sobota, 1 października 2016

Rozdział dwunasty

Anthony

Alexander był cholernie trudny w obyciu. 
Prawdopodobnie nawet i te słowa nie były w stanie odpowiednio mężczyzny opisać. Anthony sądził od bardzo długiego czasu, że po prostu nie da się tak łatwo Alexandra opisać. Był zmienny jak pogoda w tej przeklętej Anglii, a jego humory bywały czasem gorsze od kobiecych, a te wiadomo bywały różne. Z tym, że one w ramach nudy nie rozrywały ludzi na części, nie zabijały dla rozrywki. Jego przyjaciel za to taki był i nie widział w tym nic złego. Przestał go pouczać już wiele lat temu, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że tylko niepotrzebnie sobie strzępi język na tego wampira, a on i tak zrobi to co będzie uważał za słuszne. Jedynie było mu szkoda tych wszystkich niewinnych istot, które dostały się w jego łapska. Próbował zrozumieć wiele razy jego postępowanie, ale najwyraźniej był za słaby na to, żeby zrozumieć dlaczego taki jest. Znał przeszłość mężczyzny i nie sądził, że to, aż tak mogło go zmienić. Większość wampirów nie miała dobrze przed swoją śmiercią, a ta zmieniła Alexandra w prawdziwego potwora. W to przed czym ostrzega się małe dzieci jeśli nie są posłuszne i próbują rozrabiać. Jednak jak się tak zastanowić to nawet potwory, którymi się straszy dzieci w porównaniu do Devile'a nie są tak okropne. Powinien ten temat zostawić, bo mimo szczerych chęci nie będzie w stanie go naprawić, a wątpił, aby jakakolwiek istota chodząca po tej ziemi mogłaby to zrobić. Nawet zemsta, której dokonał nie sprawiła, że poczuł się lepiej. Właściwie może to ona go zniszczyła jeszcze bardziej. Domysłów było wiele, a on nawet, gdyby się zapytał nie dostałby prostej odpowiedzi. Alexander może nie zawsze mówił wszystko wprost i czasem trzeba było się długo zastanowić nad tym co powiedział, ale rzadko coś ukrywał. Co nie znaczyło, że nie miał swoich sekretów. I zapewne jednym z nich była ulokowana na górze ludzka młoda dziewczyna przepełniona strachem. Nie trzeba było być geniuszem, aby się domyślić co takiego jej zrobił. Wystarczyło na nią spojrzeć, a odpowiedzi pojawiały się same. Sam święty nie był, a w swoim życiu robił naprawdę wiele rzeczy, które zasługiwały na potępienie jednak nigdy nie byłby w stanie w tak okrutny sposób skrzywdzić kobiety. Nawet jeśli sobie zasługiwała. Podejrzewał, że w tym przypadku to nie dziewczyna zawiniła. Prędzej spodziewał się tego, że na miejscu nieznajomej będzie Betty, która od wielu już lat robiła za własność Alexandra. Widok jej w całkiem dobrym stanie zdziwił wampira, ale poczuł jednocześnie też ulgę. To z pewnością był tylko chwilowy stan blondynki, ale jeśli przez jakiś czas miała spokój to było w miarę w porządku. Oczywiście jej stan był naprawdę daleki od dobrego czy chociażby zadowalającego, ale takie momenty musiały wystarczyć zarówno kobiecie jak i jemu. Sam nie potrafił określić co się z nim działo, kiedy chodziło o tą drobną dziewczynę. Darzył ją jakimiś uczuciami, aczkolwiek nigdy nie potrafił określić dokładnie jakimi. To było skomplikowane, nawet jak na niego. Rzadko kiedy zdarzało się, aby czegoś nie pojmował. Był inteligenty, sporo się uczył – i tak nie miał co robić tak naprawdę z wiecznością, więc mógł ją wykorzystać na nauczenie się wielu rzeczy – ale kiedy chodziło o uczucia po prostu się czasami zaczynał gubić. Co dla osób, które nigdy nie czuły czegoś mocniejszego do drugiej osoby wydaje się być całkiem normalne. Tylko czy aby na pewno? Prawdę mówiąc mógł się nad tym zastanawiać bardzo długo, a możliwe, że nie uzyskałby satysfakcjonującej odpowiedzi. Bywał wobec innych chłodny, ale to nie znaczyło, że nie pozwoli się komuś do siebie zbliżyć. Raczej wszystko musiało dziać się powoli, a nie od razu. Nikt raczej nie był w stanie nikomu zaufać za pomocą pstryknięcia palcami. Chociaż może i istniały takie osoby, a jeśli to Anthony Graham zdecydowanie do nich nie należał. W pełni nie ufał nawet Alexandrowi, a znali się już kilka dobrych wieków. To musiało chyba o czymś świadczyć, prawda? 
