poniedzia艂ek, 5 listopada 2018

Rozdzia艂 trzydziesty pierwszy

Alexander 

Uczestniczenie w tym wydarzeniu zawsze by艂o interesuj膮ce. Rze藕, kt贸ra rozpoczyna艂a ca艂膮 ceremoni臋 by艂a chyba ulubion膮 cz臋艣ci膮 nie艣miertelnego. 呕a艂owa艂, za ka偶dym razem, 偶e to nie jest katem dla ofiar. Mimo to spogl膮danie jak umieraj膮, czasem wolno, a czasem szybko, by艂o zawsze satysfakcjonuj膮ce. Nie mog艂o si臋 jednak w 偶aden spos贸b r贸wna膰 z tym, co dzia艂o si臋 w podziemiach. To tutaj najgorsze osobniki jego rasy poddawali si臋 rozkoszy jak膮 by艂o zadawanie b贸lu innym. Czerpali z tego rado艣膰, trudn膮 do opisania momentami. Ludzie, wampiry i p贸艂wampiry. Ka偶dy kto w jaki艣 spos贸b zawini艂, zawsze ko艅czy艂 tutaj. Devile zawsze g艂贸wnie chodzi艂 i jedynie obserwowa艂, a rzadko kiedy bra艂 czynny udzia艂 w zabijaniu. T臋 rozrywk臋 zapewnia艂 sobie sam w domu, a za zamkni臋tymi drzwiami m贸g艂 si臋 podda膰 najgorszym, najohydniejszym czynom, kt贸re tylko przysz艂y mu do g艂owy. Teraz czerpa艂 dzik膮 satysfakcj臋 z przera偶enia Anabelle. Siedzia艂 w jej umy艣le na tyle g艂臋boko, aby czu膰 wszystko co m艂oda kobieta. Wiedzia艂 doskonale, 偶e jest zbyt dobra, aby si臋 tutaj znajdowa膰 i zbyt niewinna. W ko艅cu jakby nie patrze膰 to w艂a艣nie on odebra艂 jej tak naprawd臋 wszystko najcenniejsze co mia艂a. Zaczynaj膮c od niewinno艣ci, a na godno艣ci ko艅cz膮c. I cho膰 odebra艂 j膮 jako doros艂膮, wkraczaj膮c膮 w 偶ycie kobiet臋, to trzymana w klatce przez rodzic贸w, nigdy nie by艂a w stanie do艣wiadczy膰 tego co wi臋kszo艣膰 jej r贸wie艣nik贸w. Dzi艣 dawa艂a mu jednak o wiele wi臋cej zadowolenia, ni偶 przez ostatni rok jak u niego si臋 znajdowa艂a. Uczucia, kt贸re ni膮 targa艂y w 偶aden spos贸b nie mog艂y si臋 r贸wna膰 z tym, co czu艂a kiedy by艂a u niego. By膰 mo偶e do domowych tortur zd膮偶y艂a si臋 ju偶 przyzwyczai膰, a to co dzia艂o si臋 tutaj, by艂o przecie偶 nowo艣ci膮.
Kroczyli przez miejsce 艣mierci. Nie skupia艂 si臋 na tym co go otacza艂o, a na drobnej brunetce. To ona w tej chwili by艂a dla niego najwa偶niejsza. Jej odczucia, kt贸rymi si臋 karmi艂 niczym wyg艂odnia艂y wilk po wielu dniach g艂odu. Z ka偶dym krokiem by艂 coraz bardziej syty, a wiedzia艂, 偶e to, to dopiero pocz膮tek tego co jest na dzisiejszy wiecz贸r zaplanowane. Przypi臋ci 艂a艅cuchami do 艣cian ludzie, ich wrzaski, rzucanie wyzwisk w stron臋 innych, zupe艂nie nie robi艂y na nim 偶adnego wra偶enia.
— Andrew.
Cichy szept wyrwa艂 go z zamy艣lenia. Wzrok od razu skierowa艂 w stron臋 brunetki, a ta nie do艣膰 偶e przesta艂a i艣膰 to z wymalowanym przera偶eniem na twarzy wpatrywa艂a si臋 w jednego z przypi臋tych do 艣ciany ch艂opak贸w. Nie m贸g艂 by膰 starszy od dziewczyny. Ci臋偶ko by艂o tak naprawd臋 stwierdzi膰, jego twarz pokrywa艂 brud. Ciemne w艂osy si臋ga艂y niemal ramion, przet艂uszczone i zakrywaj膮ce twarz, dopiero kiedy jego wzrok pad艂 na lew臋 rami臋 i tatua偶, niewielki krzy偶, Alexander zrozumia艂 kim ch艂opak jest. Zaintrygowa艂o go jednak to, 偶e Anabelle go zna艂a. Z 艂atwo艣ci膮 przecie偶 m贸g艂 si臋 dowiedzie膰 kim jest. Wystarczy艂o zag艂臋bi膰 si臋 w jej my艣li, a nie tylko emocje. Postanowi艂 jednak nie psu膰 sobie zabawy, a zobaczy膰 jak rozwinie si臋 ca艂a sytuacja. Bez s艂owa pozwoli艂 jej od siebie odej艣膰. Musia艂a zdawa膰 sobie spraw臋 z tego, 偶e gdyby pr贸bowa艂aby czegokolwiek, to nie mia艂aby tak 艂atwo. Nie艣miertelny postanowi艂 si臋 wycofa膰, sta膰 z boku i przygl膮da膰 si臋 sytuacji.
