sobota, 3 września 2016

Rozdział dziesiąty

Alexander 

Płacz, który usłyszał zaraz po wyjściu z pokoju nie zrobił na nim większego wrażenia. Słyszał ten dźwięk tak wiele razy, że nie robiło to na nim już żadnego wrażenia. Myślami był już daleko. Anabelle i wszystko co było związane z tą dziewczyną zostawił daleko za sobą, a przynajmniej na chwilę obecną. Schodząc po schodach zatrzymał się przy ogromnym oknie. Sięgało ono od podłogi do sufitu. Miał stąd świetny widok na rozległy las, który otaczał jego rezydencję. Pogoda była ponura, zanosiło się na deszcz. Bardzo też możliwe, że niedługo zacznie się burza. Zatrzymał się zaledwie tylko na parę sekund, kiedy zszedł ze schodów skierował się w stronę pomieszczenia, gdzie trzymana była zwykle Betty. Od wczorajszego wieczoru do niej nie zaglądał, zostawiając samą sobie. Zastanawiał się czy nie powinien jej tu zostawić, ale na górze została Ana. Doskonale wiedział, że gdyby tylko spróbowała mu uciec skończyłaby o wiele gorzej niż wczoraj, a poza tym nie wyglądała na wystarczająco silną, aby chociaż pomyśleć o ucieczce. Jednak w razie czego musiał mieć pewność, że brunetka nawet o tym nie pomyśli.
Wchodząc do chłodnego pomieszczenia znajdującego się w piwnicy rezydencji, usłyszał jak dziewczyna porusza rękami. Grube łańcuchy uderzyły o ścianę, wydając przy tym dość głośne dźwięki. Och, jasne wiedział, że tego typu zabezpieczenie jest niepotrzebne. Zwłaszcza przy Betty, która się nauczyła bycia posłuszną bardzo dawno temu, lubił mieć po prostu wszystko pod kontrolą, a dzięki temu wiedział, że dziewczyna nigdzie nie będzie w stanie uciec. Prawdę mówiąc bałaby się nawet o tym pomyśleć, bo wiedziała, że gdyby to zrobiła nie zawahałby się nad tym i by ją ukarał. Wiele razy wyłapał za to, że się go boi, uważa za potwora i pragnie umrzeć, ale wie, że to nigdy nie nastąpi. Nie dopóki on żyje. A żyć zamierzał jeszcze przez bardzo długi czas, więc niestety, ale wolność nie nadciągała z żadnej strony. Stanął przed drzwiami, które były zrobione z krat i wbił wzrok w dziewczynę.
Podkuliła jeszcze bardziej pod siebie nogi, unikając spoglądania w te przerażająco niebieskie oczy, które tak jak zawsze nie zdradzały niczego. Powinna była być przyzwyczajona, ale nie mogła nic poradzić na to, że mężczyzna przerażał ją za każdym razem, kiedy się tutaj pojawiał. Co prawda wczorajszego wieczoru dostała od niego całą torebkę krwi, za co była ogromnie wdzięczna, ale równie dobrze mogło to znaczyć, że będzie chciał czegoś w zamian. Lub za krew będzie chciał się nią zabawić. Sprawić jej jak najwięcej nieprzyjemności. Powoli poruszyła zdrętwiałymi nadgarstkami, a ból, który przez dłuższy czas był uśpiony właśnie się przebudził. Syknęła cicho, kiedy łańcuchy wbiły się w jej poniszczone nadgarstki. Miała mocno zdartą skórę, a już nawet jej zdolności do tego, aby sama mogła się uleczyć nie nadawały się do niczego. Zbyt wiele krwi straciła i była za bardzo wyczerpana, aby chociaż trochę się ,,naprawić". Betty po raz kolejny poczuła jak ciepła ciecz spływa po jej rękach, brudząc materiał niebieskiego sweterka, który już i tak był ubrudzony w jej krwi. Nie była pewna czy jeszcze kiedyś będzie mogła liczyć na to, aby uzyskać od niego coś nowego. Dlatego starała się, chociaż było to bardzo trudne, nie wybrudzić i w żaden sposób nie zniszczyć tego niebieskiego sweterka, który był najcieplejszą rzeczą jaką miała. Owszem była nieśmiertelna, ale to nie znaczyło, że nie mogły dopaść ją choroby. Był koniec października, pogoda już od dłuższego czasu nie obdarzyła Anglii słońcem i długo jeszcze mieszkańcy wyspy mieli go nie ujrzeć. Poprzez małe okienko, które się tu znajdowało - tak, Alexander zadbał o to, aby zamiast szyby były również kraty - pozwalało chłodnym kroplom deszczu wpadać do środka, wiatrowi obijać się o ściany pomieszczenia. I w tym wszystkim była ona. Skulona przy ścianie, błagając o to, aby nic nie załapała, bo to chyba było najgorsze co mogło ją teraz spotkać. Poza jej właścicielem oczywiście.
Przyglądał się tej biednej istocie przez dłuższy czas, świdrując wzrokiem. Uwielbiał te momenty, kiedy kuliła się przerażona, kiedy nie była w stanie zrobić absolutnie nic. W końcu, kiedy zdecydował, że wystarczająco długo dziewczynę dręczył swoją obecnością tutaj, wszedł do środka. Wywołał tym jednocześnie u niej jeszcze więcej paniki, czego się spodziewał. Musiał ją jednak najwyraźniej zaskoczyć tym, kiedy uwolnił jej ręce. Opadły bezwładnie, na podłogę.