Wracając jednak do rzeczywistości, Anthony przeniósł wzrok znad kieliszka na bruneta. Nie uszło jego uwadze to, że przez cały czas mu się uważnie przygląda. Odnosił wrażenie jakby tylko czekał na kolejny atak z jego strony. Och, no proszę. Raz się zdarzyło i zrobił to tylko po to, aby się upewnić czy wampir cały czas jest świadom tego, że w każdej chwili ktoś może chcieć go zaatakować. Trochę się zdziwił, kiedy okazało się, że jest taki nieprzygotowany. Dobrym wytłumaczeniem mogły być widoczne ślady stoczonej walki na ubraniach wampira. Kłóciłby się jednak nad tym czy wampir, aby na pewno z kimś walczył. Równie dobrze mogła to być krew kolejnej niewinnej osoby. Jeśli by tylko mógł zakazałby mu takiego bezstresowego zachowywania się, ale niestety nie mógł zrobić w tej kwestii nic. Jedynie patrzeć na wszystko z przymrużonymi oczami i udawać, że tak naprawdę go ta krzywda nie dotyka. Może i był nieco bardziej czuły niż inne wampiry, ale nie czyniło go to gorszym. Możliwe, że wręcz przeciwnie. Dzięki umiejętności czucia potrafił być lepszy. Nie tylko oni zamieszkiwali na tym świecie i musieli się z tym liczyć. Ludzie mogliby zacząć się w końcu buntować, zaprzestać powiększać rodziny, a wtedy z czasem byłoby już tylko gorzej. Jasne, potrzeba byłoby wielu lat, żeby całkiem zakończyć istnienie ludzkiej rasy, ale nie było rzeczy niemożliwych. Bunty były, są i będą dalej, a jeśli wampiry wciąż będą atakować bezbronnych ludzi na ulicach w końcu stanie się coś czego nikt tak naprawdę nie chce i obie strony mocno będą żałować podjętych decyzji. Zapewne teraz usłyszałby, że panikuje i niepotrzebnie coraz bardziej się nakręca na podobną sytuację. On jedynie myślał rozsądnie. Tak mogło być, a to, że jeszcze nic takiego się nie zdarzyło nie oznacza, że nigdy nie będzie takiej sytuacji. Może właśnie w ten sposób dojdzie do końca świata, który już nadchodził tyle razy, ale nigdy jakoś się to nie stało. Nie, w tej chwili przesadził. Zdecydowanie. Mógł snuć domysły, ale to już przechodziło ludzkie pojęcie. Anthony po prostu musiał się uspokoić. Pewne rzeczy go przerażały, a to była właśnie jedna z nich. Wieczne życie mu odpowiadało i prawdę mówiąc wcale nie chciał go kończyć, a myśl, że tak mogłoby być za kilkanaście lat... To właśnie była jedna z wielu jego obaw, które miał. Nie zawsze mieli róże pod nogami, w tym świecie trzeba walczyć o swoje, a kto stoi wyżej ten ma znacznie lepiej. Ci przegrani... cóż oni łatwo nie mieli i zawsze podlegali tym, którzy stali wyżej. A żeby nie wylądować na samym dnie musiał przed światem ukrywać swoje słabości. To mogło mu w pewien sposób zagrozić, a żeby tego uniknąć udawał, że nic nie jest w stanie go skrzywdzić. 
Ciszę przerwał dochodzący z góry jęk. Anthony uniósł brwi do góry spoglądając na Alexandra, a ten jedynie wzruszył w odpowiedzi ramionami popijając spokojnie wino.
- Później się nią zajmę – odparł. Brzmiał tak jakby mówił o pogodzie czy czymś równie błahym. Zupełnie nie rozumiał jak można być tak obojętnym na ludzką krzywdę, ale najwyraźniej był on tak spaczony, że nic się nie dało już z nim zrobić. I trzeba było się cieszyć, że czasami ma te momenty bycia lepszym. Krótkie, ale zawsze coś. - Jeszcze się nie nauczyła siedzieć cicho. To dopiero jej drugi dzień. Wszystko przyjdzie z czasem. Z Betty też tak było.
