piątek, 23 września 2016

Rozdział jedenasty

Alexander

Porzucił martwe ciało kobiety, kiedy w nie została w niej już choćby kropla krwi, a dłonią starł resztki krwi. Zauważył, że przez walkę i rozszarpanie gardła tamtej blondynce jego płaszcz został ubrudzony. Nie był jakoś szczególnie przywiązany do takich rzeczy, więc nic szczególnego się nie wydarzyło. Spojrzał jeszcze w stronę leżącego na ziemi wampira. Padający deszcz zmywał ślady walki z ulicy, a wijący się z bólu młody chłopak wciąż był w tamtym miejscu. Najpewniej wyobrażał sobie jak o wschodzie słońca jego ciało stanie w płomieniach. Alexander bardzo wątpił w to, że ktokolwiek się nim zainteresuje. Takie wydarzenia były ignorowane. Wampiry nie lubiły się wtrącać w nie swoje sprawy. Ich interesowało jedynie własne bezpieczeństwo. Powoli ruszył w stronę zaparkowanego samochodu, aby wrócić do siebie. Miał nadzieję, że tym razem nie pojawią się już żadne sytuacje, które odciągnęły go od powrotu – a nawet jeśli by się pojawiły – mężczyzna nie miał żadnego zamiaru się w coś takiego po raz kolejny angażować. 
Dziwne przeczucie pojawiło się po raz kolejny. Zwykle się nie mylił, a teraz czuł, że coś może być nie tak. Oczywiście równie dobrze to mogło być spowodowane tym, że całkiem sporo rzeczy wydarzyło się tego wieczoru, ale czy tak było naprawdę? Nie lubił niezapowiedzianych wizyt. Zresztą kto miałby go odwiedzić? Florence doskonale wiedziała co by się z nią stało, gdyby naszła go bez jego zgody, a mimo bycia blondynką nie była głupia. Nawet jeśli czasami naprawdę się tak właśnie zachowywała, to nie można było o niej powiedzieć źle. Znała swoje miejsce i znała też jego, a ostatnią rzeczną jaką chciała było stracenie życia z rąk wampira, który w znaczącym stopniu był dla niej ważny. Również wampirzyca była dla Alexandra kimś ważnym. Jednak nie chciał się do tego przyznawać. Każde uczucia uznawał za słabość, a do dziewczyny czuł co najwyżej sentyment. Była jak bardzo stara rzec, której nie chciał się pozbywać. Bo mimo tego, że miała już swoje lata, historię wciąż była kimś. 
Droga powrotna trwała nieco dłużej. W międzyczasie zdążyło się jeszcze bardziej rozpadać, przez co miał małe problemy z widzeniem. Co w przypadku wampira było dziwne. Zwłaszcza, że wzrok miał niezwykle wyostrzony i był w stanie dostrzec niemalże wszystko. Jechał powoli, ale nie żeby martwił się o siebie. Chodziło tu o auto, które zdążył polubić. W razie, gdyby coś było z nim nie tak zawsze mógł wymienić na nowe. Teraz jednak wolał się skupić na innych rzeczach. O wiele bardziej przyjemniejszych, jednak tylko dla jednej strony. Ponownie wrócił myślami do dziewczyny. Z chęcią zobaczyłby jak przed nim ucieka w czasie deszczu, jak potyka się o wyrastające korzenie z ziemi czy ślizga na mokrej trawie. I był pewien, że niedługo wykorzysta ten pomysł. Teraz jednak musiał po prostu wrócić do domu. Był przemoknięty i cały we krwi tamtej dziewczyny jak i wampira. Chciał to po prostu z siebie zdjąć i zająć się Anabelle. 
W momencie, kiedy wjechał za bramę uczucie, że ktoś może być w domu znacznie się nasiliło. Mężczyzna jednak nie zauważył żadnego samochodu w pobliżu, który podpowiedziałby mu kto może się znajdować w rezydencji. Wysiadając z samochodu nie spieszył się z tym, aby wejść do środka. Zdążył jeszcze tylko bardziej zmoknąć w drodze z auta do domu. Jednak będąc pod drzwiami wyczuł zapach kogoś obcego. Napiął wszystkie mięśnie gotowy do ponownego zaatakowania przeciwnika jeśli będzie taka potrzeba. Otworzył drzwi i wszedł do środka. 