- Masz jej pilnować, żeby nie uciekła - powiedział, wstając i kierując się w stronę wyjścia - jeśli wrócę i nie będzie tutaj ciebie, albo jej znajdę was choćby na końcu świata i przywlokę tutaj - wyjaśnił spokojnie. Betty musiała wiedzieć, że nie żartuje i byłby w stanie je znaleźć bez żadnego problemu.
Nie przedłużając już więcej zniknął z korytarza.
Jeszcze zanim zdecydował się wyjść, wrócił do swojej sypialni. Przemienił zwykłe ubrania na czarny, dopasowany garnitur. Co prawda nie musiał się w ten sposób ubierać, ale znacznie lepiej się czuł w nim, kiedy musiał załatwiać wszystkie sprawy, które nie były związane z nękaniem tych dwóch dziewcząt. Wychodząc, nie bawił się w zamykanie drzwi. Ktoś musiałby być naprawdę wielkim kretynem, żeby włamywać się do domu wampira. Zwłaszcza tego, który żył poza prawem i nie liczył się z nikim, a konsekwencje czynów go omijały z daleka.

Alexander Devile był jednym z najbardziej rozpoznawalnych wampirów w całej Wielkiej Brytanii. Wszyscy się dziwili dlaczego mężczyzna osadził się w niewielkim miasteczku, pod Londynem, kiedy miał tuż pod nosem największe miasto w Europie, a raczej jedno z większych. Przez tyle czasu zmieniło się wiele na świecie. Rozrosły się miasta, powstały nowe przedmioty do użytku codziennego. I pojawili się też oni - stworzenia nocy, nieśmiertelni, wampiry, demony, potwory. Istniało wiele określeń na pobratymców Alexandra. Z początku ludzie się nie zgadzali, próbowali walczyć, ale i tak przegrali. Najbardziej bawili go buntownicy - ludzie, którzy nie oddawali krwi, atakowali wampiry i myśleli, że są zbawcami świata. Inaczej nie można było ich nazwać. Jeśli ktoś określał ich mianem łowców, najzwyczajniej w świecie nie widział tych prawdziwych, którzy istnieli jeszcze wiele, możliwe nawet, że setki lat temu. Teraz słuch po nich zaginął, a po świecie chodziły jedynie ich marne podróbki.
Musiał się przejechać do stolicy. Nie tyle pracował, a raczej podejmował najważniejsze sprawy dotyczące nieśmiertelnych. Miejsce, gdzie odbywały się wszystkie narady czy zjazdy, było oczywiście w najważniejszym budynku w Londynie. W Pałacu Buckingham. Jeszcze nie tak dawno mieszkała tu rodzina królewska, odbywały się ważne przyjęcia. A teraz? Teraz niestety musieli przenieść się w inne miejsce, oddać swoje tytuły, wmieszać się w tłum. Pozostać anonimowi. Nie mieli już władzy. Nie przy nich. Przebywanie tutaj nie było obowiązkowe, ale przynosiło pieniądze. Duże pieniądze, a Alexander lubił, kiedy jego na jego koncie pojawiały się coraz to większe sumy. Na brak pieniędzy nie narzekał, może dawniej, aczkolwiek jako wampir zdążył się nauczyć wiele. I dzięki zdobytej wiedzy, doświadczeniom wiedział również co powinien robić, aby dodawać więcej zer do sumy pieniędzy, którą miał.
Dni były coraz krótsze, a kiedy zakończył swoją nieobowiązkową pracę na dziś, na dworze było już ciemno. Deszcz wymieszany ze śniegiem nikogo o tej porze roku nie dziwił. Właściwie nawet w środku lata, które powinno być gorące nie byłby wcale szczególnym zaskoczeniem. Ludzie, którzy mieszkali na wyspach od zawsze, byli do tego przyzwyczajeni. Dla wampirów taka pogoda była odpowiednia. Wszyscy, bez wyjątków, uwielbiali mrok. A zwykły deszcz nie przeszkadzał im w żadnym stopniu.
Londyn wydawał się być teraz uśpiony. Dawniej miasto o późniejszych porach zaczynało dopiero tętnić życiem, a teraz, ledwo po zmroku zaczynało zasypiać. Na polowanie wychodziły istoty mroku. Alexander zapewne by do nich dołączył, zabawił się młodymi dziewczynami, które chciały się przejść do klubu, aby trochę się rozerwać. Podświadomie jednak wiedział, że powinien wracać do siebie. Coś mu mówiło, że może na niego czekać tam coś, a raczej ktoś, kogo zupełnie się nie spodziewa. Zwykle, kiedy miewał takie przeczucia niewiele się mylił. Teraz zupełnie mu nie odpowiadało to, aby ktokolwiek go odwiedzał. Tym czy ktoś u niego będzie, równie dobrze może zająć się później. Na razie był wiele kilometrów od własnego domu, a nawet jeśli ktoś tam był, to zbyt długo nie pożyje. Jeśli chodzi o tropienie innych Alex nigdy się nie zawiódł na sobie. Z czasem, kiedy opanował już swoje zdolności, był niemal nie do pokonania. Jedynie wampiry, które spotkał jako człowiek mogły się z nim równać. Wszyscy jednak, którzy byli tamtego dnia obecni przy jego przemianie, przy jego cierpieniu, które otrzymał w zamian za nieśmiertelność gryźli od wielu lat już piach. Mściwy był od zawsze, a kiedy dokonał upragnionej zemsty, czy poczuł się lepiej? W pewien sposób na pewno, jednak nikomu to nie zwróciło życia. Sama świadomość, że tamci nie żyli była wystarczająco satysfakcjonująca. I teraz nikt nie śmiał mu się sprzeciwić. Może czasami jeszcze trafił się jakiś kretyn, który myślał, że jest w stanie go pokonać, jednak bardzo szybko się przekonywał o tym, że nie ma przy nim żadnych szans.