Natomiast Anabelle nie ruszy艂a si臋 ze swojego miejsca nawet na krok. Wpatrywa艂a si臋 z niedowierzaniem w m艂odego m臋偶czyzn臋. Tego samego m艂odego m臋偶czyzn臋, kt贸rego lata temu obserwowa艂 na szkolnym boisku. Andrew Campbell, obiekt nastoletnich westchni臋膰. To z nim wyobra偶a艂a sobie przecie偶 wsp贸ln膮 przesz艂o艣膰, ona i dwie kole偶anki, tak jak to dzieci. Ci臋偶ko by艂o jej uwierzy膰, 偶e znajduje si臋 w takim miejscu. I dlaczego akurat on?
Z ty艂u g艂owy wci膮偶 mia艂a obietnic臋, kt贸r膮 mu z艂o偶y艂a. Mia艂a nie okazywa膰 s艂abo艣ci, mia艂a by膰 niewidoczna dla innych, ale jak mia艂a to zrobi膰, kiedy spotka艂a osob臋, kt贸ra lata temu by艂a jej bliska? Nawet je艣li, najprawdopodobniej, on sam nie mia艂 poj臋cia o jej istnieniu. Nie potrafi艂a tak po prostu zignorowa膰 m臋偶czyzny i tego, 偶e si臋 tutaj znajdowa艂. Musia艂o si臋 sta膰 co艣 strasznego. Nie zamykali tu ludzi bez powodu, wiedzia艂a o tym. M艂oda kobieta zrobi艂a kilka krok贸w do przodu. Ba艂a si臋 tego, co mo偶e si臋 wydarzy膰, jednak co艣 nakazywa艂o jej to zrobi膰. Nie zawsze by艂a przecie偶 najwa偶niejsza, nie zawsze wszystko musia艂o by膰 o niej. O wiele 艂atwiej by艂o ignorowa膰 ludzi, kt贸rych nie zna艂a, cho膰 i to bola艂o. Ale pojawi艂 si臋 Andrew, a on… nawet nie wiedzia艂a kim tak naprawd臋 dla niej by艂, ale nie umia艂a zwyczajnie go zignorowa膰 i przej艣膰 dalej. Musia艂a si臋 zatrzyma膰. Musia艂a co艣 zrobi膰. Zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e Alexander gdzie艣 tu wci膮偶 jest, jednak to nie mia艂o teraz znaczenia. Dop贸ki nie czu艂a na sobie jego d艂ugich plac贸w, mocnego u艣cisku, to nie by艂o wa偶ne. Nie mia艂o te偶 znaczenia co stanie si臋 w domu. Nawet gdyby j膮 zabi艂, wyrz膮dzi艂by jej tylko przys艂ug臋.
Spojrzenie Anabelle i m艂odego ch艂opaka w ko艅cu si臋 spotka艂y. Wygl膮da艂 na wyczerpanego, opadni臋tego z si艂 i gdyby nie 艂a艅cuchy, kt贸rymi by艂 przypi臋ty z pewno艣ci膮 opad艂by bezw艂adnie na ziemi臋. Dopiero po chwili zauwa偶y艂a wyryty w 艣cianie napis, jego imi臋, a pod spodem rz膮d cyfr, kt贸re po chwili okaza艂y si臋 by膰 indywidualnym numerem ka偶dego wi臋zionego tutaj cz艂owieka.