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało tak jak zawsze. Jedynie unoszący się w powietrzu zapach go drażnił. Słyszał na piętrze bicie serce Anabelle oraz Betty. Był pewien, że jeszcze chwilę temu o czymś rozmawiały, ale najwyraźniej przerwały, kiedy wszedł do środka. Jednak nie to, go w tej chwili interesowało. Wszedł głębiej, rozglądając się uważnie dokoła i nasłuchując nawet najcichszego szmeru. Gwałtownie odwrócił się, kiedy coś, a raczej ktoś przebiegł za jego plecami. Tam nikogo nie było. Za plecami po raz kolejny usłyszał ten sam dźwięk. Rozjuszony ruszył do przodu, mając zamiar zaatakować niewidzialnego przeciwnika. Jak miał to zrobić skoro nie wiedział jak ma go poszukać? 
- Kto tu jest? - zawołał, zaciskając dłonie w pięści. Rozprostował po chwili palce, powtarzając tą czynność jeszcze parę razy. Zmrużył oczy, jakby miało mu to pomóc lepiej widzieć wszystko. W pewnym momencie miał już zamiar iść dalej, kiedy został nagle popchnięty do przodu. Przez opóźnioną reakcję wylądował na podłodze. Poderwał się na równe nogi sekundę później, nie zdążył nic zrobić, kiedy poczuł mocno zaciskającą się dłoń na swoim gardle. Minęło trochę czasu zanim wampir zorientował się kogo ma przed sobą. Warknął ostrzegawczo, łapiąc przeciwnika za przedramię i odrzucając od siebie. Mężczyzna wylądował na malutkiej szafce, gdzie stała lampa. Wszystko się zniszczyło, a Alexander był nawet pewny, że ściana również trochę ucierpiała.
- Nigdy więcej tego nie rób – wycedził, ściągając z siebie zakrwawiony i przemoczony płaszcz. Odłożył go na bok, pozostając w koszuli, która również była ubrudzona. Przez to, że była ciemna nie było na niej widać, aż tak bardzo plam od krwi. Rozpiął dwa górne guziki. - Co tutaj robisz?
Ostatnim razem widzieli się kilkanaście lat temu i nie spodziewał się tego, że następne spotkanie odbędzie się tak szybko. Zwykle żaden z nich nie wiedział o tym, że się spotkają. Dlatego z jednej strony wizyta Anthony'ego była dla niego zaskoczeniem, a z drugiej nie. Gdyby to był jakikolwiek inny wampir już dawno skończyłby martwy, ale w przypadku tego wampira było zupełnie inaczej. 
- Wpadłem sprawdzić jak się miewa mój... hm, przyjaciel – odpowiedział. Ciężko było nazywać Alexandra przyjacielem. Ten mężczyzna nie był w stanie okazywać żadnych przyjaznych uczuć. Ich relacja była wyjątkowa i skomplikowana, a Anthony sobie samemu nie potrafił odpowiedzieć dlaczego jest tak, a nie inaczej. Może dlatego, że w przeszłości znaleźli wspólny język i teraz było im łatwiej. Tego nie był jednak do końca pewien, a najłatwiej było odpowiedzieć, że nie zna poprawnej odpowiedzi na to ciężkie i momentami męczące pytanie. Podniósł się powoli z podłogi, otrzepując ramiona. Wyglądało to nieco zabawnie. Zwłaszcza, że wcale nie było na nich nic. Anthony jak zawsze prezentował się nienagannie. Ubrany w ciemny garnitur wyglądał jakby dopiero co wyszedł z jakiegoś ważnego spotkania tych ważnych szych. Możliwe, że właśnie tak było i naprawdę wrócił z takiego spotkania. Alexander nie zamierzał się dopytywać o tego typu szczegółu. Zwłaszcza, że niezbyt go interesowało to skąd wrócił. Bardziej ciekawił go powód wizyty. Jasne, wpadali często bez zapowiedzi, ale teraz mógł mu przeszkodzić w planach na wieczór. Ten wampir miał słabość do jego pół-wampirzycy. Zawsze okazywał jej niepotrzebną troskę, ściągając z barków dziewczyny trochę tego ciężaru, który nosiła przez całe swoje życie. A nie mógł dopuścić do tego, żeby to samo stało się z Anabelle. Dziewczyna była tylko jego, nikt poza nim nie miał prawa jej tknąć czy chociażby pomyśleć o tym co może z nią zrobić. Włączając w to Grahama, któremu mogłoby przyjść do głowy uratowanie jej. Naprawdę nie rozumiał tego dlaczego niektórzy nieśmiertelni robili z siebie wielkich bohaterów, którzy ratują niewinne i bezbronne istoty. Po