Wzniósł oczy ku górze, kiedy wyczuł czyjąś obecność. Siedział w obitym w czarną skórę fotelu, wpatrując się w obraz zawieszony na ścianie. Przedstawiał on wojnę między aniołami, a demonami. Nie można było stwierdzić kto wygrywa. Wydawało się, że obie strony mają wyrównane szanse. Devile skupiał się jednak głównie na ciemniejszej stronie obrazu. Czyli tam, gdzie były namalowane demony. Różnie je przedstawiono, w przeciwieństwie do aniołów każdy z tych upadłych wyglądał inaczej. Jedni mieli czerwoną, podobną do krwi skórę, inni zupełnie czarną, która zapewne była odzwierciedleniem ich duch, a pozostali byli połączeniem tych dwóch kolorów. Efekt ten miał zamiar wywołać panikę u przeciętnego obserwatora, a może raczej strach? Alexander nie czuł niczego. Jedynie swego rodzaju zadowolenie.
- Potrzebujesz czegoś, Gemmo? - zapytał, wręcz przesadnie uprzejmym tonem. Wyczuł, że serce pół-wampirzycy zabiło szybciej. To było doprawdy zachwycające. Wystarczyło jedno słowo, a wszyscy, nad którymi miał kontrolę, trzęśli się ze strachu. Odpowiadało mu to jak najbardziej. Cieszył go taki stan rzeczy. Przy takich momentach wiedział, że demony z obrazu wygrywają. Powoli przekręcił się wraz z krzesłem, aby spojrzeć na dopiero co przybyłą.
Musiał przyznać, że wyglądała naprawdę ładnie. I jako jedna z niewielu pół-wampirów miała to lepsze życie. Trafił się jej nadzwyczajnie wyrozumiały ojciec, który najwyraźniej nie wiedział, że takie jak ona rodzą się tylko po to, aby usługiwać wampirom. Gemma była bardzo ładna. Miała kruczoczarne włosy, sięgające do łopatek oraz błyszczące zielone oczy, które gdyby tylko potrafiły mogłyby zwieźć człowieka i wykorzystać do własnych celów. Była niedoświadczona, miała ogromną władzę, z której nie potrafiła korzystać. Takie osobniki działały mu na nerwy. Irytowała go swoim zachowaniem, chociaż tak naprawdę jeszcze nic nie zrobiła. Dziewczyna przystąpiła z nogi na nogę, coraz bardziej zdenerwowana. Wyczuł, że zaczęła się bać. Może w tej chwili niekoniecznie jego, a swoich własnych decyzji, które podjęła. Wampir z wolna podniósł się z fotela, aby podejść do wystraszonej, niczym sarna dziewczyny. Stała w miejscu, przy wpół przymkniętych drzwiach. Nie odwróciła wzroku, starała się być dzielna. Alexander w ułamku sekundy znalazł się przy niej, zgarniając zabłąkany kosmyk włosów za ucho. Mógł teraz zrobić z nią co tylko by chciał, a i tak uszłoby mu to na sucho. Nikt nie ośmieliłby się mu przeciwstawić.
- Przyszłam sprawdzić niczego panu nie brakuje, panie Devile - odezwała się w końcu. Nieśmiertelny miał wrażenie, że dziewczyna z przestraszonej łani przemieniła się w odważną wilczycę. Co mu się zaczęło całkiem podobać. Na piętrze byli sami, wszyscy, którzy mieli coś do załatwienia znajdowali się daleko od gabinetu. Spojrzała na niego zadziornie.
- Mam wszystko czego potrzebuję, dziękuję za troskę - odpowiedział z przesadną wręcz uprzejmością. Jeszcze nie wiedział jak się to wszystko skończy, ale przypuszczał, że jedyną zadowoloną osobą z tej całej sytuacji będzie tylko on. Przypuszczał, że ktoś tak naprawdę ją wysłał tutaj na zwiady. Znalazł się dosłownie na wyciągnięcie ręki, przed brunetką. Świdrował ją wzrokiem, gdyby tylko chciał mógłby z łatwością wejść w jej umysł i zobaczyć co takiego siedzi w jej głowie, ale jeszcze, jeszcze przez kilka minut chciał mieć przed sobą zagadkę. - Czy mogę w czymś jeszcze ci pomóc, Gemmo? - zapytał. Wszystko co miał dziś załatwić już to zrobił, teraz mógł się w spokoju oddać przyjemnościom.
Pół-wampirzyca wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale nie odważyła się tego zrobić. W zasadzie, patrzyła się tylko na niego w milczeniu. Zupełnie jakby oczekiwała, że sam się wszystkiego domyśli. Och, jasne mógł to zrobić. Wystarczyło, aby zajrzał w jej myśli. Westchnął nieco zirytowany, jednym ruchem zatrzasnął drzwi, które były nieco uchylone. Kobieta drgnęła, niespokojnie, wciąż jednak nie odwracając wzroku. Podobała mu się ta jej wytrwałość.
