czwartek, 28 lipca 2016

Rozdział ósmy

Betty

Nie było trudno zapomnieć o tych wszystkich rzeczach, które wydarzyły się w czasie jej pobytu tutaj. Była w posiadłości Devila prawie całe swoje życie, a prawdę mówiąc nie potrafiła powiedzieć ile czasu już tutaj jest. Ani ile ona sama ma tak naprawdę lat. Czasem, kiedy udawało się jej zerknąć w lustro, próbowała określić na ile lat wygląda. Była młoda, w przeciwieństwie do Alexandra, który wyglądał na przynajmniej dwadzieścia osiem lat. Takie odnosiła przynajmniej wrażenie. Nie chodziło o to, że mężczyzna wygląda staro. Wręcz przeciwnie, jednak ona w porównaniu do niego była niczym dziecko. On wysoki, dobrze umięśniony, przystojny. A ona? Ona była niska, miała za dużo ciała, pulchna twarzyczka... Cóż na pewno nieco przesadziła, ale nie należała do osób, które są idealnie płaskie, a w biuście są obdarzone niczym jakieś boginie. Była... zwyczajna. Zresztą to jak wyglądało nie miało żadnego znaczenia. I tak nikt się jej nie przyglądał, a skoro Alexander zwracał na nią uwagę... Może to znaczyło, że jednak natura obdarzyła ją urodą?
 Od dłuższego czasu wiedziała, że coś się święci, a do rezydencji przyjedzie ktoś jeszcze... Kolejną ofiarą wampira miała być tym razem ludzka dziewczyna. Na samą myśl o tym wszystkim, co się mogło jej tu stać, zaczynała jej współczuć, ale z drugiej strony, czuła ulgę. Może dzięki temu, chociaż trochę rzeczy spadnie z jej barków. Miała tutaj ciężkie życie. Nigdy tego nie ukrywała, a już dawno nauczyła się tego, aby nie brać na poważnie lepszych dni Alexandra. One nie miały znaczenia, w porównaniu z tymi wszystkimi dniami, kiedy była traktowana, jakby jej życie nie znaczyło nic. Takie dni były najgorsze. Uniesiona ręka, niebezpieczny błysk w tych niepokojąco pięknych oczach, wystawione kły... Wiele mogła znieść, ale niektórych rzeczy... Pewnych rzeczy, które się wydarzyły, nie można było wybaczyć. I ona już o tym wiedziała. Jeśliby mogła przestrzegłaby biedną dziewczynę o tym, ale wiedziała, że jeśli tylko odezwie się słowem może skończyć znacznie gorzej niż ona.
Posiadłość była ogromna, a pokoi również było wiele. To jednak nie znaczyło, że miała swój własny, ładnie urządzony pokoik. Jeśli zdarzały się dni, że mogła faktycznie położyć się w najprawdziwszym łóżku, była za to wdzięczna i korzystała z tej drobnej chwili przyjemności. Betty nie była taka, jak wampiry. Odczuwała chłód i wszystkie inne ludzkie niedogodności, ale również musiała odżywiać się co jakiś czas świeżą krwią, aby przeżyć następny dzień. Bardzo często pozwalał jej usychać z pragnienia i dopiero w ostatnim momencie moczył jej spierzchnięte usta kilkoma kroplami krwi, które ratowały jej życie. Nienawidziła tych zabaw. Nienawidziła też Alexandra i wiedziała, że w jej wypadku śmierć jest wybawieniem. Jednak wampir dbał o to, aby nie była w stanie sobie zrobić krzywdy.
W tej chwili niczego bardziej nie pragnęła jak obciągnąć bardziej na brzuch niebieski sweterek, który na sobie miała. Był on za krótki, ale jednocześnie był jedyną rzeczą, która nie była porwana czy tak mała, że założenie jej sprawiłoby jej jakiekolwiek problemy.
Było tu zimno, a poza słabym światłem, które wpuszczał do środka księżyc, poprzez małe okienko w kształcie półokręgu, wypełnione kratami, które miały uniemożliwić jej ucieczkę. Nawet gdyby chciała, nie mogłaby uciec. Okienko było zbyt małe, a ona zbyt pulchna, aby się przecisnąć. A co ważniejsze, jej kwatera znajdowała się dość wysoko i upadek z takiej wysokości mógł źle się dla niej skończyć. Posiadała zdolności wampira, więc raczej nie powinno być problemu z tym, aby uciekła. Problem leżał w tym, że przez całe swoje życie była uczona słuchać się swojego właściciela, a każde nieposłuszeństwo było surowo karane. Czasem, dawniej nawet parę razy do roku, kiedy przyjeżdżał Anthony, mogła odetchnąć. Nie pozwalał jej krzywdzić. Zdarzało się też, że wampir się nią zajmował i okazywał uczucia, których nie była w stanie nazwać. Teraz było jednak inaczej i nie mogła nic z tym zrobić. Żyła słabą nadzieja na to, że może wampir postanowi ją uwolnić, ale nic podobnego nie miało miejsca. Wiedziała, że spędzi tu resztę swojego życia, jak nie wieczność. Prawie każdego dnia marzyła o tym, aby mężczyzna ją zabił. Zapewne nawet gdyby dostała szansę na to, aby zacząć nowe życie z dala od niego, nie byłaby w stanie się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Została przyzwyczajona do wykonywania rozkazów, zaspokojenia potrzeb swojego pana. Do bycia nikim. Sama nie byłaby w stanie przeżyć.
Nie dałabyś sobie rady, pomyślała. Jesteś jedynie słabą pół-wampirzycą, która nic nie umie. Zdechłabyś tam bez niego. Tylko on ci zapewni przeżycie.
Podświadomie wiedziała, że to są tylko kłamstwa, które zostały jej wpojone do umysłu wiele lat temu. I przy wielkich chęciach nie była się w stanie ich pozbyć. Musiała wierzyć, że to jest prawda, a Alexander jest jedynym, który potrafi dać jej kolejny dzień życia.
Bawił się w Boga. Decydując się kto może żyć, a kto umrze. A może faktycznie nim był? Nie potrafiła określić, kim jest ten mężczyzna. Mimo, że spędziła z nim tak wiele czasu, nie potrafiła nic o nim powiedzieć. Był niebezpieczny, lubił chore gry, które miały sens tylko dla niego, krzywdzenie sprawiało mu dziwną satysfakcję. Ile razy już przez takie coś przechodziła? Nie potrafiła nawet zliczyć, a jeśli za każdą krzywdę, którą jej wyrządził mężczyzna, robiłaby kreskę na marmurowej, chłodnej ścianie, zabrakłoby jej miejsca. Zarówno podłoga jak i sufit również byłyby wypełnione kreskami. Betty mogła wierzyć, że mężczyzna się zmieni, ale to były puste marzenia. Takie, które nigdy miałyby się nie spełnić.
– Prędzej ziemia się zapadnie, niż on stanie się dobry – wymamrotała pod nosem. Wypowiedzenie tych słów dużo ją kosztowało. Gdyby ją usłyszał, źle mogło się dla niej skończyć, ale wiedziała, że w tej chwili jest zajęty swoją nową zabawką. Jak na razie siedzieli w salonie, nie działo się nic niepokojącego. Być może ona faktycznie nie będzie robiła za jego przedmiot? Bała się, że dziewczyna mogła stać się takim samym potworem, jak on. Tego by chyba nie przeżyła, gdyby pojawił się ktoś równie okrutny jak Alexander.