to ludzie byli – aby im służyć. Nawet jeśli prawo mówiło zupełnie co innego i surowo karano tych, którzy go nie przestrzegali. Oczywiście pod warunkiem, że ten ktoś dał się złapać. Alexander był nieuchwytny, nikt się nie wtrącał w jego sprawy, bo wszyscy doskonale sobie zdawali sprawę z tego, że wampir nie cofnie się przed niczym. I jeśli będzie musiał kogoś zabić to najzwyczajniej w świecie to zrobi, nie patrząc na listę rzeczy, których robić nie można, bo to przecież jest niedozwolone, a takie występki są karane. Owszem były i zdarzało się nawet parę razy, że Devile sam wykonał parę egzekucji na tych, którzy nie potrafili się dostosować. 
Mężczyzna przeszedł do salonu, od razu podchodząc do kredensu, gdzie znajdował się najlepszy alkohol jaki posiadał. Wyciągnął butelkę wina oraz dwa kieliszki. Mógł owszem zawołać blondynkę, aby ich obu obsłużyła, jednak zdawał sobie sprawę jaka będzie jej reakcja, kiedy zobaczy tu swojego bohatera. Wolał też uniknąć kolejnego kazania ze strony mężczyzny, chociaż przeczuwał, że ono nadchodzi i raczej się od tego nie uwolni. Wypełnił kieliszki do połowy czerwonym płynem. Usiadł na kanapie, wskazując przyjacielowi fotel obok. Kieliszki stały na ławie, czekając na to, aż po nie sięgną, żeby się napić alkoholu. Dokładnie obserwował każdy ruch Grahama, jakby tylko czekając na to, aż zdecyduje się go zaatakować. Takie myślenie było bez sensu. Zwłaszcza, że nie miał żadnego powodu do tego, aby go atakować. Tamto wydarzenie z przedpokoju można było spokojnie zaliczyć do pokazania mu tego, że powinien być bardziej uważny. I był, a przynajmniej tak mu się wydawało. Brunet sięgnął po swój kieliszek upijając kilka łyków. Potrzebował się odprężyć po tym wieczorze, a gdyby nie jego obecność już dawno byłby na górze razem z Anabelle, a tymczasem musiał się zajmować swoim gościem. I szczerze mówiąc chciałby, żeby sobie poszedł. Podejrzewał, że jego wizyta będzie o wiele dłuższa niż mógłby sobie tego życzyć. 
- Nie powinieneś być teraz w Nowym Jorku? - zapytał, wbijając w niego wzrok – załatwiać swoje sprawy. 
Graham w odpowiedzi jedynie się uśmiechnął, również biorąc kieliszek do ręki. Wyczuwał, że nie jest tu teraz mile widziany. I owszem widział co takiego znowu zrobił Alexander. Nie był jednak jego ojcem, chociaż czasami się tak zachowywał i nie mógł mu mówić co może robić, a czego wręcz nie powinien. To było jego życie, jego decyzje. Anthony mógł jedynie podpowiadać, ale i tak zostałby zignorowany. 
- Na chwilę obecną mam wszystko tam pozałatwiane – odparł. Większość swojego życia spędził w Wielkim Jabłku, chociaż pochodził podobnie jak Alexander z wysp brytyjskich. Czuł się znacznie lepiej w Ameryce, co prawda tam również nie było za kolorowo jednak będąc za oceanem... Cóż dla niego po prostu było tam o wiele lepiej. Do Anglii zaglądał jedynie, kiedy chciał odwiedzić swojego przyjaciela. Większych powodów nie miał. I czasem również dla Betty się tu pojawiał. Miał dziwną słabość do tej dziewczyny. Próbował dawniej nawet ją od Alexandra zabrać, ale się nie zgodził. I jedyny sposób w jaki mógł jej pomagać to pojawienie się tu co jakiś czas. Nie było to wiele, ale zawsze coś. - A ty nic się nie zmieniłeś. Ani trochę. 
Alexander uśmiechnął się do niego lekko. 
- Jestem taki cały czas. Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze do tego? - zapytał, pociągając łyk wina. 
Anthony westchnął cicho i mu przytaknął skinięciem głowy. Doskonale wiedział, że próby zmienienia w wampirze czegokolwiek mogły prowadzić tylko do gorszych rzeczy, a on nie potrafił sobie wyobrazić tego co mogłoby jeszcze wampir zrobić, aby udowodnić wszystkim jak okrutny potrafi być w stosunku do innych.