Przytaknął mu skinięciem głowy. Musiał wiedzieć, że aż w nim wrzało, aby powiedzieć coś na ten temat, ale się nie odważył. Nie chciał sobie robić niepotrzebnych kłopotów, a te mógł mieć, gdyby powiedział coś co nie spodobałoby się Alexandrowi. Najlepiej było ignorować pewne rzeczy dotyczące nieśmiertelnego, ale było ciężko to robić, kiedy miało się za dobre serce jak na wampira. Anthony wiedział, że on sam nic nie zrobi, a Devile jeśli będzie miał taką ochotę mógłby nawet zrywać z tych biednych dziewcząt skórę żywcem. I o ile się nie mylił Betty coś podobnego przeszła, a ze względu na bycie pół-wampirem regenerowała się szybciej niż człowiek i zabawę można było zacząć po raz kolejny od nowa. Denerwowały go takie zachowania wobec tych, którzy są pod ich władzą. Ale to mógł sobie mówić jedynie w myślach. Wewnątrz siebie mówić co mu się nie podoba, co by zmienił. I najchętniej uratowałby każde niewinne istnienie, które coś straciło. Tego się zrobić nie dało, a przynajmniej on jeden nie byłby w stanie tego zrobić. Potrzebowałby do tego pomocy, a oczywiście nikt nie zgodziłby się na coś podobnego. Wszyscy w tym świecie pilnowali tylko własnego nosa. Nawet jeśli mieli ogromną władzę i mogliby parę rzeczy definitywnie zakazać to woleli tego nie robić, aby się nie narazić przypadkiem na gniew innych. 
- Chyba mi nie powiesz, że jest ci ich żal? - zakpił brunet odstawiając kieliszek na stolik – proszę cię, Anthony. Oni są stworzone po to, aby nam usługiwać. Nie pamiętasz jak to było dawniej? Kiedy ludzie drżeli na samą myśl o tym co się czai w mroku? Jak kobiety uciekały do domów, dzieci piszczały słuchając historyjek, a mężczyźni próbowali z nami walczyć? 
- Owszem pamiętam te czasy. Teraz jest dokładnie tak samo – odparł. Zmienił się jedynie świat, ale ludzie wciąż się bali. Uciekali przed nimi, straszyli się nawzajem historiami o wampirach. Niektórzy również próbowali z nimi walczyć, ale teraz nie szło im to tak dobrze jak dawniej. Prawo, które zostało wymyślone zostało zaostrzone i każdego dnia je „ulepszali” chcąc sprawić, aby to ludzie mieli jak najgorzej. - Mamy na ten temat inne zdania. Jestem pewien, że o tym wiesz, przyjacielu. 
- Oczywiście, że wiem – odpowiedział. Był ciekaw o tym teraz myśli Alexander, ale jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. Nawet nie wyglądał na zamyślonego. Znał go tak długo, że łatwo było się domyśleć, kiedy coś planuje. I możliwe, że tak było właśnie w tej chwili. Mógł tylko tak naprawdę zgadywać, a pewnie jego podejrzenia i tak byłyby dalekie od prawdy. Przez jego twarz przebiegł tajemniczy uśmiech, który zniknął równie szybko jak się pojawił. Ktoś bez wyostrzonego wzroku nie byłby w stanie tego dostrzec. Mężczyzna bez słowa podniósł się z miejsca opuszczając swojego gościa. Anthony nawet nie próbował za nim iść. Zaczynał powoli żałować swojej decyzji o przyjeździe tutaj i jak tylko będzie okazja opuści jego posiadłość. 
Minęła dłuższa chwila zanim Alexander wrócił. Z tym, że tym razem towarzyszyła mu Betty oraz zupełnie naga bruneta, którą widział wcześniej na górze. Uniósł brwi do góry, wyraźnie zaskoczony, a raczej zszokowany widokiem dziewczyny tutaj. - Anthony, poznaj proszę Anabelle. 
Przedstawiona Anabelle wyglądała jak siedem nieszczęść. Posiniaczona, zakrwawiona i przerażona. Płakała, a łzy, wielkie jak groch, spływały po jej twarzy, na dekolt i spływały po odsłoniętym ciele. Chciał go jej widokiem zdenerwować, wzbudzić w nim litość i chęć zrobienia czegoś, aby ją uratować. Oczywiście, że to wszystko poczuł! Nie był bezduszny, ale nie mógł nic zrobić. Jedynie patrzeć. 