— Andrew — powt贸rzy艂a zbli偶aj膮c si臋 do niego. Ch艂opak drgn膮艂 podrywaj膮c g艂ow臋 do g贸ry, w jego oczach mo偶na by艂o dostrzec czyst膮 w艣ciek艂o艣膰. Wydawa艂 si臋 zupe艂nie nie rozpoznawa膰 kim Anabelle jest, a mo偶e? Min臋艂o przecie偶 tyle lat. Ma艂o kto pami臋ta艂 starych znajomych ze szko艂y, a co dopiero m贸wi膰 w ich 艣wiecie, gdzie niemal ka偶dego dnia walczono o prze偶ycie. Nie by艂aby zdziwiona, gdyby nie wiedzia艂 kim jest. Musia艂a przecie偶 jednak mimo wszystko spr贸bowa膰. Dowiedzie膰 si臋 czemu si臋 tutaj znalaz艂 i jak mo偶e mu pom贸c. Nie mog艂a przecie偶 tak po prostu go zostawi膰. Cho膰 pewnie powinna, bo co ona sama zrobi? Jak tylko opu艣ci do miejsce wr贸ci z powrotem do rezydencji Devile, a stamt膮d nie by艂o przecie偶 ucieczki. Raz si臋 jej uda艂o, cho膰 co z tego skoro trwa艂o to tylko chwil臋?
— Suka. Zdradliwa suka.
Zd臋bia艂a na te oskar偶enia. Oczywi艣cie, nie oczekiwa艂a rzucenia si臋 w ramiona, ani niczego podobnego. Jednak to by艂y ostre s艂owa, a na te sobie zupe艂nie nie zas艂u偶y艂a.
— Co? Ja nie.. Andrew, to ja, Anabelle. Pami臋tasz…? Chodzili艣my…
— Do jednej szko艂y, a teraz pieprzysz si臋 z wampirem — doko艅czy艂 za ni膮, nast臋pnie spluwaj膮c jej pod nogi — zdradliwa, suko. My艣lisz, 偶e nie wiemy? Wszyscy wiedz膮, 偶e rozk艂adasz nogi przed krwiopijc膮.
Zadr偶a艂a. Wiedzieli. Pytaniem by艂o sk膮d mieli te informacje i czemu nimi w og贸le dysponowali. Nie mia艂a si臋 czego wstydzi膰, a na pewno nie chcia艂a si臋 wstydzi膰 tego, 偶e jest zabawk膮 wampira. Osoby silniejszej od niej. Takiej, kt贸ra mo偶e nie tylko kontrolowa膰 jej umys艂, ale tak偶e i cia艂o. Mimo to sk膮d艣 wiedzieli, 偶e mieszka u wampira.
— Przez takich jak ty, jeste艣my poni偶ani. To co, podoba ci si臋 freak show? Zabawnie si臋 patrzy jak nas wybijaj膮 krok po kroku? Mo偶e sama bierzesz w tym udzia艂, co? Z pewno艣ci膮 nie mo偶esz si臋 doczeka膰, a偶 b臋dziesz kpi膰 nad cudzym cia艂em z tego jakim idiot膮 jest, zgadza si臋? No dalej, Anabelle. Przyznaj si臋 — warkn膮艂 mru偶膮c oczy, nie spuszczaj膮c jednocze艣nie wzroku z kobiety. Uni贸s艂 dumnie g艂ow臋, czuj膮c jak ma nad ni膮 w艂adz臋. M贸g艂 by膰 przypi臋ty do 艂a艅cuch贸w, ale mimo to nie stanowi艂o to przeszkody, aby by膰 ponad ni膮. — Twoi rodzice si臋 pochwalili. Sprzeda艂a艣 si臋 jak zwyk艂a dziwka. Ale co si臋 dziwi膰, zawsze ci臋 ci膮gn臋艂o do wampir贸w, nie? Nigdy nie by艂a艣 normalna, a teraz puszczasz si臋 z krwiopijc膮.
— Nic nie wiesz — szepn臋艂a cicho i bardziej do siebie — wy nic nie wiecie.
— To nas o艣wie膰! Dalej, Ano, powiedz jaka jest prawda! Czy nie sprzeda艂a艣 si臋 niczym zwyk艂a kurwa, za p贸艂 miliona funt贸w? Tyle uwa偶asz, 偶e jeste艣 warta? Nie da艂bym za ciebie ani pensa.
Nast臋pne wydarzenia dzia艂y si臋 zbyt szybko. Andrew wyrwa艂 si臋 do przodu, a 艂a艅cuchy okaza艂y si臋 by膰 o wiele d艂u偶sze, ni偶 wydawa艂y si臋 by膰 z pocz膮tku. Z 艂atwo艣ci膮 dopad艂 do Anabelle obieca d艂o艅mi 艂api膮c j膮 za gard艂o. Bia艂a sukienka w zetkni臋ciu z brudnym cia艂em m臋偶czyzny od razu si臋 zabrudzi艂a, jednak to w tej chwili nie by艂o wa偶ne. Powietrza zacz臋艂o jej brakn膮膰 nagle, szarpn臋艂a si臋, ale nawet wychudzony ch艂opak mia艂 wi臋cej si艂y, ni偶 ona. Nikt nie ruszy艂 jej z pomoc膮, g艂upio oczekiwa艂a, 偶e to zrobi Alexander, ale nie by艂o go w pobli偶u. A na pewno nie wyczuwa艂a nigdzie jego obecno艣ci. Nie pozwoli艂by, 偶eby sta艂o si臋 jej co艣 z艂ego. Nie chcia艂by, aby jego w艂asno艣膰 by艂a poszkodowana, prawda? Spr贸bowa艂a si臋 jeszcze raz wyszarpn膮膰. W oczach Andrew widzia艂a jedynie ob艂臋d, ob艂臋d zmieszany z w艣ciek艂o艣ci膮.