Anabelle

Po wyjściu wampira nie poczuła się ani trochę lepiej. Jedyne czego w tej chwili pragnęła to schować się i nigdy więcej nie wychodzić już ze swojej kryjówki, Każdy najmniejszy ruch przypominał jej o tym czego doświadczyła poprzedniej nocy. Poszarpana sukienka, leżąca nieopodal boleśnie jej o tym przypominała. Ból w miejscu intymnym był nie do zniesienia. Była tu zdana tylko i wyłącznie na siebie. Nie było nikogo kto mógłby jej tutaj pomóc. Zastanawiało ją mimo wszystko to czy rodzice zdawali sobie sprawę komu ją sprzedali. Czy jej matka wiedziała, że będzie przechodziła tu przez piekło? Jej życie było warte zaledwie pół miliona. Pół miliona... powtarzała ją cyfrę w myślach przez jakiś czas. Oczami wyobraźni po raz kolejny przywołała do siebie scenę z tamtego wieczoru. Ruchy matki, kiedy rzuciła się na walizkę wypełnioną pieniędzmi. To jak kazała ojcu tam również podejść i razem z nią sprawdzić czy kwota się zgadza. Jeszcze wtedy myślała, że u boku wampira będzie jej lepiej. Żałowała teraz tego, że nie zdecydowała się na ucieczkę, kiedy jeszcze mogła sobie na to pozwolić. Zdecydowanie łatwiej byłoby jej w innym miejscu, niż w jego rezydencji. 
Leżała przez bardzo długi czas z policzkiem przyciśniętym do podłogi. Nie była w stanie się podnieść, aby cokolwiek ze sobą zrobić. Po prostu leżała, pozwalała łzom spływać po jej twarzy. Nawet jeśli istniał jakiś sposób, aby poczuła się lepiej nie znała go. Nie potrafiła wymyślić niczego sensownego, a prawdę mówiąc nawet nie próbowała. Bez względu na to co sobie wymyśli wampir przejrzy jej myśli, dowie się wszystkiego i skutecznie zapobiegnie temu, aby cokolwiek zrobiła. Dla Anabelle zaczynał się najgorszy rozdział w jej życiu, które pewnie będzie trwało jeszcze jakiś czas. Czy istniał jakikolwiek cień szansy na to, że uda mu się ją zabić? Że może go czymś zdenerwuje, a on w tym czasie się za bardzo zapędzi. Wolałaby, aby tak było. Przez chwilę nawet próbowała jego wczorajszy czyn tłumaczyć. Wypili przecież dużo, a raczej to ona wypiła, może nie panował nad sobą i myślał, że ona również tego chce... Jej myślenie było idiotyczne. Wampir był doskonale świadom tego co robi, a gwałtu nie można było usprawiedliwić. Chociaż nie raz widywała w wiadomościach jak tłumaczyli takie osoby i za każdym razem w niej coś wybuchało, kiedy słyszała „pan X myślał, że pani V również tego chce”. Sama teraz była w takiej sytuacji, aczkolwiek jego nikt nie bronił. Nie musiał, bo nikt poza nimi nie wiedział co rozegrało się wczorajszej nocy. 
Sama nie wiedziała ile minęło czasu zanim usłyszała jak ktoś po raz kolejny wchodzi do pokoju. Cała się spięła, ale nie odważyła się podnieść głowy, aby sprawdzić kto wszedł. Odpowiedź mogła być tylko jedna, aczkolwiek coś jej nie pasowało w tej chwili. Kroki wydawały się być za ciche, a może to tylko umysł płatał jej figle. Anabelle wzdrygnęła się lekko, mocno zaciskając powieki. Chciała mieć to wszystko już za sobą, kolejne tortury... To nie było w porządku. Nikt nie powinien przechodzić przez coś takiego. Co takiego było w niej, że upatrzył sobie akurat ją na obiekt swoich tortur? Dziewczyna chyba tak naprawdę nie chciała znać odpowiedzi, a może chciała. Nie potrafiła w tej chwili zadecydować. Logiczne myślenie ją opuściło, a przynajmniej na teraz. Za bardzo była skupiona na bólu, aby myśleć o czymkolwiek innym. Ze strachem słuchała jak ktoś przemieszcza się po pokoju. Teraz chyba nawet było jej już obojętne to co się z nią stanie. Nic nie mogło być gorsze od tego, prawda? Możliwe też, że się myliła. I to co działo się kilkanaście godzin wcześniej było najłagodniejszą karą jaką mogła otrzymać. 
Była prawie pewna, że ów gość coś mówił, ale ona nie skupiała się wcale na słowach. A więc to nie był Alexander... Teraz poczuła się nawet gorzej. Ze świadomością, że ktoś widział ją obnażoną, zakrwawioną i wijącą się z bólu. Poczuła do siebie jeszcze większy wstręt. Chciała to wszystko z siebie natychmiast zmyć, zapomnieć każdą sekundę. 