- Po co je tu przyprowadziłeś? Nie przyszedłem tu, aby oglądać twoją nową dziwkę, Alexandrze – przypomniał mu chłodnym tonem. Dziewczyna służyła mu pewnie tylko do tego, żeby zaspokoić potrzeby wampira. Takich rzeczy wiedzieć nie musiał, ani tym bardziej nie chciał. Och, wiedział przecież z czym się wiąże przyjeżdżanie tutaj i zerkanie co u Alexandra. Powinien swoją wizytę w Anglii zacząć i zakończyć na spotkaniu się z Florence, a potem wróceniem do siebie. Do Nowego Jorku, gdzie było mu najlepiej. Trzymał się z dala od jakichkolwiek problemów, miał tam swoje życie, swój biznes i był po prostu szczęśliwy. O ile wampir może być szczęśliwy, kiedy jest sam. 
Alexander zaśmiał się bez wesołości na jego stwierdzenie. Mocniej również zacisnął dłoń wokół ramienia brunetki. Sama nie byłaby w stanie się utrzymać na nogach. 
- Oczywiście, że nie. Ale ona może poznać ciebie, prawda? - zagadnął. Był niezwykle wesoły w tej chwili. Cała ta scena musiała go niezwykle bawić. Wiedział, że Anthony jest zirytowany jego zachowaniem i sprawnie to wykorzystywał. - Na kolana – warknął. Nie wyraził się dostatecznie jasno do której z dziewcząt się zwraca, a obie jak na komendę przystało spełniły jego prośbę. Puścił Anabelle, a dziewczyna poleciała całym swoim ciałem na podłogę. Uderzyła o nią brodą, a z ust poszkodowanej wydobył się jęk pełen bólu. 
- Naprawdę nie rozumiem po co marnujesz mój czas – stwierdził. Sam również zszedł z fotela na którym siedział i stanął przed wampirem mierząc go wzrokiem. Prowadzili na swój sposób walkę. Nie używali przy tym pięści czy kłów. Po prostu się na siebie patrzyli, a wygrana była z góry przesądzona. Był na swoim terenie. W miejscu, które znał najlepiej i co gorsza wiedział też o nim to co sprawiało, że czuł się słaby. - I po co marnujesz swój. 
- Nie powiesz mi, że nie stęskniłeś się za Betty. Ile to już czasu minęło, hm? Pewnie stęskniła się za tobą. W końcu byłeś dla niej taki dobry – wymruczał. Podszedł do dziewczyny i złapał ją za włosy odchylając jej głowę gwałtownie do tyłu. Pisnęła zaskoczona, a w jasnych oczach pojawiły się pierwsze łzy. Powinna się przyzwyczaić do takiego traktowania, ale nikt nigdy nie byłby w stanie przyzwyczaić się do bycia nikim. Zawsze się miało tą nadzieję, że następny dzień będzie lepszy. I Alexander sprawnie niszczył te marzenia, które nawet nie zdążyły rozkwitnąć. Podciągnął ją do góry, wciąż jednak trzymał ją za włosy ciągnąć głowę dziewczyny do tyłu. W jego rękach była niczym szmaciana lalka z którą można było zrobić dosłownie wszystko. Nie sprzeciwiała się. Nauczyła się po tylu latach spędzonych tutaj, że im bardziej się opierasz tym bardziej boli, a ona miała już dość bólu. Po prostu miała tego dość. 
Nie odpowiedział mu. Zaczynał go prowokować i czekał tylko na to, aż Anthony popełni jakiś błąd. A na to nie mógł sobie pozwolić. Nie mógł dać się wyprowadzić z równowagi. Opanowanie to wszystko co mu teraz pozostało. Sam do tego doprowadził przyjeżdżając tutaj. Jeszcze przed zakupem biletu miał przeczucie, że jeśli tu przyjedzie wydarzy się coś złego, a teraz był coraz bardziej pewny tego uczucia. Nigdy ich nie ignorował, a tymczasem teraz postanowił mimo to przyjechać. 
Miał zamiar się odezwać, ale Alexander go wyprzedził. Nie minęło parę sekund, a ciszę panującą w pokoju przerwał głośny krzyk pół-wampirzycy. Krew trysnęła, kiedy Alexander wgryzł się w jej gardło rozrywając je. Krzyknęła nie tylko ona, zaraz po niej zaczęła wrzeszczeć bruneta, która niewiele myśląc podniosła się z podłogi i biegiem ruszyła w stronę drzwi. Szarpała się przez jakiś czas z klamką, aż w końcu udało się jej wybiec na zewnątrz. Przez jakiś czas słychać było jak biegnie, a potem i te dźwięki umilkły zagłuszone przez deszcz. Alexander odrzucił od siebie blondynkę. Jej włosy oraz szyja pokryte były jasną krwią, a słodki zapach rozniósł się po pomieszczeniu. Pomieszany z zapachem deszczu tworzył mieszankę, której nie dało się porównać do niczego innego. 
