, a już na pewno nie tego, że ktoś może z taką radością wypatrywać momentu sprzedania córki. Brr, nie – ja nawet nie chcę tego rozumieć, zresztą tak jak i sposobu myślenia matki, która z założenia powinna kochać i wspierać swoje dziecko. No ale w przypadku Marthy ważniejsze okazały się pieniądze.
      Biedna Anabelle,nie zdaje sobie prawy z tego, co tak naprawdę oznacza ta kolacja. Jest traktowana jak rzecz – przedmiot, który należy ładnie przyozdobić, by spodobał się nowemu właścicielowi. Nowa sukienka, buty, makijaż i ładna fryzura… Pokazówka, by przypadła Alexandrowi do gustu i ten nie rozmyślił się co do ceny oraz samego kupna. Boże, to nawet brzmi okropnie.
      Perspektywa Alexa może i Ci uciekła (znam ten ból, tak jak i przekonanie, że pierwsza jest najlepsza ;-;), ale odtworzyłaś ją i wyszło cudownie. Wiesz, że ja go uwielbiam, nie? I to pomimo wielu rzeczy, które… No, wiadomo c: Ten facet jest przerażający i cudowny zarazem. Czytam jak traktuje Florence albo swoją służkę, no i jestem pod wrażeniem, bo bardzo dobrze oddałaś ten jego charakter. Znęca się nad wszystkimi, łącznie z ojcem Any, nie musząc się nawet wysilać, by sprawić ból. Wystarczy tak niewinne przypomnienie o tym, że rodzice chcą sprzedać dziecko; na każdym zrobiłoby to wrażenie, ale ta dwójka… Ech, ta ich miłość do pieniądza jest gorsza niż Alex kiedykolwiek mógłby być – bo on jest wampirem, a oni ludźmi wyzutymi z człowieczeństwa.
      Ana jest oczarowana Alexem, chociaż to szybko minie, kiedy przekona się, jaki jest cel wizyty pana Devile. Ale nie ma co dziewczyny winić, każda byłaby oczarowana. Ogólnie to panie lubią Alexanda (ach te dziewczyny xD), chociaż zauroczenie w kimś takim może być zgubne. Wkrótce nie będzie tak kolorowo, zresztą… Ech, nic dziwnego, że regularnie chcesz mnie zabić za kończenie w takich momentach. Teraz mam ochotę na to samo, bo robi się coraz ciekawiej, a tu trzeba czekać x.x Ale poczekam, bo warto C:
      Weny, czasu, pomocniejszego Worda, który nie zjada perspektyw (zwłaszcza Alexa!) c:

      Nessa.

      Usuń
  3. Nie mogę doczekać się rozwoju wydarzeń <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja rozpisywała się aż tak nie będę bo mi wystarczy powiedzieć, że bardzo mi się rozdział podobał :D Są konkrety, nie ma obwijania w bawełnę, mieszania, czytało się miło i przyjemnie :D Życzę duuuuuużo weny :D <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdzial cudowny!
    Nie moge zrozumiec tegon calego zachowania jej mamy...nie chcialam bym miec takiej rodzicielki.
    Czekam na nastepny :D
    Pozdrawiam , duzo weny! :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się relacja Aleksa i Annabelle.
    Wampir jest niezwykle pewny siebie, ale w sumie nic dziwnego.
    Wie iż będzie należeć do niego mimo wszystko.
    Jestem osobiście ciekawa jej reakcji gdy pozna prawdę o motywach mężczyzny.
    Mimo wszystko że jest arogancki, wredny i apodyktyczny lubię go.
    Nie wiem co ten typ facetów ma w sobie,ale ten zdecydowanie ma.
    Rety chciałabym pisac jak Ty, ale widzę jak wiele mi brakuje mimo lat praktyki.
    Naprawdę polubiłam tę historię.
    Wiem powtarzam się, ale jest inna niż wszystko co czytałam do tej pory.
    Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej!
    W końcu jestem, trochę później niż miałam w planach, ale jestem! Wybaczysz, prawda?
    Anabelle jeszcze zapragnie wrócić do dawnego życia, bo jeszcze nie wie, co ją czeka. I nie wiem czy stwierdzi, że inni mają gorzej niż ona. I wcale się nie dziwię, że jej matka chodzi podniecona. W końcu dostanie to, czego chciała. Pieniądze. Co z tego, że odda własną córkę? Będzie bogata! Przecież to jesy ważniejsze. Uch... Zrobiłabym jej poważną krzywdę.
    "- Świętujemy dziś coś?
    - Tak, córeczko. Okazałaś się przydatna. Dostanę mnóstwo kasy, bo sprzedałam Cię wampirowi i wcale Cię nie kocham. Zacznij się pakować."
    Musiałam :D Ale mamusia taka milutka, cała w skowronkach, bo pieniążki będą. Taka kochana! Nawet sukienkę kupiła. A biedna Ana jest szczęśliwa zmianą matki, która chodzi uśmiechnięta i nie wydaje jej rozkazów. Cóż, przekona się niedługo, że jej matka jest... Potworem, to za mało powiedziane. No kto by jej nie skręcił karku? Czy tylko ja mam takie sadystyczne myśli? XD
    Biedna i naiwna Ana. Spodziewa się fantastycznego wieczoru. Owszem, będzie fantastyczny, ale nie dla niej, lecz dla jej rodziców. Bo dla kogo byłoby wspaniałą myślą dowiedzieć się, że zostało się sprzedanym przez własnych rodziców?
    Cały rozdział mi się podoba. To, jaką treść zawiera i jak wszystko zostało opisane. A do tego perspektywa Alexa... *.* Mam tylko jedno ale, co do całości. Za krótko! Zdecydowanie. Ja chcę więcej! I to mam nadzieję, że szybko nastąpi ^^ Proszę?