Zaciska艂 mocno palce na jej szyi. Wygl膮da艂 na g艂odzonego, jakby przez naprawd臋 wiele dni nie mia艂 nic w ustach, a jednak okaza艂o si臋, 偶e ma w sobie do艣膰 si艂y. Anabelle nigdy nie nale偶a艂a do silnych kobiet, a po miesi膮cach sp臋dzonych na torturach u nie艣miertelnego, nie by艂o nawet szans, aby m贸wi膰 o tym, aby mog艂a si臋 w jakikolwiek spos贸b broni膰. Jej twarz powoli przybiera艂a siny kolor. Ale nie ba艂a si臋 艣mierci. W naiwny spos贸b na ni膮 czeka艂a, powita艂aby j膮 z otwartymi ramionami. Wszystko by艂o lepsze, ale nawet teraz, kiedy tak bardzo jej pragn臋艂a, to nie by艂 jej czas.
Alexander pojawi艂 si臋 mi臋dzy dw贸jk膮 w ostatniej chwili. Wystarczaj膮co d艂ugo przygl膮da艂 si臋 temu przedstawieniu. Przez chwile mo偶e i czu艂 pewne zadowolenie, jednak gdy u艣wiadomi艂 sobie, 偶e to kto艣 inny po艂o偶y艂 d艂onie na jego Anabelle, nie m贸g艂 tak po prostu pozwoli膰 na to, aby ch艂opak doprowadzi艂 j膮 do 艣mierci. Je艣li ona mia艂a kiedykolwiek umrze膰, to tylko na jego warunkach.
Role si臋 odwr贸ci艂y. Nie艣miertelny zaciska艂 palce na gardle Andrew, spogl膮daj膮c prosto w oczy. Niczego bardziej nie chcia艂 jak tego, aby to on by艂 ostatnim co widzi przed 艣mierci膮. W tle oczywi艣cie s艂ysza艂 jak Anabelle nabiera gwa艂townie powietrza, jak pr贸buje si臋 uspokoi膰. Ca艂y cholerny wiecz贸r zosta艂 im zepsuty. Powinien by艂 przewidzie膰, 偶e mo偶e do tego doj艣膰. Jak tylko zacz臋艂a z nim rozmawia膰, powinien zdecydowa膰 si臋 na to, aby odci膮gn膮膰 jak najszybciej. Nie dopu艣ci艂 jednak do tego, pozwoli艂 jej na to, aby zbli偶y艂a si臋 do buntownika. I co z tego mia艂? Ca艂a uwaga skupi艂a si臋 na nim, cho膰 nie powinna. Dzi艣 chcia艂 ju偶 by膰 niewidoczny na reszty 艣wiata, a tymczasem si臋 okaza艂o, 偶e zn贸w wszyscy b臋d膮 o nim m贸wi膰.
— Pope艂ni艂e艣 powa偶ny b艂膮d, ch艂opcze — oznajmi艂 ze spokojem. Ca艂膮 z艂o艣膰, kt贸ra w nim buzowa艂a mo偶na by艂o dostrzec w oczach. G艂os mia艂 opanowany, oddech r贸wnie偶. A gdyby nie zaciskaj膮ca si臋 na szyi ch艂opaka d艂o艅, mo偶na by艂oby uzna膰 ze spokojem, 偶e w艂a艣nie opowiada o pogodzie na przysz艂y tydzie艅. — Kilka b艂臋d贸w, dok艂adniej. Warto by艂o? Zniszczy艂e艣 偶ycie sobie, rodzinie i tylko po to, aby wybi膰 kilka wampir贸w. S膮dzi艂e艣, 偶e te wasze szkolenia na u偶ywanie ko艂ka co艣 wam dadz膮? My艣la艂e艣, 偶e naprawd臋 wystarczy tylko wbi膰 go prosto w serce, aby mie膰 spok贸j z wampirami? A偶 tak naiwny jeste艣?
— Zdechniecie wszyscy — wydusi艂 z siebie z trudem, nie trac膮c przy tym bycia upartym. By艂 przygotowany na 艣mier膰. Wola艂 umrze膰, ni偶 zdradzi膰 swoj膮 ras臋. Na sw贸j spos贸b Alexander to ceni艂, cho膰 jak wida膰 to on by艂 tym, kt贸ry tak naprawd臋 zdradza wszystkich i wszystko, ale czy to by艂o wa偶ne? — S膮 nas setki. Ro艣niemy w si艂臋 i w ko艅cu was powybijamy. Co do ostatniej sztuki.