- Ja... myślę, że powinnam iść - wydusiła z siebie, macając ręką klamkę za sobą. - Przepraszam, że zajmowałam cenny czas - dodała. W końcu udało się jej nacisnąć klamkę, otworzyła drzwi i w błyskawicznym tempie, zniknęła.
Niedługo po wyjściu brunetki sam również zdecydował się wrócić. Przez jeszcze jakiś czas patrzył się na obraz, który wcześniej go tak zafascynował. Spędził tu znacznie więcej czasu niż powinien. Normalnie by tak długo tu nie został. Jego myśli po raz kolejny, zaczęły krążyć w okół Anabelle. Był ciekaw czy próbowała czegoś podczas jego nieobecności, aczkolwiek nie spodziewał się tego. Pilnowała jej Betty, która doskonale wiedziała co będzie jej groziło za to, jeśli pozwoli jej chociaż wyściubić nos poza tamten pokój. Lubił mieć wszystko pod kontrolą. Wiedział, że gdyby Anabelle uciekła znalazłby ją bez problemu i z powrotem do swojej rezydencji przywlókł, a ona sama żałowałaby tego, że po drodze nie potknęła się o jakiś wystający korzeń czy kamień i nie zabiła. Sprawa miała się znacznie gorzej z Betty, która przez ten błąd odpowiadałaby przez bardzo długi czas. Tak, Alexander z całą pewnością nie pozwoliłby dziewczynie szybko o tym zapomnieć. Jednak na myśl o tym, że mógłby sobie urozmaicić wieczór poszukiwaniami dziewczyny, nawet mu się spodobała. Miałby dobry powód do tego, aby się zabawić. Co prawda i tak miał to w planach, jednak nie teraz, ale odrobina pospiechu nigdy nie zaszkodziła, prawda? 
Miał już wsiadać do swojego samochodu, kiedy dostrzegł biegnąca przez strugi deszczu, najpewniej młoda kobietę. Nie mogła mieć więcej niż trzydzieści lat. Krótkie blond włosy przykleiły się do jej twarzy od wody, oddech miała przyspieszony. Mogło to tylko oznaczać, że przed czymś lub kimś, uciekała. Alexander zmarszczył czoło. Zamknął po raz kolejny auto, kluczyki chowając do kieszeni płaszcza. W przeciągu kilku sekund znalazł się przed kobieta, która dosłownie wpadła na mężczyznę i gdyby nie to, że złapał ją za ramię najpewniej wylądowałaby w kałuży. Spojrzała przerażona na niego ogromnymi, niebieskimi oczami przepełnionymi strachem. 
- Och, proszę... proszę – wyjąkała, nie potrafiąc złożyć słów w porządne zdanie. Najwyraźniej nie mówiła po angielsku, bo co chwilę wplątywała w swoją wypowiedź słowa, których znaczenia nie znał. W swoim życiu zdążył już poznać wiele języków, aczkolwiek ten nie brzmiał mu na żaden znany. - Proszę...
Najwyraźniej po angielsku kobieta znała tylko to jedno słowo, a bez tego się raczej nie dogadają. Cóż pomagać jej z całą pewnością nie miał zamiaru, zwłaszcza, że nigdy się nie bawił w bohatera. Tym razem również nie zamierzał nim zostać. Wytężył słuch, z daleka między milionem odbijających się od betonu kropel wody słyszał przyspieszony oddech oraz jak ciężkie buty opadają na chodnik. Ktoś biegł. A raczej gonił tą kobietę. Blondynka jak na zawołanie zaczęła znowu coś krzyczeć, aby potem jak gdyby nigdy nic przytuliła się do wampira, szukając w jego ramionach schronienia przed nadciągającym niebezpieczeństwem. Zabawne, gdyby wiedziała kim on jest to z całą pewnością wolałaby, aby to tamten, który ją gonił ją chronił przed nim. Miał zamiar ją już od siebie odepchnąć, kiedy pojawił się jakieś może dziesięć metrów przed nimi mężczyzna. Był wysoki, można by rzecz, że napakowany. I z całą pewnością nikt nie chciałby go spotkać w ciemnym zaułku. Z tym, że na nieśmiertelnym nie zrobił on żadnego wrażenia. 
Młodzik, bo inaczej nie potrafił go określić, zbliżał się do nich niebezpiecznie szybko. W przeciągu następnych kilku sekund stał w odległości może dwóch metrów. Po jego brodzie spływała krew, wymieszana z deszczem, ciemne oczy dziko błyszczały. Devile już wiedział, że ma przed sobą dopiero co zmienionego chłopaka. Nie sądził, że ten wieczór może być, aż tak ciekawy. 
- To moje! - krzyknął, wskazując palcem na trzęsącą się ze strachu blondynkę. Kobieta coś krzyknęła i jeszcze mocniej się przytuliła, czym jedynie rozwścieczyła jej niedoszłego oprawcę. - Moje! Zabije was oboje! - zagroził, najwyraźniej nie wiedział jeszcze z kim ma do czynienia.