Delikatnie uniosła ręce do góry, aby trochę rozruszać zdrętwiałe mięśnie. Prawdę mówiąc nie była pewna ile czasu spędziła przypięta metalowymi łańcuchami do ściany. Wżynały się jej w skórę, raniąc ją. Czuła świeżą krew spływającą po przedramieniu. Zbyt mocno była do nich przykuta, a każdy najmniejszy ruch sprawiał jej ogromny ból. Musiała się jednak co jakiś czas poruszyć, aby całkiem nie zdrętwieć. I mimo ogromnego bólu, który odczuwała, co jakiś czas to robiła. Niby nie powinno na niej zrobić wrażenia to, że jest w taki sposób traktowana. Jednak organizm blondynki był na skraju wyczerpania. Już od wielu lat był na wykończeniu. Betty cicho jęknęła z bólu i na tyle, na ile pozwoliło jej własne ciało, pociągnęła się wyżej. Wbiła pięty w podłogę i sprawnie się od niej odepchnęła. Z początku łańcuchy, którymi owinięte były jej nadgarstki, boleśnie wżynały się w jej skórę. Poleciało sporo świeżej krwi. Jednak ta pozycja była znacznie wygodniejsza i, cholera, nawet jak bolało, musiała się poświęcić. W innym wypadku mogła się całkiem zsunąć, a siła z którą by spadła, mogłaby spowodować oderwanie nadgarstków. Tego chciała uniknąć. Parę razy próbowała, kiedy naprawdę tego potrzebowała, napić się swojej własnej krwi. Ręce były jednak oddalone tak od jej twarzy, aby nie była w stanie dosięgnąć. Co prawda jej krew raczej nie przyniosłaby jakiegoś pożytku, ale z całą pewnością mogłaby trochę skorzystać na tym. Słyszała parę razy, że wampiry czy nawet pół-wampiry, które próbowały swojej krwi, dostawały świra. Może gdyby zwariowała, Alexander nie chciałby jej dłużej u siebie trzymać? Zapewne przejrzałby jej plany, zanim ona sama zdążyłaby o nich pomyśleć. Zresztą bała się próbować. Gdyby się jej nie udało tego zrobić, narobiłaby sobie tylko więcej problemów, niż potrzebowała. Już i tak wystarczająco ich miała.
Wreszcie, kiedy w miarę wygodnie usiadła, oparła głowę o chłodna ścianę i wzięła głęboki wdech. Była zmęczona, potrzebowała się pożywić i, co najważniejsze, odpocząć. Mała iskierka nadziei na to, że będzie miała lepiej, bardzo szybko zniknęła. Nigdy nie będzie miała lepiej. Taka była prawda. Została wychowana w przekonaniu, że nie ma dla niej lepszego życia, niż to, co daje jej Devile. Nie znała świata. Był dla niej niczym zakazany owoc, którego nie dane było jej spróbować.
Przerwała myślenie o tych sprawach, kiedy głowa sama zaczęła opadać jej na lewe ramię. Myślała już, że zaraz uda się jej chociaż na chwilę zasnąć, kiedy usłyszała ciche kroki zmierzające w jej stronę. Zupełnie odruchowo już się spięła, pewna tego, że zaraz w drzwiach pojawi się Alexander pragnący kolejnych zabaw. Serce boleśnie obijało się jej o żebra, zupełnie jakby zaraz miało uciec z jej piersi. Z każdym następnym krokiem była coraz bardziej przerażona. Po krótkim czasie kroki ucichły. Zupełnie jakby ten kto szedł tylko nasłuchiwał, czy Betty jest na swoim miejscu. Zaraz jednak na nowo się rozpoczęły. Nie chciała okazywać słabości, pokazać tego, że się boi. Jednak nie było jej łatwo zapomnieć o emocjach, udawać obojętną. Miała już zamiar zacząć błagać o to, aby nic jej nie robił. Zacisnęła mocno powieki. Zabij mnie, błagam, pomyślała, nie odważyła się jednak tego powiedzieć.
Jednak dopiero gdy było już zupełnie cicho, a ona wyraźnie wyczuwała czyjąś obecność, odważyła się otworzyć oczy. Ku zdziwieniu blondynki przed drzwiami, (które miały wstawione kraty), nie stał Alexander, a jego pupilek. Wzdrygnęła się na widok kota, który patrzył na nią w równie pogardliwy sposób, co jego właściciel. Był przerażający. Spoglądała prosto w lśniące, topazowe oczy kocura, który przesiadł przed drzwiami. Patrzył się na nią, zupełnie jakby czekała na to, aż popełni jakiś karygodny błąd za którym mogłaby zostać ukarana, a on z chęcią by się przyglądał.
– Idź stąd! Sio! – krzyknęła. A raczej wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, przypominający niewyraźne warknięcie. Nienawidziła tego kocura. Był tutaj zupełnie zbędny. Przyprawiał ją za każdym razem o dreszcze. Teraz jednak nie miała siły na to, aby go odgonić. Mogła tylko na niego krzyczeć, a i tak nie zrobiłaby na tym stosowaniu żadnego wrażenia. Westchnęła cicho, kiedy kot sprawnie przecisnął się przez kraty. Wydawał się być zrobiony z gumy. Wszędzie wejdzie. Podszedł do niej bliżej. Betty kopnęła nogami powietrze, aby odgonić kota. Jednak to sprawiło tylko, że wydał z siebie nieprzyjemny syk i cofnął się o krok. W jego spojrzeniu dostrzegła złość i chęć rzucenia się z pazurami na nią. Nie raz już to robił, kiedy nawet nie była w stanie się bronić przed ostrymi zębiskami i pazurami.
– Tego chcesz, zabawić się? – wycedziła, ponownie podciągając się do góry. Ręce jej prawie odpadały. Chciała je rozmasować, rozluźnić mięśnie. Potrzebowała tego, aby nie zwariować. Kot wydawał się rozumieć każde słowo, które powiedziała, ale nie zaszczycił jej już odpowiedzią. Jęknęła cicho po raz kolejny i dodała:
– A pierdol się.
Normalnie nigdy nie użyłaby takich słów. Zawsze była cicha i skromna. Zresztą, Alexander nie pozwalał się jej odzywać. Chyba, że naprawdę miał dobry dzień i chciał, aby mu coś opowiedziała. Zwykle jednak nie wiedziała, co ma mówić, a kiedy nieśmiało się pytała, co chciałby od niej usłyszeć, śmiał się jedynie głośno, drwił z jej niewiedzy i odpowiadał, że wystarczy mu jak lekko rozchyli usta, zastanawiając się jakich powinna użyć słów. To można było uznać za przejaw dobrego humoru i niezrozumiałych żartów, które bawiły tylko jego. Wolała być poniżana niż bita i wykorzystywana w każdy możliwy sposób. Dziewczyna odwróciła wzrok od stworzenia i oparła ponownie głowę o ścianę, starając się nie skupiać uwagi na tym ponurym kocie. Zupełnie ignorowała ciche pomruki, które z siebie wydawał. Nie miały one jednak nic wspólnego z przyjemnością. Były raczej dźwiękiem ostrzegawczym. Sposobem, aby pokazać innym, że lepiej z nim nie zadzierać, bo pokaże pazurki i nie zawaha się podrapać. Słyszała, jak zaczął chodzić po jej celi, ale nie otworzyła oczu. Chciała tylko zasnąć, chociaż na parę minutek. Wydała z siebie ciche westchnięcie, po czym zamrugała nieprzytomnie parę razy i powoli pozwalała sobie na to, aby odpłynąć na trochę czasu. Już nawet nie słuchała tego, co działo się w bardziej ciekawej części rezydencji. Nie interesowało jej to. Chciała tylko zasnąć i nic więcej. Naprawdę.
Minęła dłuższą chwila zanim udało się jej przysnąć. Nie była to zbyt wygodna pozycja, ale dzięki snu na jakiś czas mogła zapomnieć o bólu, który towarzyszył jej przez cały czas.

Szła przez nieznany sobie las. Każdy las był jej obcy. Poza tym jednym, znajdującym się blisko rezydencji. W każdym razie, to musiał być sen. W lesie było pięknie. Pachniało trawą, liśćmi i zwierzętami żyjącymi wśród drzew. To było najpiękniejsze miejsce, w jakim kiedykolwiek była. To jeszcze bardziej utwierdziło ją w przekonaniu, że musi śnić. I był to niezwykle wspaniały sen. Zwykle Alexander majstrował przy jej snach, aby tam również była jego niewolnicą. Teraz, kiedy miał kogoś na jej miejsce, chociaż tu, we własnej głowie, mogła na trochę odpocząć. Zauważyła, że miała na sobie dopasowaną, kremową sukienkę za kolana, zakończoną koronką. Była to z pewnością najpiękniejsza rzecz, jaką miała na sobie. Nawet jeśli była utkana z jej wyobraźni. Po raz pierwszy od wielu lat poczuła się naprawdę wolna. Spojrzała w dół.
Stopy miała bose.
Spodziewała się poczuć ból, kiedy stawiała kolejne kroki. Nic takiego jednak się nie stało, a ona czuła jakby chodziła po chmurach. Ściółka była miękka, zapadała się pod jej lekkimi krokami. Szła dalej, co jakiś czas dłonią dotykając kory drzew. To było wspaniałe. Uśmiechnęła się promiennie. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego. Nawet we śnie. To było niezwykle doświadczenie. Przystanęła, uniosła lewą dłoń do góry i uważnie się jej przyjrzała. Nie było żadnego śladu po zaciśniętych na jej nadgarstkach łańcuchach! To samo było z prawa dłonią! Była zupełnie nieskazitelna. Palcami przeczesała gęste, blond włosy i zadowolona ruszyła dalej.
To może nie było coś, o czym marzyła, ale nawet ta chwila tutaj, w jej głowie, była czymś bardzo cennym i nie chciałaby tego zapomnieć po przebudzeniu się. Dlatego będę się trzymać tego snu, pomyślała robiąc kolejne kroki. Doszła w końcu do skraju lasu. Dalej była tylko pełna kolorowych kwiatów polana, zalana delikatnym słońcem. Wbiegła na nią niczym dziecko, a kiedy dobiegła do środka, zatrzymała się i jak gdyby nigdy nic położyła na środku twarz wyciągając w stronę słońca. Była teraz szczęśliwa. Nikt jej nie krzywdził. Zamknęła oczy, kiedy słońce zbyt mocno ją poraziło po oczach. W żaden sposób jej to nie przeszkadzało. Jej skóra od dawna nie widziała prawdziwego słońca. Więc to sztuczne jak najbardziej pół-wampirzycy odpowiadało. Mogłaby przysiąc, że nawet czuje jego ciepło na swojej skórze. Co oczywiście było fizycznie niemożliwe. Przecież to był tylko sen, prawda? A w snach się takich rzeczy naprawdę nie czuje. Przestała myśleć jednak o tym dość szybko. Nie mogła sobie zepsuć humoru takimi myślami. Chciała tylko odpocząć. Tutaj jej było wygodnie. Ręce mogła rozłożyć jak tylko chciała, ułożyć się jak tylko chciała i... I nie czuła pragnienia.
Gwałtownie usiadła, dłonią dotykając swojego gardła. Myślała intensywnie o krwi, ale głód nie nadchodził. Była tylko ona, słońce, polana i śpiewające ptaki.
– Umarłam – wyszeptała cicho, niemalże z radością. Roześmiała się wesoło. Ona naprawdę umarła! Miała ochotę krzyczeć, ale zamiast tego znowu się położyła i wyciągnęła twarz w stronę słońca. Jeśli to prawda, spędzi w ten sposób dużo czasu. I się stąd nie ruszy nawet na krok. – Musiałam umrzeć. Przecież to niemożliwe, żebym żyła skoro znajduje się w raju, prawda?
Nie zastanowiło ją to, dlaczego tu jest całkiem sama. Nie licząc tych wszystkich stworzeń, które mieszkały w lesie. Betty westchnęła cicho, podnosząc się na łokciach. Nie wyglądała na złą, a raczej na taką, która zaraz poprawi jakąś osobę w błędzie. Uśmiechnęła się ciepło i rzuciła beztrosko:
– Jestem tu sama, ponieważ to jest mój raj. Dlaczego ktoś inny miałby znajdować się w moim raju, skoro jest on tylko mój? To naprawdę proste, głuptasie – odpowiedziała melodyjnie. Nawet nie wiedziała do kogo się zwraca, ale sprawiało jej to przyjemność. – Nikogo nie potrzebuje w swoim raju. Jestem tu sama, bezpieczna i szczęśliwa. Inny tylko by mogli zaburzyć mój raj. A tak... mogę robić tutaj, co chce! Mój raj... mój...
Powtórzyła to jeszcze parę razy i opadła po raz kolejny na miękka ziemię. Zerwała malutki, żółty kwiatek i przyjrzała mu się uważnie. Zdziwiła się, kiedy łodyga, która wciąż tkwiła w ziemi zaczęła zmieniać swój kolor na brązowy, zupełnie jakby była zgniła. Betty zmarszczyła czoło i spojrzała na kwiatek, ale on również przybrał taki kolor. Czym prędzej poderwała się na równe nogi i zauważyła, że wszystko wokół niej zaczęło się zmieniać. Ptaki, które krążyły po niebie, zaczęły spadać na ziemię, zupełnie jakby ktoś do niech strzelał. Jeden z nich opadł tuż za plecami blondynki, ocierając się o nią skrzydłem. Wydała z siebie głośny okrzyk i cofnęła się z obrzydzeniem dalej. Ptaki nadal padały, flora brzydła, a ona nie miała pojęcia, co się dzieje.
– Stop! Przestań! To mój raj! – krzyknęła, prawie dławiąc się łzami. Machała rękami, próbując dać komuś znać, żeby przestał. – Dosyć! Już wystarczy! Błagam, dość!
Krzyczała jeszcze przez długi czas. Próbowała przynajmniej. Z każdą kolejną minuta jej krzyk stawał się coraz słabszy, aż w końcu zupełnie zamilkła. Opadła na kolana, dłońmi zakryła twarz. Zniszczyła wszystko, wszystko zniszczyła. Zastanawiała się długo dlaczego tak się stało. Teraz zamiast raju miała piekło. Już nie było pięknego lasu, ani polany. Wszystko było zgniłe, a drzewa wyglądały na spalone. W końcu podniosła głowę i krzyknęła głośno. Tak głośno na ile pozwalały jej słabe płuca, które były wymęczone po długim płaczu, kiedy straciła wszystko, co wydawało się jej być czymś ważnym.