Blondynka przez długi czas siedziała jeszcze w swojej celi, zastanawiając się nad tym co powinna zrobić. Wolała spędzić tutaj następne kilka godzin, w spokoju czekając na powrót swojego właściciela jednak pamiętała co jej powiedział. Nie mogła zignorować jego groźby, którą wykonałby bez mrugnięcia oka. Podniesienie się z miejsca zajęło jej długie minuty. Stała już przy drzwiach, kiedy usłyszała jak ktoś wchodzi do rezydencji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nie słyszała auta... Równie dobrze mogła po prostu zignorować ten dźwięk, ale nie teraz. Mocno przygryzła dolną wargę. Kompletnie nie wiedziała co powinna zrobić. Wyjść naprzeciw tej osobie czy schować się tu i udawać, że jej nie ma? Oba te pomysły nie było odpowiednie, jednak bezczynnie nie mogła tu siedzieć. Zamierzała wyjść, ale wtedy obcy zaczął się kierować na górę, a już to zmusiło pół-wampirzycę do tego, żeby się wycofać. Ponownie znalazła się pod ścianą, obejmując mocno nogi ramionami. Twarz schowała między kolana, zacisnęła oczy i po prostu czekała. Przyjmowała tą pozę zupełnie odruchowo. Zawsze, kiedy działo się coś z czym nie potrafiła sobie poradzić „chowała” się w ten sposób. Było to dość dziecinne, ale co innego mogła zrobić skoro nie była nauczona tego jak się bronić? Jedynie potrafiła się poddawać, robić to co kazali jej inni. Była uwięziona w tym domu. Miała uwiązaną kulę u nogi, która nie pozwała jej opuszczać ogrodzonego terenu, który należał do wampira. Zwykle nawet nie wyściubiała nosa poza drzwi domu. 
Minęło trochę czasu zanim dziewczyna zrozumiała, że tego kogoś w domu już nie ma. Zaczekała jeszcze parę minut zanim zdecydowała się wyjść do tamtej dziewczyny. Z każdym krokiem czuła się coraz gorzej. Nie wiedziała jak zareaguje na jej widok, ani co zrobi, kiedy już się tam znajdzie. Położyła dłoń na klamce, ale czekała trochę zanim zdecydowała się w końcu na to, aby ją nacisnąć. Wchodząc do środka nie oczekiwała tego, że znajdzie ją leżącą na podłodze. W brunetce potrafiła dostrzec siebie. Sama wiele razy przechodziła przez to samo co ona, a może i nawet przez o wiele gorsze rzeczy. Nie potrafiła już zliczyć ile razy mężczyzna był w niej, biorąc ją za każdym razem, kiedy miał na to ochotę. A jej krzyki, płacz i łzy jeszcze bardziej go tylko nakręcały. Poczuła jak na wspomnienie tego wszystkiego mocno zaciska się jej żołądek. Czuła się okropnie, ale kiedy na nią patrzyła czuła również ulgę. Ktoś inny przejmie na nią tą gorszą część obowiązków i chociaż bardzo chciała jej współczuć nie potrafiła tego zrobić. Mogła się tylko cieszyć z tego, że ta młoda kobieta tu jest i to ona będzie robiła za jego zabawkę. 
Oczywiście wiedziała, że nie zawsze tak będzie. Czasem będzie mógł się chcieć z nią zabawić, pokazać jej, że obecność kogoś innego nie ma tak naprawdę znaczenia, a ona wciąż jest dla niego nikim. Wciąż jest jego własnością i może robić z nią co tylko przyjdzie mu do głowy. 
Bardzo powoli podeszła do dziewczyny, wcześniej się odzywając. Wiedziała jak bardzo jest wystraszona. Ona również była, ale mimo wszystko można było powiedzieć, że miała lepiej. Betty już wiedziała czego może oczekiwać po wampirze, a ona dopiero miała się przekonać o tym do czego tak naprawdę jest zdolny ten mężczyzna. Nawet nie starała się jej dotykać, ani zbliżać bliżej niż to konieczne. Domyślała się jak bardzo tego nie chce bliskości kogokolwiek. Nawet jej wspomniała, że znacznie lepiej będzie jeśli przeniesie się na łóżko, jednak ta nie chciała jej słuchać, kuląc się na podłodze coraz bardziej. 
Rozglądając się po pokoju, a raczej tylko patrząc w miejsce, gdzie leżała nie czuła się dobrze. Ten cały dom był przesiąknięty złem, w pokoju dało się wręcz wyczuć, że wydarzyło się tu coś okropnego. Zresztą nie tylko w tym miejscu działy się tragiczne rzeczy. Jednak było tu coś... nie potrafiła określić co, ale wiedziała, że jeszcze wiele się wydarzy.
Wzrok dziewczyny zatrzymał się na kominku. Teraz nie palił się w nim ogień, ale czuła, że za jakiś czas będzie i zło, które tworzył Alexander przekroczy wszelkie granice.
Dobry! Przedstawiam wam kolejny rozdział, który sama nie wiem czym tak naprawdę jest. Sądziłam, ze napisanie mi go zajmie o wiele więcej czasu, a dzisiaj niespodziewanie nadeszła wena. Robiłam kilka prób napisania go, aczkolwiek nie wychodziło. Wczoraj zaczęłam pisać, a dziś ładnie wykończyłam. Osobiście mam mieszane uczucia co do tego rozdziału. Zdecydowanie mógł być lepszy, chociaż ja nie wiem w jaki sposób mogłabym go poprawić. Ostateczną ocenę pozostawię jednak wam. Postaram się, aby następny pojawił się niedługo. Na chwilę obecną się żegnam i do następnego. 

7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Mam zaklepane miejsce od tak dawna! A tyle zaległości :D No nic, aby nie przedłużać, przechodzę od razu do sedna sprawy i do tego, po co tu jestem.

      Alexander nie jest tak do końca niezniszczalny, skoro w poprzednim rozdziale młody wampir zdołał powalić go na nogi, a teraz dał się zaskoczyć komuś innemu, chociaż wiedział, że w jego domu jest nieproszony gość. Ale jak widać - nawet najlepsi popełniają błędy :D
      Kilkanaście lat to szybko? xD Chociaż jeśli jest się wampirem to tak. Ma się przed sobą całą wieczność - o ile nikt wcześniej nie pozbawi go ostatecznie życia. Nie ma co do tego wątpliwości, że Alexander to mało gościnny gość xD Jego przyjaciel dopiero co się pojawił, a ten już chce się go pozbyć by móc zająć się swoimi przyjemnościami.
      Co do samego Anthonyego, nie wiem co powinnam o tym wampirze myśleć. Nie powiedziałaś nam o nim wiele, więc może po prostu na razie powstrzymam się przed jakąkolwiek opinią. Jednak skoro Anthony jest przyjacielem Alexandra, to na pewno nie stało się to tak po prostu. Więc to mnie ciekawi. Ich historia. Bo liczę, że za tym kryje się coś więcej :) No i wiadomo, że ciekawi mnie relacja między nowym gościem Alexa a Betty. Nie będę spekulować co tam może się wydarzyć, póki Anthonyego nie poznam lepiej :)