Rozlu藕ni艂 u艣cisk, aby umo偶liwi膰 mu dalsz膮 rozmow臋. Czu艂 na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych. Teraz ju偶 mu to jednak nie przeszkadza艂o, im wi臋cej mia艂 艣wiadk贸w tym lepiej. Oczywi艣cie w ka偶dej sekundzie m贸g艂 wyrwa膰 serce, skr臋ci膰 kark, udusi膰 – mo偶liwo艣ci by艂o wiele, nikt nie mia艂by za z艂e gdyby po prostu podszed艂 do byle kogo i zabi艂, po to przecie偶 tu byli. Alexander jednak uzna艂, 偶e 艣mier膰 na chwil臋 obecn膮 by艂aby zbyt 艂agodn膮 kar膮.
— Tak uwa偶asz? S膮dzisz, 偶e taka miernota mo偶e r贸wna膰 si臋 z wampirami? Nie masz poj臋cia do czego jeste艣my zdolni, co potrafimy. I by膰 mo偶e trzeba ci o tym przypomnie膰.
Odetchn膮艂 go od siebie. Na kilka sekund odwr贸ci艂 si臋, aby spojrze膰 na Anabelle. Wola艂 w tym zamieszaniu jej nie straci膰 z oczu, a wiedzia艂, ze jest zdolna do tego, aby w ka偶dej chwili uciec, gdyby uzna艂a, 偶e moment jest na to idealny. Sta艂a nieca艂e dwa metry dalej, trz臋s膮c si臋 i przyk艂adaj膮c d艂o艅 do gard艂a. Dobrze, by艂a zbyt roztrz臋siona aby my艣le膰 cho膰by o ucieczce.
Na nowo skupi艂 uwag臋 na swoim nowym przyjacielu.
— Odpi膮膰 go. — Rozkaza艂. Nikt nie sprzeciwi艂 si臋 rozkazuj膮cemu tonowi g艂osu, zaledwie chwil臋 po wydaniu rozkazu, kto艣 pojawi艂 si臋 z kluczami. Ju偶 po kilku sekundach Andrew nie mia艂 przypi臋tych 艂a艅cuch贸w i by艂 wolnym cz艂owiekiem. — Tch贸rz. Jeste艣 wolny, a mimo to wci膮偶 tu stoisz.
— Rusz臋 si臋, a ty mnie zabijesz.
— M膮drze.
Zamierza艂 co艣 jeszcze powiedzie膰, kiedy atmosfera ca艂kiem si臋 zmieni艂a. Alexander od razu wyczu艂 r贸偶nic臋. Towarzysz膮ce osoby si臋 spi臋艂y, niekt贸rzy si臋 wycofywali. Mia艂 jedynie ochot臋 przewr贸ci膰 oczami. Nie trzeba by艂o by膰 geniuszem, aby dowiedzie膰 si臋, co takiego w艂a艣nie si臋 wydarzy艂o. Sta艂 bokiem do g艂贸wnego wej艣cia. Nie przekr臋ci艂 g艂owy, aby spojrze膰 na swojego stw贸rc臋. Erick mia艂 cudowne wyczucie czasu i zawsze zjawia艂 si臋 wtedy, kiedy nikt go nie potrzebowa艂.
— Zn贸w si臋 bawisz, Alexandrze?  — zapyta艂 ze stoickim spokojem, przechadzaj膮c si臋 mi臋dzy go艣膰mi. — Nie nudzi ci si臋 to, prawda? Tyle wiek贸w min臋艂o, a tobie nadal zabawy w g艂owie.
— A od kiedy zabawa jest zabroniona? My艣la艂em, 偶e w艂a艣nie po to tu s膮. Aby si臋 nimi bawi膰. Poza tym, zaatakowa艂 Anabelle. Mia艂em sta膰 i si臋 patrze膰?
— Z tego co wiem to w艂a艣nie to robi艂e艣.
Erick wolno podszed艂 do nie艣miertelnego i Andrew. Stali nieca艂y metr od siebie, byli na wyci膮gni臋cie r臋ki. Wystarczy艂o, aby brunet zrobi艂 jeden krok i mia艂by w gar艣ci ch艂opaka. Nie musia艂 nawet si臋 szczeg贸lnie wysila膰. To jednak nie by艂o wa偶ne. Swoj膮 ca艂膮 uwag臋 Devile skupi艂 na Pierwszym. Ani troch臋 nie mia艂 ochoty na jego towarzystwo, pogadanki i ca艂膮 reszt臋. Zachowywa艂 si臋 jakby sam nigdy nie pope艂ni艂 偶adnej zbrodni, kt贸ra by艂a wbrew zasadom, jakie wymy艣lili. Jakby jako jedyny by艂 艣wi臋ty.