Głośny krzyk wyrwał ją ze snu. Myślała przez chwilę, że to ona wciąż krzyczy przez sen. Bardzo szybko się jednak okazało, że to nie z jej gardła wydobywa się wrzask. Zamarła, nasłuchując tego, co się dzieje. Mocno zacisnęła powieki, próbując ponownie zasnąć. Dlaczego, dlaczego akurat teraz?! Jęknęła żałośnie. Tak bardzo w tej chwili chciała sobie zakryć uszy. Zupełnie niczym małe dziecko, które chce się ochronić przed światem. Wiedziała doskonale, co się dzieje. W jakim pomieszczeniu się teraz znajdowali i co on jej takiego robił. Niemal fizycznie czuła ból tej młodej kobiety. Z trudem podkuliła nogi. Miała wrażenie, że jeśli tego nie zrobi, ból w podbrzuszu, chociaż tylko wyimaginowany, rozerwie ją na małe kawałeczki. Wstyd, poczucie winy i tej przerażający ból powróciły w mgnieniu oka. Zaczęła płakać, chociaż w tej chwili krzywda się jej poważna nie działa. Jednak czuła to samo, co tamta.
– Już dosyć... proszę, już dosyć – wyszeptała cicho do siebie. Nie wyglądało na to, aby miało się cokolwiek zakończyć. Raczej dopiero się rozkręcał. A ona doskonale wiedziała, co to znaczy.
Każde pchnięcie czuła w sobie. Ciężar ciała mężczyzny... tak jakby to ona była na miejscu tamtej. Wiedziała, że tylko sobie to uroiła. To jednak zdarzało się tak często, że wystarczyły same dźwięki, aby reszta przyszła całkiem sama i bez żadnego zaproszenia. Pół-wampirzyca drżała niespokojnie, a gorzkie łzy spływały po jej policzkach na przód niebieskiego sweterka. Zadławiła się nimi prawie.
A potem wszystko nagle ucichło.
Ból odszedł jak nożem uciął. Betty przestała płakać, na górze słychać było jedynie szloch młodej kobiety. Piekło na chwilę obecną się skończyło. Blondynka odepchnęła z ulgą, że nie musi dłużej znosić tego samego, co nowa własność Devile’a.
Wciąż czuła zmęczenie, ale nie tak mocne, jak poprzednio. Głowa opadła jej na prawy bok. Zastanawiał ją ten dziwny, acz na swój sposób piękny sen. A raczej jego końcówka. Nie zrobiła przecież tam niczego złego, aby zasłużyć sobie na takie coś. Miała już zamiar sama ze sobą omówić ten sen, kiedy usłyszała wyraźne kroki kierujące się w stronę jej celi. Kota już nie było, o dziwo.
Dziewczyna przytuliła się do ściany. Czekała na nadejście Alexandra. Wiedziała, że to on. Nikt inny nie miał dostępu do jej ,,pokoju”. Oddychała dość ciężko, starając się przyzwyczajać do tego, że zaraz będzie po raz kolejny się nad nią znęcać.
Drgnęła, kiedy usłyszała jak metalowe drzwi się otwierają. Nie odważyła się spojrzeć w górę. Widziała jedynie nogi mężczyzny. Stał w drzwiach, najpewniej się jej przyglądając. W końcu ruszył. Starała się wyczuć w jego ruchach, jakie ma nastawienie, ale jak zwykle nie była w stanie mężczyzny rozszyfrować. Był niezwykle tajemniczy i to było pociągające, cokolwiek to słowo mogło oznaczać. Nie znała żadnych uczuć, więc z jakiej racji mogła ocenić go za pociągającego? Czy to w ogóle znaczyło coś dobrego? Powstrzymała się przed westchnięciem.
Wampir poruszał się powoli, bez pośpiechu. Kiedy po dłuższej chwili odważyła się podnieść wzrok, okazało się, że trzyma w dłoniach niewielką torebkę z krwią. Ucieszyła się, jednak z drugiej strony wiedziała, że nie będzie ona przeznaczona dla niej.
Brunet kucnął przed nią i ujął jej podbródek w palce, a głowę uniósł do góry.
– Jeśli będziesz pić łapczywie to zostaniesz ukarana – powiedział spokojnie. Skinęła głową na jego ostrzeżenie. Otworzył torebkę, najpierw sam upił kilka łyków. – Grzeczna dziewczynka.
Rozchyliła wargi. Czekała tylko na moment, aż słodkie krople krwi spłynął jej do gardła. Dziewczyna powstrzymała się przed tym, aby się nie uśmiechnąć. Droczył się z nią przez chwilę, przybliżał torebkę i oddalał od jej twarzy, najwyraźniej świetnie się bawiąc z dziewczyną.
W końcu podał jej krew. Betty naprawdę starała się powoli pić. Pragnienie było jednak zbyt silnie. Już odruchowo pociągnęła większe łyki. Niespodziewane torebka zniknęła sprzed jej twarzy, a ona poczuła na policzku dłoń Alexandra. Załkała głośno. Wiedziała przecież, że to się skończy w ten sposób. Spojrzała na niego błagalnie, tak jak lubił. Wiedział wtedy, że ma całkowitą kontrolę nad dziewczyną i zrobi wszystko, aby dostać jeszcze trochę krwi.
– Będziesz posłuszna? – zapytał, unosząc brew do góry.
– Będę – odparła cicho. Byle tylko dostać krew, pomyślała. Zaczekał trochę dłużej, jakby chcąc mieć pewność, że faktycznie mówi szczerze i zamierza być mu posłuszna. Mężczyzna skinął głową po czym podał jej resztę krwi. Tym razem piła powoli. Nie chciała oberwać po raz kolejny. Kiedy w woreczku już nic nie zostało, a ona czuła jak powoli wracają jej siły, odepchnęła z ulgą. Czuła się znacznie lepiej, a rany na nadgarstkach powoli znikały. Chociaż wiedziała, że jeśli znowu zacznie nimi ruszać, to rany otworzą się po raz kolejny i tyle będzie z jej szczęścia o tym, że zniknęły. Mogła go prosić o to, aby ją uwolnił, ale była pewna, ze spotka się z odmową.
Alexander przyglądał się jej przez dłuższy czas. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego się na nią patrzy, ani co takiego chce osiągać. Fakt, jego wzrok ją przerażał. Właściwe samym wpatrywaniem się w nią potrafił dziewczynę doprowadzić do takiego stanu, że bała się swojego własnego cienia. Ale chyba o to mu właśnie chodziło, aby drżała na samą wzmiankę o nim.
Nie odezwał się już do niej więcej, a jedynie wstał i wyszedł z pomieszczenia, gdzie przetrzymywana była blondynka.
Siedziała przez dłuższy czas wpatrując się w miejsce, gdzie przed chwilą był jeszcze Alexander. Sama nie była pewna, w którym momencie jej myśli powędrowały w stronę snu. Starała się zrozumieć co takiego mógł oznaczać. Już miała zamiaru całkiem zrezygnować z myślenia nad tym, kiedy do niej dotarło.
Zerwała ten żółty kwiatek. Łodyga zaczęła zmieniać kolor... Odebrała życie. Przygryzła mocno dolną wargę.
Zabiła.
Cześć! I jest kolejny rozdział. Przyznam, że jestem z niego zadowolona, chociaż odczuwam, że zniszczyłam końcówkę. Chciałam to przedstawić w zupełnie inny sposób, ale no wiadomo, nie zawsze mi wychodzi tak jak się tego chce. 
Rozdział z dedykacją dla mojej kochanej starszej siostry, Justyny. ♡ Za poprawienie i wstawienie rozdziału. Ślicznie dziękuję, raz jeszcze. 
Następny rozdział pewnie pojawi się niedługo. Taką przynajmniej mam nadzieję. 
Nie przedłużam, do następnego!