W momencie, kiedy mężczyzna ruszył w ich stronę Devile odrzucił kobietę na bok, a sam znalazł się przy nim, zaciskając z całe siły dłonie na jego gardle. Młodzik zaczął się szarpać na wszystkie strony, zapewne myśląc, że dzięki sile, którą teraz zyskał będzie potrafił każdego pokonać. Trafił na złego przeciwnika, bo Alexander nie miał zamiaru dawać mu wygrać. Wampir szarpał się przez jakiś czas, a kiedy do jego nozdrzy dotarł słodki zapach ludzkiej krwi, automatycznie jakby zyskał więcej siły. Odrzucił od siebie bruneta. Alexander zupełnie nie spodziewał się ataku ze strony wampir. Opadł na ziemię dopiero kilkanaście metrów dalej. Lądowaniu towarzyszył głośny jęk, bólu. Ten jednak nie był tak mocny jak tego oczekiwał. Może po prostu się na niego uodpornił przez te dziesięć wieków. Wampir podniósł się szybko na nogi, w międzyczasie ten drugi zdążył już dopaść do blondynki, która wierzgała nogami i próbowała go kopnąć, aby się tylko od niej odczepił. Najwyraźniej już dotarło do niej kogo ma przed sobą. Dalej krzyczała coś w swoim języku, na przemian z angielskim „pomocy”, jednak żadna pomoc nie nadchodziła. A nawet jeśli ktoś tą całą sytuację widział, nie zamierzał się angażować. Wiele widziało, ale nikt nic nie robił. Tak było od zawsze, a Alexowi nawet odpowiadało to, że nikt mu się nie będzie wtrącać. Nie chodziło o tą kobietę, akurat jej los był mu obojętny. Zamierzał tylko go po prostu zabić, za to, że ośmielił się go zaatakować. Żądza zemsty zawsze była na pierwszym miejscu w przypadku tego jednego wampira. Alexander nie zwrócił większej uwagi na to, że cały jest ubrudzony błotem, ruszył wolnym krokiem w stronę wampira i jego ofiary. 
- Cofnij się – rozkazał rozszalały wampir, z każdą następną sekundą mocniej zaciskając palce na ramionach kobiety. Nie widział wyrazu jej twarzy, gdyż stała do niego plecami, aczkolwiek słyszał urywany oddech. Ból, który doświadczała mógł prowadzić do tego, że zaraz straci przytomność. Co chyba byłoby najlepszą opcją w jej przypadku. - Inaczej cię zabije.
- Bardzo w to wątpię – odparł spokojnie. Groźby nie robiły na nim żadnego wrażenia, a gdyby nagle zaczął mu grozić tym, że zabije tą kobietę to chyba wybuchłby śmiechem. Naprawdę, życie jakiejś obcej kobiety, która była tylko przenośnym workiem z krwią miałaby robić na nim jakiekolwiek wrażenie? - Jesteś naprawdę głupi, skoro polujesz w centrum miasta. Wystarczy, że zobaczyłby cię ktoś, a następnego dnia zostałbyś wystawiony na słońce – wyjaśnił, spoglądając znudzonym wzrokiem na scenę rozgrywającą się przed nim.
- Skąd możesz wiedzieć? - warknął, mrużąc oczy.
- Ponieważ to ja bym cię skazał na śmierć – odparł pewnym siebie głosem. To jedno zdanie sprawiło, że na moment się zawahał. Chyba zaczął się zastanawiać nad tym czy warto jednak tak ryzykować, ale skąd miał mieć pewność, że stojący przed nim mężczyzna mówi prawdę? Może mówił tak tylko dlatego, że chciał zgarnąć blondynkę dla siebie? Może on sam chciał się na niej pożywić i dlatego mu mówił te rzeczy. - Gdybym tego chciał, już bym ją miał – odpowiedział na jego niezadane pytanie, tym samym wytrącając go z równowagi. Z pewnością nie spodziewał się tego, że wampir mu przeniknie myśli. Cóż, wolał wiedzieć co się dzieje w umyśle jego... hm, można powiedzieć przeciwnika. Uniósł dumnie głowę do góry, jakby tylko czekał na jego kolejny ruch. Był ciekaw co takiego postanowi zrobić. W jego umyśle panował nieporządek, setka myśli, które nie układały się w żadną spójną całość. - Oczywiście jeśli chcesz możesz ją zabić, ale wtedy będziesz miał do czynienia ze mną, a ja naprawdę nie jestem przyjemnym typkiem – dodał i wzruszył ramionami. Szczerze mówiąc niewiele go to obchodziło, a zapewne obowiązek wymierzenia kary na wampirze zrzuciłby na kogoś innego. On sam miał znacznie ciekawsze rzeczy do robienia niż bawienie się w coś takiego.
Zawahał się. Może to oznaczało, że do niego dotarły słowa Alexandra. 