      Podejrzewam, że matki Anabelle wcale nie obchodził los, jaki spotka jej córkę. Ważne było dla niej jedynie to, że dostanie to, czego najbardziej pragnie i co najbardziej kocha - pieniądze. Dla niej zapewne Ana mogłaby nawet zginąć. A gdyby dostała większą sumę, sama dokonałaby na niej mordu. Matka dziewczyny jest dla mnie nikim, więc podejrzewam, że nigdy z mojej strony nie pojawi się tu żadne dobre słowo na temat tej... kobiety.
      Jejku, naprawdę szkoda mi Anabelle. Mówiłam to już wcześniej i mówić będę. Nie dość, że rodzice ją sprzedali, to jeszcze wampir tak ją traktuje x.x Nie chcę sobie nawet myśleć jak ona może się w takiej sytuacji czuć. Więc rozumiem próbę tłumaczenia postępku Alexandra wypiciem zbyt dużej ilości alkoholu. Po prostu ma tę iskierkę nadziei, że to się już więcej nie powtórzy. Że będzie lepiej. Jednak nie będzie lepiej i pomimo nadziei, zdaje sobie z tego sprawę.
      Co do Betty... cóż, powiem tyle, że Alex spokoju jej na pewno nie da :)

      To by było na tyle z mojej strony! Najszybciej jak się da przeczytam dwa kolejne rozdziały (chwilowo mam tylko tyle do nadrobienia, ale z moim tempem...).

      Mrs.Cross!

      Usuń
  2. Nie zaczekałas T^T Muszę ponadrabiac w końcu, pamiętam! <3

    Nessa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, co tak naprawdę czuję względem Anthony'ego. Na pewno jest ciekawą postacią, trochę szaloną, bo tylko taka osoba byłaby w stanie „przyjaźnić się” z Alexem, a tym bardziej zdobyć u niego jakiekolwiek przejawy szacunku. Nie wiem, czym tak naprawdę sobie facet zasłużył, ale chyba powinien się cieszyć, bo sądząc po akcji z młodziakiem z ostatniego rozdziału, każdy intruz mógłby mówić o farcie, gdyby miał się z pomocą czego czołgać, by wyjść z tego domu.
      Znów podkreślam to, że podoba mi się, że Alex nie jest w stuprocentowo idealnym drapieżnikiem – można go zaskoczyć. Anthony wręcz pokazuje mu to, że wcale nie jest taki ostrożny, jak być powinien. Jakoś nie mam wątpliwości co do tego, że ktoś taki ma mnóstwo wrogów… Ewentualnie nie ma ich wcale, bo wszyscy nie żyją C:
      Wciąż jestem ciekawa tego, jak wyglądają relacje Anthony'ego z Betty. Jest… inny niż Alex, poza tym nie nazwałabym go dobrym wampirem. Nie znam go za dobrze, a perspektywa Alexandra niewiele mówi. Co najwyżej o tym, jak sam zainteresowany traktuje kwestie… przyjaźni, choć w jego przypadku ten termin nie ma racji bytu. Właściwie trudno jest mi opisać, co takiego ma między nimi miejsce, bo to cholernie zagmatwane – wzajemna niechęć, trochę szacunku i przeszłość.
      Perspektywa Any znów emocjonalna i udana, przynajmniej moim zdaniem. Nic dziwnego, że nie reaguje na Betty, nie czuje ulgi z pojawienia się kogokolwiek. Obdarta, zraniona i do tego stopnia upokorzona… Tu nawet samotność nie wystarczy, a skoro ona myśli o śmierci…
      Nie dziwi mnie również postawa samej Betty. Po wszystkim, co przeszła i co jest jej codziennością od całych wieków pewnie, pojawienie się kogoś, kto przyjmuje to cierpienie za nią, zdecydowanie musi być dla niej wybawieniem. Nawet jej nie potępiam za to, że nie czuje żalu, bo to naturalne – to, że ona na swój sposób „cieszy się” z tego, co spotyka Anabell. To złe słowo, bo nie chodzi o faktyczną radość, jak w przypadku Alexa, który sadystycznie raduje się swoimi zabawami, ale o ulgę – bo przecież w końcu cierpi ktoś inny, tak? Choć jak można zauważyć, Alexander na pewno o swojej starszej podopiecznej nie zapomni…
      Uwielbiam takie złowróżbne, pozornie niewinne zdania na zakończenie. Efekt genialny i tyle – zawsze działa.
      A ja lecę skomentować ostatni z obecnych rozdziałów ;)

      Nessa.