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Hej :*
      Na wstępie powiem krótko: dziękuję. Dedykacja po prostu mnie rozbroiła, bo choćbym nie wiadomo jak wiele razy jeszcze usłyszała (albo przeczytała) takie słowa, to chyba się nie przyzwyczaję. Ciągle utwierdzam się w przekonaniu, że dzień, w którym na siebie wpadłyśmy w tych wielkich internetach, był jednym z moich najlepszych :3
      Wiedziałam, że perspektywa Betty była wyjątkowa, tym bardziej, że o jej postaci wspominałaś bardzo mało – jedynie tyle, że z Alexem będzie miała niewiele lepszej od Any. Biedna dziewczyna, nie ma co. Dziwnie mi to w ogóle pisać, ale w porównaniu z siódemką, ten rozdział mimo wszystko był swego rodzaju odskocznią, nawet pomimo tego, że zapewniłaś nam niejako powtórkę z rozrywki – zaledwie cień tego, co przeżywała Anabelle, ale to i tak było… na swój sposób przerażające. W ostatnim czasie wszystko tutaj takie jest, ale hej! To zdecydowanie powód do tego, byś jako autorska była z siebie dumna – pod względem literackim to kawał dobrej roboty; wielkie wyzwanie, któremu zdecydowanie udaje Ci się podołać.
      I pomyśleć, że zaczęło się od zwykłego, szkolnego wypracowania…
      Ach, a to mnie piszecie, że potrafię stworzyć rozdział praktycznie z samymi opisami xD Ten jest ich pełny i są po prostu znakomite. Bawisz się zarówno emocjami, jak i wspomnieniami, jeszcze wyraźniej zarysowując sposób życia w domu Alexandra. Mam wrażenie, że na tę chwilę Betty jest jedną z najbardziej wypaczonych, zniszczonych emocjonalnie postaci – idealny dowód na to, jak chorym sadystą jest ten wampir. Nie ma co, to jest przerażające… ale i na swój sposób fascynujące, bo od dawna nie spotkałam się z tak silną, faktycznie drapieżną odmianą nieśmiertelnego. W nim nie ma człowieczeństwa, a ja sądzę, że każdy, kto liczył na cukierkowy romans i nawrócenie głównego antagonisty, właśnie zmienił zdanie. Sorry, zły adres c:
      Betty marzy o szaleństwie, śmierci… Nie dziwi mnie to, bo sposób w jaki jest traktowana, jest po prostu nie do zrozumienia. Ta dziewczyna nie zna swojego wieku, nie ma swoich rzeczy, straciła… wszystko, łącznie z nadzieją i swoją osobowością. Ona zna wyłącznie ten „pokój” oraz łańcuchy… O których, swoją drogą, już Ci wspominałam, bo ta wzmianka o wyrwanych nadgarstkach okazała się dla mojej głupiej wyobraźni bardzo interesująca ;-; Alex już dawno ją złamał. Podejrzewam, że przeszła wielokrotnie przez to, przez co przechodzi Ana, bo sposób w jaki zareagowała na gwałt… No, ja miałam dreszcze. Zaserwowałaś nam powtórkę z rozrywki i to w bardzo obrazowy sposób, chociaż – całe szczęście – przeżywanie tego z perspektywy osoby trzeciej nie był aż tak spektakularne niż za pierwszym razem.
      Podobała mi się ta wzmianka o szaleństwie i piciu własnej krwi. W takim sensie, jak również Ci wspominałam: bo kreujesz swój świat i swoją rasę wampirów. Autorzy często zapominają o elementach świata przedstawionego, a takie „smaczki” sprawiają, że wszystko wydaje się bardziej dopracowane i intrygujące. Po prostu świetne, przynajmniej moim zdaniem.