Wszystko zaczęło się dziać niezwykle szybko. Blondynka po raz kolejny wylądowała na mokrym chodniku. Jęknęła głośno z bólu, a brunet kątem oka zauważył, jak jej głowa odbija się od chodnika. Wyczuł również zapach świeżej krwi, a to zdecydowanie nie pomagało w skupieniu się. Oczywiście potrafił się kontrolować, aczkolwiek zapach ten potrafił być rozpraszający dla wampirów. Nigdy sobie nie szczędził krwi. Drgnął, prawie niezauważalnie. W tym samym momencie młodzik rzucił się na niego, przez co oboje znaleźli się na ziemi. Słychać było tylko jak uderzają o nią. Atak był niespodziewany, po raz kolejny. Powinien po pierwszym razie stać się bardziej uważny, miał przecież przed sobą kogoś kto był nieobliczalny, podobnie jak on. Jednak te młode... Potrafiły wiele, a zarazem nic. Jeśli nie myślały trzeźwo z całą pewnością nie dałyby sobie rady. Widać było po mężczyźnie, że co nieco na temat zachowania wampirów wie, aczkolwiek ta wiedza mogła nie być wystarczająca do tego, aby się uratował. Poruszał się szybko, zadawał ciosy na oślep. Jedne z nich okazywały się być celne, a inne wręcz przeciwnie. Na te kilkanaście, naprawdę długich sekund Alexander zupełnie zapomniał co powinien robić. Wyglądało to tak, jakby po prostu pozwalał mu na to, aby zrobił z nim co tylko chciał. Orzeźwienie pojawiło się nagle, odepchnął go od siebie, a w błękitnych oczach mężczyzny błysnął gniew. Błękit ustąpił miejsca czerwieni, a wokół oczu wytworzyły się niewielkie żyłki. Tym razem to on rzucił się pierwszy do ataku, nieznajomy był na to przygotowany. Siła, którą miał w sobie Alexander zaskoczyła go. Wzajemne uderzenia zagłuszył dźwięk łamanej kości. Chłopak zawył z bólu, opadając przed wampirem na kolana. Drugą rękę przycisnął do złamanego ramienia. Uniósł głowę, aby spojrzeć na swojego oprawcę, ale nie wyglądał na takiego, który chciałby się poddać. Widać było po nim, jak wiele ma w sobie siły, może w innej sytuacji zrobiłby na nim wrażenie, jednak nie teraz. W tej chwili chciał jedynie go pozbawić życia. Dla sportu, rozrywki. Zemsty, może. 
Złapał go za złamane ramię, co tylko spowodowało, że jeszcze głośnej chłopak krzyknął z bólu. Postawił go na nogi, a kiedy puścił chłopak niebezpiecznie zachwiał się na własnych nogach. Teraz miał przed sobą posłusznego kundla, zastanawiał się, gdzie zniknął tamten chłopak, który przed chwilą jeszcze tak dzielnie walczył. Brunet przekrzywił głowę na bok, jakby się zastanawiał nad tym co teraz powinien z nim zrobić. Spojrzał na swoją dłoń, która była pokryta świeżą krwią. Nie było w tym nic dziwnego. Jeszcze przez parę sekund patrzył się na nią patrzył, aż w końcu przeniósł wzrok na chłopaka. Niebezpieczny uśmiech wkradł się na twarz nieśmiertelnego. I chyba powoli zaczęło do niego docierać, że wieczór nie skończy się dla niego dobrze. 
- Błagam... ja już nie... nie będę – wymamrotał błagalnym tonem, spoglądając przerażonym wzrokiem.
- Ja nie jestem z tych co wybaczają – odpowiedział, a jego uśmiech niemal automatycznie stał się szerszy. A potem stało się coś czego chyba żadne z nich się nie spodziewało, w tym sam Alexander. Cieszę, która zapanowała przerwał głośny, przepełniony bólem krzyk młodzika, a zaraz do niego dołączyła kobieta. Ramię, które wcześniej udało się złamać Devile'owi teraz znajdowało się pod nogami kobiety, krwawiąc. Spojrzał wręcz z dumą na wystającą białą kość z ramienia chłopaka, który pod wpływem szoku i bólu, którego doznał opadł na ziemię, wrzeszcząc. - Mówiłem.
I więcej nie spoglądając na niego ruszył w stronę kobiety, która resztkami sił zmusiła się do tego, aby zacząć uciekać. Jej bieg nie trwał zbyt długo. Wampir ją dogonił, złapał mocno za ramiona i wgryzł się w jej szyję, rozszarpując kłami gardło. Krzyki roznosiły się po ulicach Londynu, jednak nikt nie odważył się chociażby wyjrzeć, aby sprawdzić co się dzieje.
Cześć! Myślałam, że napisanie tego rozdziału zajmie mi więcej czasu. Zwłaszcza, że w pewnym momencie wena mnie opuściła. Dziś zrobiła mi niespodziankę, przychodząc znienacka i mogłam dokończyć rozdział. Czy jestem z niego zadowolona, sama nie wiem. Z poszczególnych scen na pewno, aczkolwiek ostateczną ocenę zostawiam wam. Dziękuję jeszcze raz za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem, naprawdę motywują do dalszego pisania, a samo ich czytanie jest niezwykłe. Cieszę się ogromnie, że podoba wam się moja historia i mam nadzieję, że zostaniecie z nią do końca. 
Pozostaje mi teraz się chyba tylko pożegnać. W takim razie, do następnego!

7 komentarzy:

  1. Jest. I ta piosenka <33
    Na dniach wrócę z komentarzami. W końcu ^-^

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dniach wrócę… Ehm, tak. Skwitujmy tę kwestię milczeniem, dobrze? xD
      Ten rozdział w jakiś pokrętny sposób jest niemalże przyjemną odskocznią od tego, co działo się ostatnio. Nawet pomimo tego, jak porażająca jest obojętność Alexandra, obawy Betty i to, że on czuje niemalże żal z powodu tego, że musi zostawić którąkolwiek z dziewczyn w spokoju. Moim zdaniem świetnie oddajesz różnicę pomiędzy swoimi postaciami – delikatną, tak bardzo zranioną Aną i bezdusznym potworem. Żeby nie było, to komplement, bo pisarz jest trochę jak aktor, a chyba nie ma nic gorszego niż wrażenie, że prócz imionami w nagłówku i (ewentualnie) rodzajem czasowników, tak naprawdę nie ma żadnej różnicy w narracji.