— Je艣li chcesz, to to doko艅cz. Andrew Campbell nie znalaz艂 si臋 tu bez powodu, zosta艂 na nim ju偶 wydany wyrok. Tak jak na ka偶dej osobie, kt贸ra si臋 tu znajduje. Zagrozi艂 nam, walczy艂 przeciwko nam i zosta艂 schwytany, a tak偶e odpowiednia kara zostanie na nim wykonana. Ale skoro zaatakowa艂 twoj膮 pi臋kn膮 towarzyszk臋, to niech do ciebie nale偶y ostatni ruch.
— Mo偶esz uwierzy膰, 偶e w艂a艣nie do mnie b臋dzie nale偶a艂 ostatni ruch — odpowiedzia艂 z pewno艣ci膮 w g艂osie, ale te偶 z odrobin膮 kpiny. Nie potrafi艂 najwyra藕niej sobie jej darowa膰, kiedy chodzi艂o o rozmowy ze stw贸rc膮. Nie mia艂 dla niego ani odrobiny szacunku, ale o tym poza ich dw贸jk膮 przecie偶 nikt nie musia艂 wiedzie膰.
— Najpierw jednak przeprosi.
— T臋 kurw臋? Nigdy — odpar艂. Splun膮艂 pod nogi obu m臋偶czyzn. Obaj jednocze艣nie spojrzeli na miejsce, gdzie trafi艂 艣lin膮, a nast臋pnie na ch艂opaka i w oczach oboju pojawi艂a si臋 ta sama irytacja.
— Nie艂adnie, Andrew — mrukn膮艂 Erick kr臋c膮c g艂ow膮 na boki — powiniene艣 si臋 zastanowi膰 nad doborem s艂贸w i czyn贸w. Kolejny niew艂a艣ciwy krok i… c贸偶, powodzenia. Mam nadziej臋, 偶e mimo wszystko ci臋 oszcz臋dzi. Panie i panowie, nie ma na co patrze膰. No ju偶, czeka nas masa innych niespodzianek i atrakcji
Ju偶 prawie odchodzi艂. Zatrzyma艂 si臋 jednak, aby spojrze膰 na Alexa.
— Nie napaskud藕 za bardzo.

Anabelle

Spogl膮da艂a na to wszystko z boku.
Cho膰 min臋艂o ju偶 kilka minut, nadal czu艂a jak palce Andrew zaciskaj膮 si臋 na jej ciele. Momentami mia艂a wra偶enie jakby brakowa艂o jej powietrza i jakby zn贸w by艂a duszona. Ten wiecz贸r podobno mia艂 by膰 lepszy. Jednak szybko si臋 przekona艂a, 偶e kat贸w ma w ka偶dym. Alexander, jej rodzice i nawet stary znajomy z dawnych lat. Dawna sympatia, osoba, kt贸rej nigdy nie zrobi艂a krzywdy. Czy naprawd臋 nie mia艂a ju偶 w nikim tutaj oparcia? Trzyma艂a si臋 z boku, nie chcia艂a by膰 ju偶 na widoku. Nie chcia艂a s艂ucha膰, ani ogl膮da膰 tego co si臋 mia艂o tu wydarzy膰. Alexander by艂 w艣ciek艂y, Andrew bardziej tylko go nakr臋ca艂 i wiedzia艂a, 偶e w ko艅cu dojdzie do prawdziwej tragedii. I to wszystko by艂a jej wina. Jakby przesz艂a dalej, zignorowa艂a Andrew i nie urz膮dzi艂a scen, nic takiego nie mia艂oby miejsca. O dziwo nie bola艂o jej to co us艂ysza艂a z jego ust. Wyrz膮dzi艂 jej tylko krzywd臋 fizyczn膮, dotkn膮艂 jej i nic poza tym. Wszystko co powiedzia艂… to nie by艂a prawda. Alexander j膮 z艂ama艂 na wiele sposob贸w, robi艂 z ni膮 rzeczy o kt贸rych inny ludzie nawet baliby si臋 pomy艣le膰, jednak zawsze stara艂a si臋 my艣le膰, 偶e to nie jest jej wina. By艂a dobr膮 c贸rk膮, wiedzia艂a o tym. Tu zwyci臋偶y艂a jednak mi艂o艣膰 do pieni膮dza.