      Usuń
    2. Łysek jest okropny, ale ja tam tego sierściucha uwielbiam xD Może dlatego, że sama go ochrzciłam? No nie wiem, ale to mroczny kociak, równie nieprzyjemny, co i jego właściciel, a nie jakaś przytulanka. No i trochę uruchomił Betty, skoro zdecydowała się przeklinać, a to zdecydowanie nie coś, co by do niej pasowało, tak sądzę. Zresztą sama o tym myśli.
      Ten jej sen… Od początku czułam, że nie będzie aż tak kolorowy, jak mogłoby się wydawać, tym bardziej, że Betty długo podkreślała to, że nawet po zamknięciu oczu nigdy nie przeżywała niczego dobrego. Alexander dręczy ją nawet tam i… cholera, to w jego stylu. Już nawet oczka i buzia Iana nie ratują go przez mianem skurwysyna T-T To, jak ona myśli o perspektywie tego, że mogłaby umrzeć… Boże, tak mi jej szkoda. W chwili, w której sen się posypał, tym bardziej zrobiło mi się przykro. Czasami krzywdy psychiczne potrafią być po stokroć boleśniejsze niż fizyczne, a dla Betty to musiał być cios. Zastanawiam się, czy końcówka tego snu oraz to, jakie wyciągnęła wnioski – że to wszystko przez to, że zabiła – to po prostu symbolika, czy może coś więcej. Tak, tak – jak zwykle będę się doszukiwała dziury w całym :D Ale jestem bardzo ciekawa, tym bardziej, że samo nadejście Alexandra było nietypowe; to, że nasłuchiwał. Wątpię zresztą, żeby tym razem manipulował przy jej snach, chociaż… kto go tam wie, prawda?
      Końcowa scena z krwią również wyszła znakomicie. Trzymasz jego charakter, nie łagodzisz go, więc tym bardziej duże brawa. Alex jest konsekwentny i okrutny; nie chce, by miała przyjemność nawet z picia jakże niezbędnej krwi, więc to tym bardziej jakiś cud, że dał jej cały woreczek i to pomimo pierwszego nieposłuszeństwa. No cóż, najwyraźniej miał „lepszy dzień”, co zresztą nic dziwnego, skoro dopiero co zrobił z Aną… Ech, ale sama Betty zwraca uwagę na to, że jego dobrych dni trzeba się wystrzegać.
      No, rozpisałam się. Na koniec dodam jeszcze, że jestem baaaardzo ciekawa Anthoniego, który jest dla Betty dobry. Może dla Anabell też będzie :3
      Weny, kochana. I może troszkę mniej Kinga, bo tu już jest wystarczająco mrocznie :V