      Uwielbiam tę piosenkę. Pasuje tutaj, a może myślę tak dlatego, że wielokrotnie „katowałam się” nią, kiedy leciała na pętli na słuchawkach. Podoba mi się to, że wyszłaś poza willę Alexandra, że budujesz ten nowy, dziki świat, tym bardziej, że w Twojej historii zmieniło się bardzo wiele. Takie drobiazgi – nawet krótkie wzmianki o tym, jak wygląda rzeczywistość – są jednym z najistotniejszych elementów opowiadania, bo przecież budujesz rzeczywistość. To jest Twoje, więc musisz nam pokazać wszystko od podstaw, tym bardziej, że żadne z nas nie siedzi Ci w głowie. Tak więc kolejny plus, co doceniam, bo w wielu opowiadaniach brakuje mi tego tła. Ludzie o tym zapominają, skupiając się na akcji, która często rwie do przodu jak szalona, nieraz nie mając sensu.
      Alex jest nie tylko potworem, ale na dodatek bestią, którą znajduje się wysoko w hierarchii – kimś, kogo inni się boją, bo ma pieniądze i władzę, wręcz decydując o życiu i śmierci tych, którzy zawinili w mniejszym stopniu niż on. Najgorsze jest to, że jestem w stanie to sobie wyobrazić, tym bardziej, że często w prawdziwym życiu ten, który ma szacunek i którego się nie podejrzewa, potrafi robić rzeczy co najmniej przerażające. Policjant, który w wolnych chwilach katuje żonę? Why not? My mamy Alexandra, no cóż…
      Ciekawi mnie, czy Gemma pojawiła się na chwilę, czy może masz jakieś plany w związku z pozycją Alexa. Sam sposób traktowania pół-wampirów… Cóż, zwłaszcza on nimi gardzi, co widać po pozycji Betty. Gemma jest pewna siebie i to na swój sposób mu się podoba, ale nawet ona się go boi…
      Końcówka dynamiczna i genialna, po prostu uwielbiam <3 King czy nie King, efekt jest znakomity – nie tylko sama walka (dobrze, że nie zrobiłaś z Alexa kogoś, kto jest nieomylny i kogo nie da się zaskoczyć), ale ten moment wyrwania ramienia… Ach *-* Dalej uważam, że Alex to bestia i nim gardzę, ale to było w jego stylu i jestem jak najbardziej na tak. No i nie uratował tej kobiety, nagle nie doznał przejawu ludzkich odruchów – i całe szczęście, bo on nawet nie myśli takimi odruchami. Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, by jakakolwiek zmiana zaszła u niego naturalnie.
      Lecę dalej, bo już wiem, że ciekawe rzeczy miały miejsce w domu. Te jego przeczucia takie prorocze… ;>

      Nessa.

      Usuń
  2. Hejo!
    Akurat mi się udało, bo dopiero co skończyłam nadrabiać wcześniejsze dziewięć rozdziałów, a tu już nowy ;D
    Właściwie spodziewałam się ciut więcej akcji z Aną lub Betty, ale dajmy im odpocząć.
    Kiedy jest ten moment, w którym on zbliża się do którejś z nich to mimowolnie się spinam. Po prostu ten strach i przerażenie czuje się razem z nimi xd Twoje opisy są na bardzo dobrym poziomie, więc nie ma się co dziwić ;)
    Czy tylko ja łudziłam się, że Alex postanowi pomóc tej blondynce? xd Naprawdę, przez cały czas miałam taką nadzieję... Cóż, niestety nie tym razem.
    Ogólnie rozdział bardzo ciekawie napisany. Chciałabym się już dowiedzieć o co chodzi z tym jego przeczuciem, że ktoś jest w domu. Czyżby Anthony? Ale skoro on zawsze w jakiś sposób "pomaga" Betty, jeżeli można to tak nazwać, to myślę, że Ana jest tam za krótko, aby to był on xd No wiesz, tak szybko pomoc. Choć nigdy nic nie wiadomo ;D
    Muszę wspomnieć jeszcze raz, że nie mogę przestać myśleć o tym, jak masz zamiar rozwinąć fabułę. Spodziewam się romansu między Aną i Alexem, ale z drugiej strony kompletnie sobie tego nie wyobrażam, naprawdę xd
    No nic, pozostaje czekać na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam cieplutko, życzę weny! ;*

    PS. Nie wiem dlaczego, ale nie widzę siebie w obserwatorach. Pod spodem niby pisze "przestań obserwować", a na bloggerze przyszło mi powiadomienie, ale nie ma mojej ikonki i pokazuje się, że jest ich 13 (ale beze mnie). Nie mam pojęcia, o co może chodzi, ale najwidoczniej blogger po raz kolejny płata nam psikusa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego ja zawsze lubię pisać do przodu by czytelnicy nie musieli czekać zbyt długo;)
    Dobra rada dla tych co mają czas.
    Czy wyznawałam Ci już miłość?
    Nie? To chyba nadszedł czas.
    Uwielbiam Cię i Twoje opowiadanie.
    A zwłaszcza Alexa... rety ten facet serio ma tupet.
    Jest niebezpieczny i nieprzewidywalny.
    Zdolny do wszystkiego... coraz bardziej szkoda mi Any... chyba że w końcu coś będzie i pęknie ten mur okrucieństwa.