      Usuń
  3. Hello, it’s me… again!
    Dobra, lecimy. Kolejny świetny rozdział, który przeczytałam niemal jednym tchem – a wierz mi, że z gilami do pasa i niekontrolowanymi atakami gruźlicy to nie jest łatwe zadanie. Nołale czego się nie robi dla Alexa? :))
    Pomału wprowadzasz wątki z prologu, co jest jednocześnie fascynujące i przerażające. Pragnienia Alexa odnośnie pewnych gier, które urozmaiciłyby życie jego i Any… Hm. Wyczuwam burzę. I to nie tylko w przenośni. Nie zapominam jednak o wszystkich ostrzeżeniach Justyny, jakoby: To nie było wszystko, co planujesz. A że przezorny zawsze ubezpieczony, już dawno przestałam w tej historii wybiegać myślami naprzód. Niczego nie zamierzam się domyślać samodzielnie. Bo i po co, skoro twój mózg jest bardziej spaczony od mojego? (Wybacz, ta wylewność spowodowana jest przedawkowaniem prochów…)
    Czytanie o Alexie w takich warunkach pogodowych jest jakieś takie… mroczniejsze. Niby nic odkrywczego, w końcu noc to pora wampirów, ale… Ulewy i plucha pasują do niego. Są równie gwałtowne i niekonwencjonalne, co on.
    Boże, kto przy zdrowych zmysłach włazi mu do domu? ;-; A trza było zamknąć dom, Aleksiu…
    Anthony… Intrygująca postać. Typ chłodnego, bezuczuciowego biznesmana, niemniej jego, hm, relacja z Betty jest fascynującym wątkiem. Ciekawi mnie, jak to się potoczy. Znając ciebie będzie jakaś rozróba. Nołae, w związku z tym opowiadaniem postanowiłam nie wyrokować.
    No i kolejny przeskok emocjonalny. Ogromne brawka za to, że tak łatwo odnajdujesz się w emocjach swoich postaci. Oboje są tak kontrastowi, że to aż boli. Ale ty bez problemu ich rozgraniczasz, tworząc zgrabną całość.
    Biedna Ana. W głowie wciąż huczą mi słowa Nessy, chociaż podświadomie próbuję im przeczyć. Jeszcze gorzej? Co, na Boga, może być gorszego?!
    Końcówka przyprawia o ciary. I nie, nie mylę ich z tymi wywoływanymi przez chorobę! Nadciąga burza, przy czym to sformułowanie zdaje się być łagodne i potulne jak baranek…
    Pozostaje mi czekać na jakąś nowość. Wspominałaś ostatnio, że masz sporo na głowie, ale wena cię nie opuszcza, także korzystaj, kochana. Mimo obaw, z niecierpliwością czekam na rozwój wydarzeń między nasza parką.
    Teraz już obiecuję nie znikać na tak długo!

    Ściskam,
    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj moja kochana w kolejnym rozdziale.
    Antony, Anthony... ciekawa i oryginalna postać.
    Może nie tak barwna jak sam Alex, ale czuje, że wnosi coś w życie naszego wampira.
    Chociażby jakąś taką dziwną moralność.
    Jeśli w ogóle jakąś ma.
    Pozwoliłaś bardziej zagłębić się w moralność Alexa i przeżyłam szok.
    On jest jeszcze gorszy niż większość wampirów razem wziętych.
    Hmm czy ma szansę otworzyć się przed Aną?
    Nie wyczuwam romansu w tym opowiadaniu, chociaż może mnie zaskoczysz?
    Ostatecznie nigdy nic nie wiadomo, prawda?
    Ana ma sporo atutów a najważniejszym jest jej człowieczeństwo.
    Może ono w jakiś sposób wpłynie na Alexa?
    Kto wie.
    Życze weny i czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  5. W poprzednim komentarzu napisałem o uwagach, więc teraz pochwalę za element zaskoczenia, no i za wprowadzenie tego pana, którego nie mogłem się doczekać. Chciałbym się dowiedzieć dlaczego on żywi taką słabość do Uległej Aleksa, skąd ta ich zażyłość czy też jego sentyment wynika. Nie chciałbym jednak, by tym samym obdarzył Anabelle i by dla niej też był taki dobry. Chyba bym chciał dostrzec w nim też wampira, nie takiego gogusia, nie do końca wariata i sadystę jak Aleks, ale by także koleś miał coś w sobie z tego wampirzego mroku. Przejadły mi się już po prostu Stefany i Edwardy xD

    OdpowiedzUsuń