    Pozdrawiam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście, coś z tymi akapitami jest nie halo.
    Wreszcie się zebrałam i przeczytałam. W sensie ogarnęłam sobie swój wewnętrzny nastrój, usiadłam wygodnie i pozałatwiałam większość innych spraw. :)
    Rozdział podobał mi się. Choć chyba zgodzisz się, że nie działo sie w nim nic specjalnego. Taka przejściówka. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że matka Anabelle jest taka... dwulicowa. Zirytowała mnie troszkę.
    Widzę, że dodałaś czwóreczkę! Lecę tam.

    OdpowiedzUsuń
  9. W poprzednim rozdziale było coś takiego jak "Hm" co mi się bardziej kojarzy z narracją pierwszoosobową niż z trzecią.
    Ten rozdział skojarzył mi się ze starymi romansami, bo Marta zachowywała się tak jakby chciała córkę wydać dobrze za mąż i przygotowywała ją na pierwsze spotkanie z potencjalnym kandydatem, z tą różnicą, że zamiast wręczyć przyszłemu zięciowi posag, ona zdecydowała się wziąć od wampira pieniądze za swoją jedynaczkę. Momenty przygotowań i gadka, były jednak zbliżone do siebie.
    Podoba mi się niewinność Any, jej nieświadomość, bo to jest takie zabawne, jak się na to patrzy pryzmatem większej wiedzy niż główna bohaterka i czyta jej "chciałabym się od nich uwolnić", "zaznać innego życia". Obawiam się jednak, że gdy się uwolni od rodziców i zazna innego życia, to zapragnie wrócić do tego poprzedniego, a wtedy może być na to już za późno.
    Sam Alex.. czekam na rozwinięcie jego wątku, szczególnie przeszłości, bo chyba musi być jakiś powód, przez który jest taki, a nie inny, prawda?

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Opowiadanie świetne. Bardzo dobrze mi się je czytało. Fabuła powalająca. Alexander wydaje się być fajnym człowiekiem, a raczej wampirem. Umie się ustawić, a ja to cenię! Ana dalej nieświadoma swojego losy, który zaplanowali jej rodzice. Jak dla mnie oni są chorzy. Alexowi sprawia przyjemność poniżanie ojca dziewczyny. Wcale nie jest mi go szkoda, jak chce sprzedać córkę to niech teraz ma! Marta jak dla mnie jest okropna. Nieźle ujęłaś te jej ręce skierowane do walizki z pieniędzmi. Alexander Devile. Przez całe opowiadane myślałam, że to dwie osoby. Jedna to Alexander, a druga – Devile. xD Masz Ci los. Na koniec rozdziału dopiero się dowiaduję, że to imię i nazwisko głównego bohatera. Jak wspomniałam wcześniej rozdział ciekawy, czytałam go z przyjemnością. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Znów wydawało mi się ze to czytałam. I chyba następny rozdział również o.o czyżbym nie skomentowała?
    Trochę to przykre ze Ana dalej o niczym nie ma pojęcia a matka juz zaciera ręce żeby przeliczyć kasę. To okropnie brzmi. Bardziej sadystycznie niż obdzieranie ze skóry xd poza tym... co im te pieniądze dadzą? Pomogą rozwinąć od nowa firmę ojca? Czy tak po prostu będą ją sobie wydawać aż się skończy?
    Lecę dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten smutny moment, gdy my wiemy, co czeka główną bohaterkę, ale ona nie i stara się, by najlepiej wypaść, jest nawet podekscytowana :(
    Jestem pewna, że matka Anabelle jej nie kocha, tymczasem dziewczyna zrobi wszystko, by ją zadowolić.
    Trochę jednak się doczepię, ponieważ, gdy czytam teraz o tej rodzicielce, to mam wrażenie, że jest zupełnie inną osobą niż była w pierwszym rozdziale. Nadal nie rozumiem, po co ta szopka z wychodzeniem z domu.
    Pozdrawiam, Danny

    OdpowiedzUsuń