    Och chcę wiedzieć jak to będzie się rozwijać.
    Czekam na ciąg dalszy wiesz o tym.
    pozdrawiam mocno

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, czołem! Dawno mnie tu nie było, zdaję sobie z tego sprawę, ale tym chętniej zabieram się do nadganiania zaległości. Taka dawka Alexandra to niczym nagroda.
    Na wstępie tak po chamsku chciałam zaznaczyć, że w dwóch pierwszych zdaniach coś mi się gryzie. Po co powtarzać większego/żadnego wrażenia? :)
    Perspektywa Alexa zawsze zwiastuje… coś. Kiedy pada na Anę wiadomo, że będzie emocjonalnie - dużo przemyśleń, komentarzy, łez. A w przypadku Alexandra jest to coś, hm, brutalnego. Oczyma wyobraźni natychmiast widzę morza krwi i stosy ciał. Wspaniale wcielasz się w swoje postacie, oddając to, co w aktualnej sytuacji powinny czuć. Nieraz chwaliłam cię za opisy u Any. Tu nie jest inaczej. Alex jest zawsze obojętny, chłodny, impulsywny, agresywny… Perfekcyjnie perfekcyjny pieprzony dupek bez serca.
    „Sprawić jej jak najwięcej nieprzyjemności…” – cały Alex. Czy to złe, że tak bardzo go uwielbiam? Jasne, współczuję Anie, uważam go za skończonego skurwiela i takie tam, ale… cholera no ;___;
    Podoba mi się sposób, w jaki opisujesz „nowy świat” zawładnięty przez wampiry. Nie owijasz w bawełnę – nawet wywaliłaś z pałacu królową. Nie zapominasz o takich szczegółach, co się chwali. Dzięki temu historia wydaje się być bardziej… wymiarowa. Przenosisz akcję w inne miejsca Wielkiej Brytanii, nie trzymasz się ściśle rezydencji Alexa… I dobrze. Dla mnie takie zabiegi są jak najbardziej na tak. Ukazujesz nowy świat na zasadzie kontrastu – było tak, jest tak.
    Brzydko macie w tej Anglii ;-; Deszcz ze śniegiem w październiku? A ja już mam dość jesieni, choć temperatura spadła nieznacznie poniżej 20 stopni…
    Dobra, bez marudzenia. Lecę dalej, bo czeka mnie dziś jeszcze trochę czytania i nadrabiania. Nie żebym narzekała ^^

    Buźki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej!
    Siedzę w samochodzie, nie mam książki ani nic, więc postanowiłam, że mogę nadrobić co nieco. Chociaż jeden rozdział mniej ^^
    Sama nie wiem co powiedzieć o tym rozdziale. Wiele się tu nie działo, ale przecież nie w każdym rozdziale tak musi być. Dałaś nam obraz tego, jak wszystko postrzega Alexander. No i przynajmniej nie było drastycznych scen, więc czytało się bez bólu żołądka.
    Świadomość tego, że wszyscy się go boją i tego, że wszystko ujdzie mu na sucho, sprawia tylko, że wampir staje się bardziej niebezpieczny. Bo może gdyby wiedział, że jakieś zasady obowiązują również i jego, to miałby chociaż odrobinę inne postępowanie. A tak... ma wyjebane, bo wie, że nic mu nie zrobią i tak oto stał się wampirem przesiąkniętym złem do szpiku kości.
    Co do Gemmy... chyba nie pomyliłam imienia... ciekawe czy faktycznie ktoś ją wysłał na zwiady. Jeśli tak to mogę jej jedynie współczuć. W końcu to Alex. Jeśli zdecyduje się ją zabić, na pewno to nie będzie śmierć w jedną sekundę i bezbolesna. Tortury, które dla niego będą po prostu zabawą.
    Co do Betty i Any... nie chce sobie nawet wyobrażać co by im zrobił gdyby spróbowały uciec. Nie wątpię też w to, że gdyby im się udało, on by je znalazł. Wtedy śmierć dla obu wydawałaby się wybawieniem.
    Na pozostałe rozdziały postaram się wpaść na dniach, ale wiesz, że ze mną może być różnie. Jednak Ty mi wybaczysz, co nie? ^^

    Ściskam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyjrzyj się jeszcze raz początkowi tego rozdziału.
    "Płacz, który usłyszał zaraz po wyjściu z pokoju [nie zrobił na nim większego wrażenia]. Słyszał ten dźwięk tak wiele razy, że [nie robiło to na nim już żadnego wrażenia.]" - zaznaczyłem takimi lukami, czy nawisami, sam nie wiem jak to nazwać, na co masz zwrócić uwagę. Takich powtórzeń w tym rozdziale jak i w kolejnym trochę było.
    Ja osobiście nie wiem po co ten rozdział? Chciałaś pokazać jak wygląda społeczność? Jaka znieczulica panuje na ulicach? Wprowadziłaś dwie przypadkowe postacie, które zaraz uśmierciłaś... no chyba, że ten wampir, który w sumie jeszcze dychał, jakoś ponownie pojawi się w życiu Aleksa (wybacz, że piszę bez x, ale przyzwyczajenie).
    Przydałoby się też napisać w jaki sposób Aleks tę kaskę zarabia. Konkretnie co robi, jakie obowiązki należą do niego, czemu ten zawód jest tak bardzo ceniony. Chodzi o zobrazowanie jego rangi i statusu.

    OdpowiedzUsuń