Erick przegoni艂 towarzystwo. Wszyscy tu obecni powr贸cili do przerwanych rozm贸w, zn贸w zacz臋li opowiada膰 i kpi膰 z innych. Zupe艂nie jakby nic si臋 tu nie wydarzy艂o. I po艣r贸d nich wszystkich, sta艂a ona. Samotna, przera偶ona dziewczyna, kt贸ra nie mia艂a poj臋cia co robi膰. Ruszy艂a si臋 z miejsca dopiero, kiedy Erick j膮 zawo艂a艂.
— Podejd藕 do nas, s艂o艅ce — poprosi艂 wyci膮gaj膮c w jej stron臋 d艂o艅. Poczu艂a nag艂y przyp艂yw ciep艂a, poczu艂a si臋 bezpiecznie i bez wahania uj臋艂a d艂o艅, gdy znalaz艂a si臋 wystarczaj膮co blisko. — Powiedz mi, najdro偶sza, zrobi艂 ci krzywd臋?
Zanim odpowiedzia艂a Pierwszy odgarn膮艂 jej w艂osy na bok, aby pokaza膰 wyra藕ne i widoczne go艂ym okiem, nawet dla cz艂owieka, 艣lady po duszeniu.
— Wi臋cej dowod贸w chyba nie potrzeba — stwierdzi艂. Musn膮艂 d艂oni膮 policzek dziewczyny. — Przyda ci si臋 odrobina odpoczynku. Jestem pewien, 偶e Florence ch臋tnie ci臋 odprowadzi. Zanim to, uznali艣my, 偶e to ty, powinna艣 mu odebra膰 偶ycie. By艂a艣 ostatni膮, kt贸r膮 chcia艂 zabi膰. Oko za oko, Anabelle. 呕ycie za 偶ycie.
Mia艂a… zabi膰? Sta艂aby si臋 wtedy jednym z nich. By艂aby wtedy tak samo winna jak wszyscy, kt贸rzy byli tu przypi臋ci do 艣cian. Nie chcia艂a by膰 potworem, nie chcia艂a zrobi膰 tego co robili tu wszyscy. Nie mog艂a tak po prostu si臋 sta膰 morderc膮.
— Nie potrafi臋 — odpowiedzia艂a zgodnie z prawd膮. Staraj膮c si臋, aby g艂os jej nie zadr偶a艂. By艂o to jednak o wiele trudniejsze zadanie, a aktork膮 by艂a marn膮. — Nie chc臋 tego robi膰.
— Tch贸rzliwa dziwka — warkn膮艂 Andrew. Mo偶na by艂o dostrzec na jego twarz kpi膮cy u艣miech. Wyzywa艂 j膮, chcia艂 aby to zrobi艂a. Mia艂by wtedy potwierdzenie swoich poprzednich s艂贸w. Zapiera艂a si臋 r臋kami i nogami, bo nie chcia艂a tego robi膰. Nie chcia艂a odbiera膰 komu艣 偶ycia, kiedy sama utraci艂a swoje. Wiedzia艂a doskonale jak to jest, kiedy nie mo偶na nic zrobi膰 jak jest si臋 zale偶nym od kogo艣. Sama kilka razy ju偶 otar艂a si臋 o 艣mier膰 i nie 偶yczy艂a tego nikomu, a Andrew nic jej nie zrobi艂. Znalaz艂 si臋 tylko w z艂ym miejscu i o z艂ym czasie. — Potrafisz si臋 pieprzy膰 z wampirem, ale nie umiesz zabi膰 cz艂owieka?!
— Zamilcz.
Zaskoczy艂a si臋 tym, 偶e to z jej ust pad艂o to s艂owo. Gniewnie wpatrywa艂a si臋 w ch艂opaka. Nawet nie poczu艂a, kiedy Erick wsun膮艂 jej do d艂oni bro艅. 脫w narz臋dziem okaza艂 si臋 by膰 n贸偶 my艣liwski. Nie by艂 szczeg贸lnie ci臋偶ki, jednak Anabelle bardzo szybko poczu艂a jego ci臋偶ar. Nie chodzi艂o o sam fakt tego, 偶e co艣 wa偶y艂. Ni贸s艂 za sob膮 znacznie wi臋kszy ci臋偶ar, ni偶 tylko to, ale mimo to nie zawaha艂a si臋. Mierzy艂a si臋 na spojrzenia z Andrew. Do ostatniej chwili wygl膮da艂 na zupe艂nie nieprzej臋tego tym, 偶e brunetka 艣ciska w d艂oni n贸偶. Mo偶e faktycznie z pocz膮tku dr偶a艂a jej r臋ka, nie by艂a pewna tego co w og贸le robi i czy dobrze post臋puje, ale szybko odrzuci艂a od siebie te my艣li. Cokolwiek si臋 mia艂o dzia膰, trudno. Zdecydowa艂a si臋 na to, nie by艂o odwrotu. Czekali na to, a偶 zada ostateczny cios. Wcale nie chcia艂a si臋 do tego przyznawa膰, ale ona r贸wnie偶 na to czeka艂a.