      Twoja starsza siostra
      Justyna :3

      Usuń
  2. To co, że mam do nadrobienia kilka rozdziałów. Zajmuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie przeczytałam. Fajnie, że napisane z perspektywy Betty.Czyli Alex zrobił to samo również pół-wampirzycy. Mam na myśli gwałt. Bo skoro czuła "każde pchnięcie" i "ciężar jego ciała na sobie". No nie wiem, chcę więcej, ale jak na razie nie mam takiej możliwości. Opowiadania bardzo mi się podobają. Jestem ciekawa co jeszcze wymyśli Alex. Czemu Betty nie ucieknie. No wiem te całe przywiązanie do właściciela, ale on ją niszczy od zewnątrz i wewnątrz. Nie wiem! Pisz szybciej, weny! Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. A ja lecę z komentarzem na żywo, a co!

    Perspektywa Betty naprawdę mnie zaskoczyła. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego, że napiszesz rozdział oczami osoby, która dotychczas odgrywała bierny udział w opowiadaniu. To jednak nie oznacza, że cokolwiek wyszło źle. Wręcz przeciwnie. Podobał mi się taki zabieg. Dzięki temu nieco lepiej poznaliśmy Alexa, jego codzienność. No i spojrzenie postronnego obserwatora na całe to...szambo.
    Bałam się, kiedy napisałaś, że u Ciebie nowość. Serio, wchodzę na BATB z coraz większą trwogą. Rozdziały pisane na telefonie czy nie, są tak samo nieobliczalne jak i ty. To nadmorskie powietrze Ci szkodzi ;-; I King. Gabiś, odłóż książeczkę! Miesza ci w główce.
    Tak btw to ja jestem jakaś upośledzona, czy nie było wcześniej wzmianki na temat tego, kim/czym jest Betty? Jeśli nie, to było dla mnie (nie)miłą niespodzianką. Ana też tak skończy? Chcąc nie chcąc to dawałoby Alexowi większe, hm, pole do popisu...
    Ten sen... Mam wobec tej sceny mieszane uczucia. Początkowa sielanka szybko została przełamana, no jakżeby inaczej. A to, w jaki sposób Betty myśli o śmierci, jak cieszy ją jej perspektywa...
    Szkoda mi biednej Betty. Służy Alexowi od lat, sama już nawet nie wie, ile wiosen ma na karku. Każdy kolejny dzień jest dla niej nowym początkiem niekończącej się mordęgi. To jak wraz z Aną przeżywała...to. Zaserwowałaś nam kolejną dawkę tak sprzecznych emocji... Wręcz kazałaś znów t o przeżywać, tym razem jednak z innej perspektywy. Jezu, kobieto, jeszcze ci mało?
    Czemu mam przeczucie, że to dopiero początek? Końcówka jest jednoznaczna, a to... To jest już samo w sobie przerażające.
    Co jest z tym kotem? Poza tym, że to wredna paskuda? U Nessy dom, u Ciebie koty... I to ja śmiem mówić, że mam wybujałą wyobraźnię!
    Weny, blondyna :*

    Buziaki,
    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam kochana.
    Na początek powiem intrygujący rozdział.
    Warto było czekać na kolejny rozdział.
    Naprawdę kochana imponujesz wrecz od samego początku.
    sprawiasz, że jak zwykle czyta się z wypiekami na twarzy i myśli co jeszcze czeka bohaterki.
    Tym razem pokazałaś Betty zamiast Annabel.
    Mam mieszane uczucia co do tej kobiety, wampirzycy czy pół wampirzycy.
    Sama nie wiem jak ją określić.
    I czy Alex faktycznie kiedyś się zmieni? Mam wrażenie, ze jest prawdziwym potworem.
    Wampirem z krwi i kości.
    ( o rety uwielbiam tych despotycznych facetów)
    Wspaniale opisałaś uczucia tej kobiety, wszystko co przeżywa i przeżywała.
    Jej myśli, emocje.
    Coś pięknego aż sama zazdroszczę w tym klimacie.
    Bez dwóch zdań jestem zakochana w Twoim opowiadaniu.
    Dla mnie jest numerem jeden wśród do tej pory czytanych i to zdecydowanie długo się nie zmieni.
    Będę kochać aż do samego końcowego akapitu.
    pozdrawiam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć!
    Jaki ze mnie leń. Zawsze sobie obiecuję "Dzisiaj przeczytam!" a potem przychodzi co do czego i o... A to gości się ma, a to trzeba gdzieś jechać, albo zajmie się czymś innym. No ale nic. Wiem, że czasu pozostało mi niewiele. Ostatnie dwa dni wolności - rozpaczam. Pocieszam się jedynie tym, że nie tylko mi :D
    Dobra, nie gadam już!

    Podoba mi się to, że dałaś perspektywę Betty, pokazałaś nam jej sposób myślenia i postrzeganie wszystkiego w jej oczach. Wprawdzie nie odgrywała dużej roli w opowiadaniu, nawet nie było o niej zbyt dużo wzmianek. Ale to nie oznacza, że jest źle. Jak dla mnie wręcz przeciwnie. Nie skupiasz się jedynie na Alexandrze i Anie - za to masz u mnie wielkiego plusa. Cóż, dziewczyna trochę odetchnie, bo Alex ma teraz nową zabawkę. Jednak przypuszczam, że jej nie podaruje tak czy tak. Będzie miał teraz dwie własności. Nie dziwi mnie też to, że czuła wszystko słysząc krzyki Any. Spotykało to już ją tyle czasu, że - niestety - wszystko pamięta z wyjątkową dokładnością.
    Szkoda mi Betty, ale nie dziwię się jej, że ucieszyła ją perspektywa śmierci. W takich okolicznościach i ja wolałabym zginąć niż być wieczną niewolnicą kogoś takiego jak Alexander, który (jak już dawno wiadomo) dobrym chłopcem nie jest. Złym też nie, bo to słowo jest za łagodne na tego wampira.
    W rozdziale wiele się nie działo, aczkolwiek bardzo mi się podobał. Powinnaś byż z niego zadowolona. Poprzedniego bałam się przeczytać, ale do tego nie miałam już takich uczuć. Pokazujesz nam coś innego, czego w blogosferze potrzeba i przede wszystkim coś Twojego.
    I opisy *.* Nie mam zastrzeżeń. Choć kiedyś postaram się coś znaleźć! :D
    A za kota masz u mnie kolejny plusik! Wprawdzie jego wygląd by mnie przerażał i nie dziwię się Betty że chciała go wyrzucić. Albo raczej wypędzić. Ja wolę te co mają sierść i są takie milusie. A do tego malutkie, że jak bierzesz w ręce to Ci się mieści w dłoni, zwinięty w kulkę. No, ale nic.
    Koty wychowujące ludzi są fajne :3

    Ściskam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć, zdecydowałem się jednak na przeczytanie choćby jednego rozdziału od razu. Było kilka literówek, ale na takiej zasadzie, że albo brakowało laseczki w "a", czyli "ą", albo odwrotnie i tylko raz było coś takiego, że nie zrobiłoby, czy nie zrobiło wrażenia na tym stworzeniu i tego właśnie "stworzeniu" nie ma, jest za to inny wyraz, całkiem bezsensu użyty, niepasujący, więc wnioskuję, że edytor tekstu sam ci to zamienił.
    Nie sądziłem, że Alex będzie miał dwie suczki. Wybacz określenie, ale jakoś jego dom, zamczysko, kojarzy mi się z maledom i tanimi, raczej słabymi pornolami. Nie jest to żaden przytyk, opowiadanie będzie znacznie lepsze od nich, bo już ma fabułę, jakąś tajemnice.
    Prywatnie zawsze interesowało mnie skąd biorą się sadyści, dlaczego niektóre dzieci są już zdolne do robienia krzywdy i odczuwają z tego tytułu wielką radość. Ciekawi mnie więc co stało się w życiu Alexa, że jest właśnie taki, a nie inny.
    O samej Betince jeszcze nie mam zdania, zobaczymy jak to będzie dalej. Cieszę się, że wyjaśniłaś dlaczego nie mogła się napić własnej krwi.
    Zauważyłem też, że dużo razy dopisujesz coś niepotrzebnie, jakbyś tym sposobem chciała wydłużyć rozdział. Dopisujesz oczywistości, które tylko powielają powtórzenia. Przykład z tego rozdziału, to choćby "bawił się w ten sposób z dziewczyną" - może nie słowo w słowo tak brzmiało, ale chodzi mi o to, że to "z dziewczyną" jest zbędne, bo z całej sytuacji jaką opisałaś już wiadomo z kim się bawi.

    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam:
    „Nie jesteś sama” – publikacja nowego rozdziału następuje w każdy poniedziałek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!^^ Dziękuję ślicznie za komentarz i cieszę się, że jednak postanowiłeś jeszcze dzisiaj zajrzeć. Mam nadzieję, że zatrzymam Cię na dłużej i nie zanudzę. =3
      Uh, mam brzydki nawyk robienia powtórzeń. Staram się naprawdę tego unikać jak tylko mogę, to samo mam z przecinkami, które latają u mnie jak tylko chcą i gdzie chcą. W następnym tygodniu chce przysiąść do rozdziałów i poprawić to i owo. Nigdy się za to zabrać nie mogę, a skoro będę miała czas wolny to mogę się zmusić i do tego przysiąść. Ślicznie jeszcze raz dziękuję. Za wszelkie uwagi dotyczące powtórzeń, błędów będę bardzo wdzięczna. Bardzo mi pomagają.^^
      Postaram się również zajrzeć do Ciebie. Czekam tylko na odpowiedni moment, aż wena na czytanie mi wróci. ;)
      Również serdecznie pozdrawiam i dobrej nocki życzę!^^

      Usuń
    2. Ja bym najchętniej dzisiaj przeczytał całość, ale po pierwsze muszę zajrzeć jeszcze do roboty, a po drugie staram się nadrabiać w jakieś kolejności, by nikogo nie ukrzywdzić i ciągle nie pomijać. Ja zwykle tak mam, że robię sobie zaległości, potem czytam pod rząd. Są osoby, do których zajrzałem po dwóch latach i przeczytałem całą historię lub nawet jej dwie części, gdy ta druga już zdążyła powstać :) Nie nawykłem jednak do odchodzenia od czegoś co mi się podobało i zapominaniu o tym.
      Przecinki to i u mnie tańczą jak chcą xD

      Usuń