- Przez ciebie uciekła mi Anabelle – westchnął. Zachowywał o dziwo spokój, a w tej sytuacji było to wręcz dziwne. Starł wierzchem dłoni krew z ust i zerknął na blondynkę, a potem znowu na Anthony'ego. Takiego wydarzenia nie przewidywał. Miał świadomość, że dziewczyna daleko nie ucieknie. Las ciągnął się na wiele kilometrów, do miasta była ponad godzina drogi i zanim trafiłaby chociaż na drogę, gdzie raz na jakiś czas przejeżdżałyby samochody minęłoby naprawdę dużo czasu. W drodze powrotnej marzył o pogoni za dziewczyną i proszę, marzenie się spełniło. Cóż będzie miał trochę utrudnione zadanie przez deszcz, ale on uwielbiał wyzwania. Będzie tylko ciekawiej. Podszedł do wampira i położył mu jedną rękę na ramieniu, uśmiechając się przy tym. Widok ten był przerażający i niepokojący, ale Anthony zareagował zbyt późno. Dłoń wampira znalazła się w jego klatce piersiowej, stanowczo za blisko serca, które w tej chwili, gdyby mogło wyskoczyłoby z jego piersi. Krew spływała spokojnie, coraz bardziej osłabiając bruneta. - Widzisz, nie lubię, kiedy mi się przeszkadza, a ty powinieneś o tym wiedzieć. Ze względu na naszą długoletnią przyjaźń pozwolę ci stąd wyjechać w jednym kawałku. Radzę ci jednak, abyś trzymał się na chwilę obecną z dala od Anglii. Siedź tam, gdzie twoje miejsce i się nie wtrącaj. 
Wyciągnął powoli ociekającą krwią dłoń. Zrobił to tylko po to, aby ponownie ją zanurzyć w jego ciele tylko w innym miejscu. Tym razem znalazła się w brzuchu mężczyzny. Gdyby tylko chciał mógłby sobie pozwolić na więcej, ale tak jak powiedział zamierzał dać mu odejść w jednym kawałku. 
- Czy zrozumiałeś? - zapytał cicho. 
- T-tak – odparł, a z ust poleciała mu strużka krwi. Alexander uśmiechnął się z zadowoleniem i wyciągnął dłoń. A tą którą trzymał na jego ramieniu w przyjacielski sposób poklepał po policzku. 
- Wiedziałem, że uda się nam dogadać. Pójdę teraz na górę, a potem wyjdę. I pewnie nie będzie mnie kilka godzin, bo zamierzam dać tej dziwce nauczkę, a ty ten czas masz przeznaczyć na to, żeby stąd wypierdalać – wyjaśnił, a potem dodał – jak cię tu zobaczę to... cóż, przekonasz się do czego jestem zdolny. 
I z tymi oto słowami opuścił salon. Do blondynki nawet nie musiał się zwracać. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego co będzie jej groziło za opuszczenie go, a gdyby zniknęła dziś wiedziałby, gdzie zacząć ich szukać. Nikt inny nie odważyłby się przed tym, aby ją stąd zabrać. To Graham miał słabość do tej dziewczyny i zawsze było mu jej szkoda. Nie wiedział tylko jeszcze, że mając jakieś uczucia do niej będzie tego naprawdę mocno żałował. 
Graham opadł na kolana, kiedy w zasięgu wzroku nie było już Alexandra. Pozwolił sobie teraz okazać słabość. Gdyby tylko posłuchał samego siebie i nie przyjeżdżał tutaj możliwe, że nic takiego by się nie wydarzyło, ale czasu już cofnąć nie mógł. Mimo tak rozwiniętego świata jeszcze nikt nie wymyślił maszyny, która mogłaby cofnąć ludzi czy też wampiry w czasie. Podniósł wzrok, a jego oczy spotkały się z dużymi, przerażonymi oczami Betty. Chciał ją stąd zabrać, uratować i dać takie życie na jakie zasłużyła, ale nie był w stanie tego zrobić. Tylko, gdyby to był ktoś inny niż Alexander już dawno zabrałby tą biedną istotę do siebie, ale nawet on bał mu się sprzeciwić. Jednak po dzisiejszym wieczorze wiedział, że mimo tylu lat nie może mu ufać i nigdy nie powinien tego robić. Zniszczony do szpiku kości wampir, dla którego już nie ma żadnego ratunku. Wciąż patrząc się na dziewczynę poruszył ustami, chciał powiedzieć coś, ale nie mógł się na to zdobyć. Za bardzo chciał chronić siebie samego, żeby coś zrobić. Zależało mu na życiu, na to nie mógł nic poradzić. Powoli podniósł się z podłogi, kiedy zobaczył schodzącego z góry Alexandra. 
W oczach nieśmiertelnego można było dostrzec dziki błysk pomieszany z podnieceniem. 
I już było mu szkoda tej dziewczyny.
Dobry wieczór. Nie sądziłam, że kolejny rozdział pojawi się tak szybko. Byłam pewna, że zejdzie mi trochę z jego napisaniem, bo nie miałam na niego żadnej koncepcji, a tu proszę pojawił się zaledwie w dwa wieczory pisania. Uwielbiam dostawać taki zastrzyk weny i liczę na to, że będę wam mogła równie szybko przedstawić trzynasty rozdział. Jestem zadowolona z tego rozdziału, nawet bardzo. Skromnie się pochwalę, a co. 
Dziękuję wszystkim za komentarze, bardzo mnie motywują do dalszego pisania. I przyznam, że zawsze zanim zacznę pisać kolejny wchodzę na bloga i czytam te z poprzedniego rozdziału czy z dalszych. Dajecie mocnego kopa w tyłek i za to wam ogromnie dziękuję. Jesteście zdecydowanie najlepsi. <3 
Już nie przedłużam i przestaję gadać.
Do następnego! (: 

9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. No i dotarłam tutaj, co bardzo mnie cieszy :3 Czytanie i komentowanie to nie wyścig, ale zawsze mi źle, jak gdzieś z tyłu głowy mam to, że odpowiednio nie doceniłam czegoś, co mi się podoba. A Ty tu się za trzynastkę zabierasz, soo…
      Perspektywa Anthony'ego jest inna, zresztą tak jak i jego postać. Tu lepiej widać ten jego nietypowy charakter – swego rodzaju równowagę pomiędzy dobrymi cechami a tym, jak powinien być wampir. No i spojrzenie na Alexandra też jest jasne; mieszanka przerażenia i obrzydzenia do tego, co on robi, wydaje się w pełni uzasadniona. Ale Anthony mu się nie sprzeciwi, bo jak wszyscy inni się boi. Cóż, nie jest samobójcą…
      Gdzieś tam kiedyś wspomniałaś, że Betty ma przy tym wampirze lepiej, bo nie tkwi cały czas przykuta łańcuchami do ściany. To chyba znaczy, że wampir ma na Alexandra jakiś wpływ, choć nie sądzę, żeby to miało znaczenie. Tak naprawdę wszystko, co ten facet robi, sprowadza się wyłącznie do jego zachcianek, a nie obecności jakiegokolwiek gościa. No i, co już Ci wspomniałam, ta wzmianka o obdarciu ze skóry… A mnie się wydawało, że Betty bardziej współczuć już nie będę T-T
      Wciąż intryguje mnie ta słabość Anthony'ego do Betty, więc mam nadzieję, że to pociągniesz. Szkoda, że do tej pory nie udało mu się jej zabrać… No i to na pewno coś więcej, bo Anie aż tak nie współczuje – w tym chodzi włącznie o jedną kobietę.
      Nie sądziłam, że można jeszcze bardziej upokorzyć zgwałconą kobietę, ale moment, w którym Alex tak po prostu przytargał ją i Betty do Anthony'ego… Naga, zgwałcona dziewczyna. I druga, którą Anthony co najmniej lubi, a którą Alexander traktuje w taki sposób, że wcale nie byłam zdziwiona tym, że Anabell puściły nerwy. Najgorsze jest to, że Alex już od dłuższego czasu marzył sobie łowy, a teraz ma po temu idealną okazję.
      Końcówka bardzo dobra, tak jak i zaznaczenie tego, dlaczego Anthony do tej pory nie zrobił nic przeciwko swojemu… przyjacielowi. Pomoc Betty byłaby samobójstwem. Uratowanie którekolwiek z nich by takie było. Jakby Alex chciał, wyrwałby mu to serce i jestem tego absolutnie pewna.
      Teraz czekam na kolejny rozdział i jestem zarazem ciekawa, jak i zaniepokojona tym, co sobie wymyśliłaś. On jej tej ucieczki nie daruje i… Cóż, już teraz szkoda mi Any, a to wciąż zaledwie łagodna rozgrzewka ;___;
      Uff, skończyłam. Jak coś pomieszałam, przepraszam. A teraz mogę sobie paść w spokoju.
      Weny!

      Nessa.

      Usuń
  2. O rety jak szybko nowy rozdział!
    Czy pisze Ci się tak łatwo jak mi się czyta?
    Normalnie jestem pod wrażeniem i cudowną miłością tego opowiadania.
    Antony, Antony... normalnie jestem nieco zaskoczona jego hmm pozytywną postcią.
    Jest taki inny od okrutnego i przepełnionego zawiścią Alekxandra.
    Antony wydaje się mieć uczucia i współczucie a zwłaszcza dla Betty.
    Wielka szkoda, że nie pomyśli o tym by zwrócić wolność dziewczynie i odkupić ją od przyjaciela.
    Po cichu liczę na pewną przemianę Alexa... ale kto wie.
    Może u Ciebie już zawsze taki będzie?
    Nieprzewidywalny i zdolny do wszystkiego.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdaję mi się, że jeszcze przed chwilą czytałam prolog, a tu okazuje się, że to już dwunasty rozdział! Jestem pod wrażeniem fabuły i sylwetki przesiąkniętego złem do szpiku kości, Alexandra. Odnoszę wrażenie, że bez problemu dogadałby się z Damonem z TVD, a jeszcze lepiej z Klausem...:) Być może to naiwne z mojej strony, ale mam cichą nadzieję, że pojawi się w końcu ktoś, kto postawi tego niepokornego wampira do pionu i nie obraziłabym się, gdyby Anabelle stała się bardziej waleczna. Tymczasem czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam,
    Nav.y Blue :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć, wróciłam jestem :)
    Po dwóch(?) miesiącach nieobecności wróciłam do czytania Twoich opowiadań. Nie myliłam się, nadal są świtne Fabuła się toczy, ale czy tylko dla mnie za pomału. Bodajże 8 rozdział był zastrzykiem skompresowanych emocji, a teraz pojawienie się Antona. Nie wiem nic, a zarazem wiem, że będzie się działo. Jak wampir dorwie dziewczynę to zacznie się akcja. Już nie mogę się doczekać. Wspomniałaś, że napisałaś to opowiadnie w dwa wieczory, no tak jak jest wena to sę pisze szybko :)
    Pozdrawiam cieplutko, w te zimne jesienne dni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejka!
    Wpadłam i tutaj, a w sumie dlaczego nie? Mniej zaległości to zawsze coś, prawda?

    Alexandra nikt nie jest w stanie zrozumieć i ja nawet nie próbuję tego zrobić. Jedynie osoba o tak samo sadystycznym podejściu jak on mogłaby (ale nie musiała) zrozumieć pobudki wampira. Wiadomo jednak, że stał się taki z jakichś powodów, których jeszcze nie wyjawiłaś. Bo przecież nie urodził się sadystycznym potworem, który napawa się strachem innych, ich bólem i cierpieniem. Mam rację? Chociaż… co ja tam wiem, nie?
    W tym rozdziale pozwalasz nam poznać postrzeganie Anthonyego. Jest wampirem ostrożnym i na pewno lepszym niż Devile. Ma w sobie jakąś część dobra, już samo to, że komuś go szkoda, że czymś się przejmuje. Że chciałby wpłynąć na Alexa, ale wiadomo, że to nic nie da, więc po prostu nie strzępi sobie języka. No i samo to, że Betty nie jest mu do końca obojętna mówi samo za siebie. Ciekawi mnie jaki będzie miał wpływ na… wszystko. Jednak nie jestem pewna czy relacje pomiędzy tymi mężczyznami można nazwać przyjaźnią. Szczególnie po tym, jak Alex przebił ręką pierś Anthoynego, a potem w brzuch. Albo ja się nie znam.
    Anthony wiedział, że on sam nic nie zrobi, a Devile jeśli będzie miał taką ochotę mógłby nawet zrywać z tych biednych dziewcząt skórę żywcem. I o ile się nie mylił Betty coś podobnego przeszła…” Fuj! Ciągle się przekonuję, że Alexander jest jeszcze gorszy niżby mogło mi się wydawać x.x Aż mnie dreszcz przeszedł jak to sobie wyobraziłam. Pozwól więc, że szybko przejdę dalej, co?
    A więc Alex dopiął swego. Doprowadził do tego, że Ana mu uciekła. Jejku, tak mi jej szkoda. W każdym rozdziale. Ciągle hamuje się przed tym by wyobrażać sobie jak ona może się czuć. Jeszcze sprowadził ją na dół, jakby była jakimś, kurwa, eksponatem w muzeum. Ta historia coraz bardziej mnie przeraża. Chociaż Alex posiada twarz Iana, nic go nie usprawiedliwia. N i c. Nic nie łagodzi tego, jaki jest. Tego co robi.
    Aż boję się zacząć kolejny rozdział tak naprawdę. Nawet boję się sobie wyobrażać co będzie dalej i co Alex zrobi z Anabelle, gdy ją złapie – a złapie i to już niedługo. Więc jak nie podołam, będziesz musiała mi to wybaczyć x.x
    Życzę Ci jednak weny i wytrwałości w pisaniu tej historii! Oraz dużo, dużo czasu do pisania!

    Ściskam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopóki nie dane mi było wrócić, nie wiedziałam, jak bardzo tęskniłam za Alexem i Aną. Potem jednak przypomniałam sobie, co ten pierwszy wyczyniał w poprzednich notkach i moja sympatia do niego znacząco zmalała. Niemniej wróciłam, przeczytałam i jak zwykle jestem urzeczona tym, co prezentujesz. BB jest o tyle wyjątkowe i niebanalne, że wracam tu z wielka chęcią mimo sieczki, którą robi mi z mózgu. No bo jak tu nie kochać Alexa, skoro to Iaś jest? No jak?
    Perspektywa Anthony'ego pokazuje, jak odbierają Alexa jego bliscy. Wyraźnie widać, że tych dwoje łączy jakaś przeszłość. Niemniej tak jak to pisała Nessa, Anthonny ma pewne obawy, waha się i nie zamierza wychylać. Bo nie jest tchórzem. Jednak nie jest też samobójcą. I może i jest wampirem, niemniej w pojedynkę świata nie zmieni. A już tym bardziej Alexandra.
    Alex jako drapieżnik niezmiennie mnie fascynuje. Do opisu jego postaci nie wykorzystujesz jakichś górnolotnych stwierdzeń, niemniej ja zawsze mam ciary. Kiedy ktoś na Alexa spogląda, on już na niego patrzy - nigdy nie spuszcza wzroku. Wodzi nim za ofiarą, równie bezduszny i obojętny co zwykle.
    Rozlega się donośny, pełen bólu i żałości jęk, który Alex kwituje wzruszeniem ramion i słowami: Później się nią zajmę. A ja umieram po kawałku zwinięta w kącie, bo nie rozumiem, jak ktoś, kto wygląda jak Ian, może być takim... skurwielem. Przepraszam, ale innego słowa znaleźć nie potrafię. A choć słownik podrzuca mi dupka, łajdaka czy oprycha, nic nie jest w stanie tak doskonale opisać Alexa.
    Końcówka przywodzi mi na myśl scenę z prologu, co wywołuje u mnie jednocześnie ekscytację i autentyczne przerażenie. Lecę więc dalej, by sprawdzić, na co padnie tym razem.
    Mam może już zawczasu strzelić jakąś setkę? Tak zapobiegawczo?

    Weny, słoneczko. I szczęśliwego, nowego roku! :* (Walmy to, że notka jest z października. Jak robić come back, to spektakularnie i z klasą xdd)

    Buziaki,
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  7. Obiecywałem wpaść już dawno z komentarzem, ale dopiero teraz mam czas i to jedynie dlatego, że o wiele za wcześnie się obudziłem.
    Spodziewałem się wcześniej lub później ucieczki, bo szczerze liczyłem na to, że ktoś taki jak Ty, nie stworzy opowiadania o niczym, czyli jedynie o tym jak facet znęca się nad kobietą, a ona jest przez niego więziona. Sądzę, że wszystkie opowiadania potrzebują fabuły, zwrotów akcji, nieszablonowych, rozłożystych postaci. Szczerze liczę, że u Ciebie to wszystko znajdę. Zadam jednak pytanie o tematykę? Mam traktować to opowiadanie jako brutalny erotyk, czy jako odważną fantastykę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To opowiadanie nigdy nie miało być, ani nigdy nie będzie opowiadaniem erotycznym. To są po prostu elementy, które się przewijają przez to opowiadanie. =)
      I ślicznie dziękuję za wszystkie uwagi. Powtórzenia to moja zmora, tak jak już wspomniałam. Pracuje nad tym ciężko i liczę, że dalej będzie ich już znacznie mniej.^^ A co teorii odnośnie Petera z 18 rozdziału, to niestety muszę ją obalić, poza wampirami i pół-wampirami nie występują w opowiadaniu żadne inne istoty nadnaturalne. ;)

      Pozdrawiam,
      Ice Queen.

      Usuń