Zbli偶y艂a si臋 do ch艂opaka powoli. Wr臋cz sun臋艂a si臋 po ziemi, a bia艂a sukienka dodawa艂a jedynie mroku. By艂a niewinna, nigdy nie zrobi艂a drugiej osobie krzywdy, a teraz podpuszczana przez dw贸jk臋 nie艣miertelnych, popychana przez w艂asne zamotane my艣li, nie wiedzia艂a co robi. Nie wiedzia艂a czy dobrze post臋puje, ale nie my艣la艂a o tym. Nie zastanawia艂a si臋 nad tym, 偶e w艂a艣nie idzie zada膰 艣miertelny cios. Chcia艂a tylko to zrobi膰, a konsekwencje zostawi艂a daleko za sob膮.
Owin臋艂a chude palce wok贸艂 r臋koje艣ci. Tym razem trzyma艂a ju偶 pewnie i zdecydowanie.
— Nie da艂e艣 mi wyboru, Andrew.
Jej g艂os by艂 mi臋kki. Szepta艂a przez ca艂y czas to jedno zdanie niczym ob艂膮kana. Mo偶e taka w艂a艣nie w tej chwili by艂a, kiedy zbli偶a艂a si臋 do niego z no偶em w d艂oni. Mo偶e w艂a艣nie uruchomi艂a si臋 jej mroczna natura, kt贸rej nigdy nie chcia艂a zna膰.
Ch艂opak nie m贸g艂 ju偶 uciec. Obaj m臋偶czy藕ni go przetrzymywali, cho膰 wystarczy艂 jeden z nich, kiedy Anabelle podchodzi艂a. W ko艅cu znalaz艂a si臋 wystarczaj膮co blisko. Najpierw przesun臋艂a d艂oni膮 po jego policzku. Wyczu艂a kilkudniowy, ostry i k艂uj膮cy zarost. W oczach nadal by艂a kpina, zupe艂nie jakby naprawd臋 nie obchodzi艂o go to, 偶e zamierza go zabi膰. Zamiast wbi膰 mu ostrze w brzuch, wpierw wspi臋艂a si臋 na palce. Woln膮 d艂oni膮 nadal dotyka艂a jego policzka, przygl膮da艂a mu si臋 i nie艣mia艂o u艣miecha艂a.
— Zawsze mi si臋 podoba艂e艣, wiesz? Ale to chyba koniec. Dla nas obojga — wymrucza艂a u艣miechaj膮c i niewinnie muskaj膮c wargami jego usta.
To by艂a ostatnia mi艂a rzecz jaka go spotka艂a, zanim zatopi艂a n贸偶 w ciele ch艂opaka. Krwiste krople a偶 zbyt wyra藕nie odznacza艂y si臋 na bia艂ej sukience. To nie okaza艂o si臋 by膰 wystarczaj膮ce. O ile to by艂o mo偶liwe, mocniej zacisn臋艂a d艂o艅 na broni i g艂臋biej wbi艂a ostrze. Z ust Andrew wyda艂 si臋 j臋k, a z k膮cika sp艂yn臋艂a stru偶ka krwi. Na jej widok roze艣mia艂a si臋 w uroczy, przera偶aj膮cy spos贸b i jak gdyby nigdy nic, ko艅c贸wk膮 j臋zyka zliza艂a krew.
— Zuch dziewczynka — wymrucza艂 Alexander puszczaj膮c ch艂opaka. Ten za艣 opad艂 na pod艂og臋 z no偶em w ciele, otoczony tr贸jk膮 kat贸w. 
Ehem... no tak, no to cze艣膰! Zdaj臋 sobie spraw臋 z tego, 偶e rozdzia艂u nie by艂o ca艂e wieki i nawet nie macie poj臋cia jak mi wstyd. W ostatnim czasie pojawi艂a si臋 masa nowych dla mnie rzeczy, z niekt贸rymi nadal si臋 oswajam i pr贸buj臋 przestawi膰 sw贸j tryb 偶ycia, aby ogarnia膰 ze wszystkim. No, ale do艣膰 o mnie! Rozdzia艂 jest i mam nadziej臋, 偶e tym razem b臋d膮 si臋 pojawia膰 nieco cz臋艣ciej, bo a偶 wstyd, ze tu dwa lata lec膮, a rozdzia艂贸w taka garstka. ;)) Licz臋, 偶e was zaskoczy艂am ko艅c贸wk膮, bo sama jestem ni膮 zaskoczona i nie s膮dzi艂am, 偶e tak si臋 to potoczy. C贸偶, to na razie chyba tylko tyle i... do napisania?:) 

1 komentarz: